maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2003

Moja matka. Ehhh, żeby nie była tak dobra w rzucaniu przekleństw i…żeby nie była tak zła. Moje życie było by lepsze. No i mogłabym się nie przejmować. W tej jednak sytuacji muszę otoczyć się wieloma zaklęciami ochronnymi…Ehhhh…żeby nie była tak dobra w przekleństwach, dałabym jej radę.
Ojciec jest niestety …ja wiem, że to wstyd ale…on jest…charłakiem.

Mugole

2 komentarzy

Nie wiem co to się dzieje, ale straszne ich tłumy dziś przewalały się przez centrum Katowic. A ta jazda ich produktami to prawdziwy koszmar. Tylko czekałam aż któryś spowoduje kolizję. Oni wogóle nie mają poszanowania dla przepisów. Nie szanują też ogólnych zasad współużytkowania przestrzeni. A kultura ich zachowania to już wogóle tragedia. Co mnie w końcu obchodzi co mugole zjadają na obiad? Nie prosiłam o to a tymczasem dwóch mugoli wyrzuciło na chodnik zawartość swoich żołądków. W dodatku obydwaj mieli chyba jakieś problemy z grawitacją albo testowali najnowszy model butów o których wspomina Daisy Flower w „Wieszczu Tygodniowym” ) Jeśli to drugie to uważam, że powinna się tym zająć jakaś komisja. To nam nie wolno używać podrasowanych magicznie produktów mugoli a im wolno używać nasze??!!! I to w bardzo nieodpowiedzialny sposób. Skandal! Jestem naprawdę oburzona. Ja rozumiem, że jutro ma się odbyć coś na wzór meczu Quidditcha zaś później jakiś koncert na którym ma się pojawić mnóstwo mugoli wzorujących się na czarowników i czarownice to jednak nie upoważnia ich do takich zachowań. Poza tym żaden mugolski koncert i tak nie dorówna występom Fatalnych Jędz.
Byłam tak wzburzona i poirytowana że przez całą drogę powtarzałam w myślach najstraszniejsze zaklęcia i chyba jeszcze nigdy w życiu tak nie pragnęłam ich użyć.
No ale dość o tem. Lord Spider okazał się lekko zaniepokojony ostatnimi wieściami więc pożegnałam go czym prędzej. Jest uroczym mężczyzną ale niestety mugolem. Tak mugolskim jak chyba żaden. Broni się przed magią jak tygrys i niestety nie do końca akceptuje fakt, że ma znajomą czarownicę.
Kilkakrotnie doszło między nami do drobnych spięć na tym tle. Trudno. Ja go nie zmuszam do podtrzymywania tej znajomości.
Zdaję sobie sprawę, że trudno zapomnieć taką postać jaką jestem. W końcu zdobyłam samego Luciusa ;)

Idę teraz wysłać parę pilnych sów. Dobranoc.

Znależć sposób na umiejętne łączenie myśli w słowa. Znaleźć sposób by nie musieć czekać na wenę tylko mieć ją na zawołanie.

Słonecznie

1 komentarz

Dziś jakoś tak bardziej niż wczoraj. I nawet nie złości mnie to, że Korek po raz 2021 zrzucił serwetkę ze stolika. Siedzi bandyta pod stolikiem i tylko pociąga łapą a serwetka ziiiuuut i już na podłodze. Próbowałam położyć na nią coś cięższego ale to też nic nie dawało bo wtedy wszystko lądowało na ziemi. Nawet klapsy nie działają. Kiedy dostaje w tyłek patrzy na mnie takim wzrokiem, że…brrrr. Natomiast Prisi im bardziej dostaje w tyłek tym bardziej psoci. Ona to chyba uważa za formę zabawy. Mniejsza z tym. Psa muszę naoliwić bo strasznie piszczy. Po parafinę pojechać bo już nie mam z czego świec zrobić i paczuszkę do herbiego śliczną wysłać bo poprzednio pomyliłam się w adresie i wróciła. Naszczęście.

Mam jeszcze prawie całą fiolkę magicznego proszku na… miłość, który zmieszałyśmy z Małą (choć tak do końca obydwie nie wiemy czy to na miłość czy na erotyczne uniesienie).Podaje się to partnerowi w napoju. Najbardziej preferowane jest czerwone wino. Ja tego nie używam więc mogę komuś odstąpić. :)

Przydało by się zrobić sabacik jakiś. Najlepiej jutro, ale jutro facet z nami będzie więc może dziś z Małą coś poczarujemy.

Tym czasem jadę popatrzeć na ludzi.

