maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2003

To niesamowite ile mocy jest w czarnym niebie. Stojąc pod atłasowym sklepieniem zapominam o bólu. Jestem czysta i pojednana z odtrąceniem. Dobrze mi. Ten spokój…tak pragnę zachować go po wieki.

Dobrze jest być wiedźmą.

Kupię butelkę czerwonego wina. Musi smakować jak miłość, a zatem… wytrawne. 9 dnia , 9 miesiąca o 9 godzinie sporządzę z niego napój który będę piła przez kolejne dziewięć dni.
Napój wzmocniony mieszanką ziół: bazylii i goździków, trochę szałwii, anyżku i aloesu. Na koniec szczypta cynamonu i krótka formuła by napój nabrał mocy…

Zapalę dziewięć czarnych świec i będę błagać o pomoc Isztar.

A potem stanę w deszczu i pozwolę zabrać mu cały ten chaos i tą głupią miłość daleko od mojego życia.

Będę wolna

„Ile znaczę dla Ciebie?”
„Kim dla Ciebie jestem?”
„Jaką rolę w swoim życiu wyznaczyłeś dla mnie?”

Można odpowiedzieć najprościej.
Wystarczyło by: „Chcę być z Tobą zawsze”.

Chcę zamknąć oczy i nie czuć. Otoczyć się ochronnym zaklęciem. Przekląć się raz jeszcze i już nigdy nie kochać. Nigdy. Nigdy. NIGDY!!!!!

Jeśli odejdzie? Czym wypełnię moję płuca kiedy przestanę oddychać? A może to trucizna wsączona w moje żyły zaćmiła mi wzrok i zmysły? Może nie dostrzegam prawdziwego świata i nie mam już właściwych proporcji pomiędzy tym co powinno być a co jest.Dlaczego to zabija tak powoli? Może ludzkie ułomności zmieniłam w zalety a zalety włożyłam na półkę z bajkami? Na tą na której już leży gruba warstwa kurzu…
Jeśli odejdzie wyrwie mi serce.

Kim się stanę bez serca?
Szaleństwo mnie ogarnia.
Co będzie kiedy obudzę się rano w pustym łóżku?

Wiatr

1 komentarz

Ciężko mi. Snuję się po domu i nie mogę znaleźć sobie miejsca. Próbuję sprzątać…nie pomaga. Czuję w swoim wnętrzu straszliwą pustkę. Tak, bardzo osobiście odbieram słowa Sally Owens…czuję to i to sprawia fizyczny ból. Potrafię wzbudzić w mężczyźnie namiętność ale nie potrafię wzbudzić w nim miłości. Nie takiej, która przetrwa czas i pokona klątwę. Wiatr mi powiedział, że jestem przeklęta. Szepcze mi to co noc pośród drzew. Jego cichy smutny skowyt dobiega mnie przez nieszczelne okna. Dotyka mojej twarzy jak gdyby odciskając pieczęć. Dziś kiedy serce bardziej niż zwykle krwawiło z rozpaczy otwarłam drzwi. Wiatr natychmiast otoczył mnie ramieniem, wdarł się w moje zbolałe serce i przez krótką chwilę poczułam nieprawdopodobny spokój. A wiatr, ukoiwszy mój ból szepnął mi wprost do ucha przerażającą prawdę „Jesteś wiedźmą !Nie zmienisz tego”.

Łyżek aluminiowych się nie gotuje. Czernieją.

Kocha się tylko piękne kobiety.

Poznałam go 19.12.2000 roku.

Znów śniłam.
Spotykałam się z jasnowłosym mężczyzną. Czułam się jak połowa kobiety. Musiałam to skończyć. Przyszedł do mnie tamtego ranka a ja powiedziałam mu w twarz, że z nami koniec. Że się duszę, odchodzę.

Kiedy pojawił się ON, nie pamiętam. Nagle po prostu zmaterializował się w moim życiu.
Oczy koloru stali i burza czarnych nieposkromionych włosów. Wysoki i taki …demoniczny.
Jedno spojrzenie w te niezwykłe oczy wystarczyło by utracić duszę. Utraciłam i serce i resztki zdrowego rozsądku.
Mój ukochany wymykał się nocą. Często wracał ubroczony we krwi. Mówił:
„- Nie zabijam.”- tuląc mnie płaczącą do swojej szerokiej piersi.”- Próbuję jakoś przeżyć”.
Tak strasznie trudno było zaakceptować jego inność. Tak trudno było go kochać.