Nawet nie przypuszczałam, że poza paroma znajomymi ktoś tutaj zagląda.
Dziękuję wszystkim za wpisy.
Mam mały problem techniczny z Księgą ale myślę, że dam radę.

Dziś spotkanie z Lordem Spiderem. Mam nadzieję, że Ty Lucius`u nie będziesz miał mi tego za złe. On w końcu wiele dla mnie znaczył.
A jutro przyjedzie Saganek ze swoim Markiem. Będą po urodzinowe poprawiny.

BTW urodzin. Od Małej dostałam fantastyczną czarownicę. Nawet podobna do mnie jest  Ale ja nie mam fioletowej miotły…to pewnie jakiś nowszy model. Kaśka przyniosła mi świecznik. To taki kwiatek a jego środek to kulka ze świeczki. Na łodyżce siedzi motylek…boshe ale to słodkie ;P Ale to takie typowo Kaśkowate. Natalia dała mi kolczyki wielkości młyńskiego koła  Ale nawet mi pasują. Na sabat jednak nie zabiorę bo będzie zbyt wielki opór powietrza podczas lotu.
O chyba właśnie Natalia jest u nas.
Braciszek wraz z bratową (??) dali mi frytkownicę. Pojemność 1,7 litra czyli jednoosobowa. Jak dali 50 PLN to dużo. Szarpnęli się. Doceniam. Ale mam wrażenie, że poczuli się zobligowani bo ja choć nie byłam u nich to im posłałam drobiazgi. Tfu nie lubię „wymuszonych” prezentów.
Daniela upiekła mi ciasto. Saganek prawie całe zjadła i tylko cudem udało mi się uratować tyle by każdemu coś dać. ;P Saganku!!! Ty…Łobuzie! Będziesz gruba i nieatrakcyjna jak będziesz się tak opychać! :D
No ale ciasto z czekoladą było a Sagankowi ostatnio coś serotoninki brakuje to chyba zrozumiałe jest.
Tata w ramach urodzin odroczył mi termin płatności. A mama przyczepiła się dopiero wczoraj więc nie było najgorzej. Magdalena przyjechała z piękną mozaiką ze szkiełek pt. „Konik morski”.
A mój drogi Lucius ofiarował mi cudnej urody hipogryfa. Przyznaję, że odrobinę się obawiałam jak przebiegnie konfrontacja z moim małym stadem potworów jednak z tego co widzę zwierzaki bardzo się już polubiły. Niestety ja pozbyłam się zasłon okiennych. Bo jeśli kot ma pazury to nie wiem co ma hipogryf. Trzeba będzie zrobić im wszystkim manicure.
I to by było na tyle z urodzinek.
Stuknęło, puknęło i kolejny roczek za mną.

Jeśli Lucius się zgodzi niebawem zamieszczę kilka fotek z naszego ślubu. To głównie dla wścibskiej pani Skeeter, która nie daje nam spokoju i ciągle podejrzewa, że cały ten ślub to lipne alibi dla Lucius`a.

Tyle z informacji ogólnych.

Nie ukrywam, że to po części zasługa misiczki. Oj teraz będę Ci ja kombinować tym blogiem. :D

Już bardzo późno.
Postanowiłam, że od 01 kwietnia blog mój będzie miał zupełnie inne oblicze.
Jakie? hmmm…pożyjemy zobaczymy. Na razie miejsca tego pilnuje mój świeżo poślubiony Lucius. Troszeczkę musieliśmy ukryć ten fakt przed światem ponieważ jest on teraz osobą bardziej niż publiczną. Poza tym ostatnie wydarzenia w świecie mugoli (–> Wojna z Irakiem) sprawiły, że Ministerstwo Magii baczniej zaczęło przyglądać się czarodziejom związanym niegdyś z Sami-Wiecie-Kim. Co za tym idzie zbyt huczne zabawy w okresie niepokojów były bardzo niewskazane. Ślub odbył się podczas przesilenia wiosennego w Stonehange. Obecni byli jedynie nieliczni przyjaciele.

Zabrakło ich. Choć zawsze było ich tak wielu…
I co? Sama muszę borykać się z problemem. A jedna koleżanka dyrektor do spraw marketingu inna sekretarka burmistrza jeszcze inna główna księgowa…a ja dalej klepię biedę na bezrobociu. Co? Tak kiepska jestem? Nie potraficie mi tego powiedzieć? Czy też posadki załatwiacie tym co zapłacą? Ja już sama nie wiem. Żal. To wszystko co mam.

Słonko szczerzy zęby jak oszalałe a u mnie chłodem powiało. I kłopoty czuję w powietrzu. Jutro kolejne zajęcia na których się nie stawię z powodu braku kasy na durny bilet autobusowy. A tym czasem moja kochana rodzinka zaczyna manewry. Kupiłam sobie praleczkę w Auchan. A tam promocja jest i kuponiki dają. Za kuponiki mój tata kupił malaxer bo moja mama wiecznie płacze, że miksera nie ma. Z kolei moja mama natychmiast podarowała malaxer…mojej bratowej. Tzn bratanicy, która może bardziej by się ucieszyła z pięciotomowej encyklopedii niż z praktycznego urządzenia. Natomiast bratowa z dumą wyniosła ów przedmiot do samochodu.
Ale nie powiem nic. Będę zimna jak głaz choć w środku wyję z wściekłości. Bo to mnie zarzucają, że wiecznie coś dostaję od życia. Bo to mnie chcą wyrzucić z domu do jednopokojowej dziupli. Sama poszłabym chętnie i niech się wypchają. Ale mam dziecko i dla niego nie pozwolę się wyrolować. Taaak ja mam od życia same perełki, cud i miód. Jestem samotnie wychowującą, bez pracy i perspektyw 32 letnią kobietą. Żyjącą na łasce rodziców. Wszystko co posiadam to prawie zepsuty telewizor, komputer (prezent na 8 urodziny mojego dziecka) dziecięce mebelki, pochłaniacz pary, tapczan od kumpeli i nie spłacona pralka. Majątek. No trochę już uzbierałam. Raz udało mi się wygrać wczasy i tego moja bratowa wybaczyć mi nie może. Bo ona jeździ cztery razy w roku na wczasy, to w góry, to do Francji, to do Niemiec czy Włoch, ale sobie płaci za to a ja dostałam dwa tygodnie w południowych Włoszech w prezencie. Radziła „zamień ten wyjazd na kasę” Jaaaasssnnneee i już do końca życia nie rusz się z tej zapadłej dziury. A tak? Pojechałam, zobaczyłam, poczułam południowo-włoski wiatr we włosach. Pozwoliłam dotknąć się włoskiemu słońcu i poznałam fantastycznych ludzi. I bawiłam się…oj jak ja się bawiłam!!!! :))))) I zasmakowałam wszystkiego, czego ten wyjazd mi oferował. No prawie wszystkiego…nie przespałam się z tym chętnym włochem koło Orte. Ale czarowałam, podrywałam, tańczyłam, jadłam, piłam, flirtowałam i czułam się cudownie wolna. Moja skóra słona była od morskiej wody. Dusza wypełniła mi się sycylijskim słońcem i nawet teraz po dwóch latach kiedy zamknę oczy czuję ciepło tamtejszego wiatru. Nie zabiorą mi tego. Niech wezmą wszystko co mam i co mogę mieć. Niech wezmą dom, moją nie spłaconą pralkę i psa…nie psa im nie oddam. Ale nie zabiorą mi uśmiechu z twarzy na wspomnienie tego cudownego wyjazdu. I nie zabiorą mi marzeń. Już nigdy.
A za oknem wiosna panie kapitanie…kolejna szansa na nowe życie.

test

3 komentarzy

Malfoy.jpg

Huuurrraaaa…zapodałam obrazek :D
BTW to Sim którego sama zrobiłam :)
Może niezbyt piękny ci on ale lepszej fotki i mesha nie miałam.

Ciekawe kto zgadnie kim jest tem pan?

When I stand up for myself and my beliefs, they call me a witch.
When I stand up for those I love, they call me a witch.
When I speak my mind, think my own thoughts, or do things my own way, they call me a witch.

Being a witch entails raising my children to be strong people
Who have a solid sense of personal and social responsibility,
Who are not afraid to stand up for what they believe in
And, who love and respect themselves for the beautiful beings they are.

Being a witch means that I am free to be the wonderful creature I am,
With all my own intricacies, contradictions, quirks and beauty.
Being a witch means I won’t compromise what’s in my heart.
It means I live my life MY way. It means I won’t allow anyone to step on me.

When I refuse to tolerate injustice and speak up against it, I am defined as a witch.
The same thing happens when I take time for myself instead of being everyone else’s maid or when I act a little selfish.

I am proud to be a witch! It means I have the courage and strength to allow myself to be who I truly am and won’t become anyone else’s idea of what they think I „should” be.

I am outspoken, opinionated and determined.
By Goddess, I want what I want and there is nothing wrong with that!

So, try to stomp on me, try to douse my inner flame, try to squash every ounce of beauty I hold within me. You won’t succeed.

And if that makes me a witch, so be it. I embrace the title and am proud to bear it. I love this, I can call myself a witch now and not feel bad about it!

/By Sendi Thomas/


  • RSS