Żyliśmy tak dobrych kilka lat. Pojawił się na świecie nasz maleńki synek. Wbrew wcześniejszym obawom jego krew okazała się nieskażona. Mogliśmy próbować być normalną rodziną.

Aż nadszedł dzień w którym przyszło mi stanąć przed najcięższą próbą.
Od tygodni czułam, że zanosi się na coś większego. W naszym otoczeniu coraz częściej zaczęli pojawiać się ludzie tacy jak ON. Konspiracyjne szepty za moimi plecami przyprawiały mnie o koszmarne sny.
Aż, dnia któregoś ON powiedział, że tym razem musimy udać się wszyscy na nocną biesiadę.
Byłam przerażona choć zarówno mnie, jak i nasze dziecko otaczała niezauważalna osłona. Niewidzialna złocista poświata, zrodzona z naszej miłości.
Na zebranie tajnego zgromadzenia dotarliśmy tuż przed 23:00. Niski budynek z zaciemnionymi oknami w niczym nie wyróżniał się pośród sąsiedztwa. Może tylko tym, że teraz wchodziło do niego i wychodziło wiele osób. Jednak bardziej przypominało to jakieś przyjęcie niż poważne zebranie.
Wewnątrz panował półmrok. Z wąskiego korytarzyka przechodziło się do pokoju wypełnionego czerwonym światłem i papierosowym dymem. Pośrodku znajdowała się sofa i kilka skórzanych przepastnych foteli. W kątach pokoju, korytarzu i przy wejściu do pomieszczenia, które zostało zaadaptowane na kuchnię patrzyły na nas dziesiątki oczu. Wszędzie było pełno wampirów. Różnych klas i pochodzenia. Młodsi i starsi. Czekali sącząc z długich szklanek coś co z pewnością nie było czerwonym winem.
Wokół jednej z sof zebrała się grupka, która teraz rozstąpiła się zapraszając nas do siebie. Wolno, tuląc do siebie naszego 3 letniego synka zbliżyłam się do sofy. ON wskazał mi fotel i sam usiadł tuż obok na skórzanej puffie. Rozmawiali o sprawach, których zupełnie nie rozumiałam. „Ktoś pojawił się w mieście, coś się zbliża, ktoś zdradził, nie można już nikomu ufać, to ktoś z nich, zebranie, narada, wyprawa, wojna, atak otwarty, koniec ukrywania się.” Tyle z tego zrozumiałam. Szczupła szatynka wpatrywała się we mnie uporczywie. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały ona wyraźnie przeniosła wzrok na naszego synka. Wtedy pojawił się w drzwiach długowłosy mężczyzna i skinął na mojego ukochanego. ON wstał i na odchodnym szepnął. -„Nie ruszaj się stąd.” Siedziałam w gronie osób, które zdawały się zupełnie ignorować moją osobę poza ową szatynką, która nadal mi się przyglądała. Kilka osób podeszło po chwili do drzwi w których cicho rozmawiali, mój ukochany i długowłosy mężczyzna. Szczupła szatynka też do nich podeszła i nagle uwiesiwszy się na ramieniu mojego mężczyzny, zaczęła coś mu szeptać do ucha. Gdy skończyła ON stał chwilę bez ruchu i patrzył na nią w milczeniu. Ona nie odrywając od niego wzroku uśmiechała się lekko. Miałam wrażenie, że teraz rozmawiają telepatycznie. Potem ON popatrzył na nas, a w JEGO oczach widać było nieopisany smutek. Czułam, że coś jest bardzo nie w porządku. Mężczyźni przy drzwiach rozmawiali i widać było, że czekają na JEGO opinię. Odwrócił się do nich gwałtownie. Mówił bardzo szybko i zdecydowanie. Mężczyźni kiwali głowami. Potem opuścili dom. ON podszedł do nas. Szatynka stojąc przy drzwiach oparta o framugę obserwowała go z ironicznym uśmiechem.
-„Muszę zmienić naszego syna”- powiedział.-„Wymagają tego ode mnie”. Patrzył mi w oczy, czekając na to co powiem.
Nie miałam, żadnego wpływu na decyzje podjęte przez tych ludzi. Czułam się potwornie bezsilna. Nie miałam siły by powiedzieć choć słowo. ON wziął naszego syna na kolana. Dziecko wpatrywało się w smutne oblicze ojca nie rozumiejąc dlaczego tata się nie uśmiecha jak zawsze. Przytulił swój różowy policzek do białej koszuli ojca i małą rączką gładził jego szeroki tors jakby chciał go pocieszyć. Był taki maleńki i kruchy, kiedy tak siedział na JEGO kolanach.
-„Przytrzymaj go kiedy to zrobię”- powiedział ON. Jednak wtedy coś we mnie wezbrało. Wiedziałam, że sprzeciw nic nie da ale musiałam spróbować:
-Może jednak pozwolimy mu zostać takim jaki jest?- zapytałam. ON patrzył mi długo w oczy badając moje odczucia dokładnie za pomocą tych swoich nieziemsko stalowych źrenic. I ku mojemu zdziwieniu powiedział:
_”Dobrze. Niech Akasha się teraz nim zajmie. Położy go spać. My mamy coś innego do zrobienia”- podał mi synka i wstał pospiesznie. Szatynka przy drzwiach skrzywiła się z niesmakiem.
Akasha okazała się przemiłą blondynką, do której nasz synek od razu przylgnął jak do kogoś kogo znał od dawna. Kiedy ona i dziecko już wyszli, towarzystwo zebrało się znów na sofach.
Od tego jednak momentu szczupła szatynka zaczęła podburzać mojego mężczyznę przeciwko mnie. Nie wiem jaki jad sączyła w jego uszy, jedno było pewne: ON się zmieniał. Przestawał być tym którego znałam. Stawał się taki jak oni. Bezwzględny i żądny krwi. JEGO oczy. Te oczy były dla mnie księgą i w nich czytałam jakie straszliwe zmiany zachodzą w jego duszy. Ogarnęło mnie przerażenie. Czułam, że jeśli czegoś nie zrobię stracę go. Teraz, zaraz, tutaj!
Jedyną rzeczą jaka przyszła mi do głowy było odrzucenie osłony. I nie zastanawiając się długo po prostu „wyłączyłam” chroniące mnie pole ochronne. Wiedziałam, że teraz się rozstrzygnie mój los.
I kiedy tak siedziałam wciśnięta w miękki fotel patrzyłam w oczy mojego ukochanego i zastanawiałam się czy on wie, że właśnie teraz, tutaj siedzę bezbronna jak owca czekająca na rzeź, pośród stada wygłodniałych wilków. Widziałam narastający głód w jego oczach. Pragnienie by zerwać się i zatopić kły w mojej szyi. Patrzył tak intensywnie i już znałam odpowiedz. Wiedział co zrobiłam. Jego wzrok zatapiał się lodowato w moim wzroku i przenikał jak lodowe kolce wprost w moje serce.
Czułam jak narasta we mnie paniczny strach. I nagle poprzez ten strach poczułam jeszcze coś. Poczułam, jak bardzo kocham tego mężczyznę. Rzeczywistość straciła ostrość. Pokój prawie zniknął a ja trwałam w tych stalowych źrenicach i nie mogłam oddychać z miłości do ich właściciela. Przez tą chwilę byłam gotowa dla niego umrzeć. Zginąć z jego ręki. Poczułam, że pole ochronne gwałtownie wróciło i wiedziałam, że to on je wyzwolił. Zebranie dobiegło końca. Wszyscy wstali i zamierzali udać się do domów kiedy pojawił się zdyszany młodzieniec. Rozejrzał się gorączkowo po sali i podbiegł do nas. Coś mówił, niewyraźnie i bardzo szybko wprost w ucho mojego wampira. Wtedy ON, szczupła szatynka i młodzieniec wybiegli nawet nie oglądając się za siebie. Stałam tak sama pośrodku pokoju patrząc na drzwi. Ktoś dotknął mojego ramienia. Wzdrygnęłam się gwałtownie. Tuż przy mnie stała niska brunetka. Uśmiechnęła się i powiedziała:
-Lepiej wracaj do domu. Oni szybko nie wrócą.- i przyglądając mi się uważnie dodała – Zaczęło się.
Tak. Wiedziałam, że nic tu po mnie. Wiedziałam też, że nigdzie nie znajdę sobie miejsca. Upewniwszy się, że nasz syn jest bezpieczny. Spakowałam kilka rzeczy i postanowiłam GO odnaleźć. (…)

(Ciąg dalszy być może nastąpi)


  • RSS