maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2003

Już nie pierwszy raz mam rozwalone serce a jednak teraz boli bardziej. Może dlatego, że dłużej. Nie wiem. Nie chcę, żeby mnie bolało. Nie chcę żeby jego w moim życiu zabrakło…Zamknięte koło. Kiedy to się zmieni wreszcie?

Ehhh a teraz z innej beczki. Chwila radości, że wreszcie się uda. Już, już było blisko do własnego M i co? Klops! Bo oni uzależniają odemnie decyzje moich rodziców. Bez sensu zupełnie. Fakt, chcą upchnąć w dwu pokojach ciągle kłócących się ze sobą rodziców i cztery koty…kto wie czy nie plus moje cztery czyli osiem (do bloku raczej ich nie zabiorę) I obrażeni, że mama z tatą nie chcą się na to zgodzić.
Na brodę Merlina! Tupet niektórych nie ma granic. Wszystko mi jedno. Gdyby było mnie stać to ja bym im kupiła to dwupokojowe mieszkanie i niech spadają mi z oczu. Te wiecznie wyciągnięte szpony po ten dom doprowadzają mnie do szału. Nie chcę mieć takiej rodziny. Pazernej i wiecznie szarpiącej się o pieniądze. Zazdroszczącej sobie wzajemnie wszystkiego! Niedobrze mi na samą myśl o nich! Brak mi słów. Koniec.

Zjawa

2 komentarzy

Było już 12 minut po północy kiedy Profesor Snape usłyszał ciche skrobanie do drzwi. Otworzył nie będąc pewien czy się nie przesłyszał. W mrocznym korytarzu zamajaczyła blada twarz z podpuchniętymi od łez oczami.
-…profesorze…Luciusz…to jest…pan Lucjusz Malfoy przysłał mi informację, że…mogę…
Snape ze zmarszczonym czołem wpatrywał się w postać ukrytą w mroku. z początku sądził , że to któryś z uczniów…teraz jednak przypomniał sobie.
- Aaaa…tak, tak, proszę. Nie wiedziałem, że już przyjechałaś…to znaczy…pani…przyjechała…
-Proszę mi mówić Mae.- powiedziała kobieta, która do tej pory ukrywała się w mroku. Zbliżyła się jednak do drzwi tylko o kilka kroków.
Teraz światło padało już na granatowe tenisówki, czarne jeansy i równie czarny t-shirt z czerwonym słońcem na piersi.
–„mugolskie ciuchy”- pomyślał z niesmakiem profesor. Jego wzrok padł na bladą twarz która wyłoniła się z mroku tuż po jeansach i t-shircie.
-Na brodę Merlina!!- Mruknął pod nosem, nie dość jednak cicho.
- Co ma być? -Zapytał pospiesznie.
- Coś na sen…nie śpię od trzech dni…
- Czy dyrektor rozmawiał z panią…z tobą?
- Tak…wstępnie. Najpierw muszę się wyspać.
Snape pokiwał głową i podszedł do swojego „warsztatu pracy”. Z ciągle bulgocących kokilek i pękatych flakonów syczało i pykało. Profesor chwilę stał ogarniając wzrokiem miejsce pracy i jakby się zastanawiając. Po czym pokręcił głową i skierował się do drugiego pomieszczenia.
-Chwileczkę.-powiedział cicho i zniknął w mroku drugiego pokoju.
Wrócił po około minucie. Kobieta stała dokładnie tam gdzie ją zostawił. W ciągle otwartych drzwiach jakby szykowała się do ucieczki. Widział jej wyczekującą postawę, mięśnie napięte do granic wytrzymałości, zupełnie nie świadomie, czujnie.
-„Jak zaszczute zwierzę”- pomyślał-„Co oni wyprawiają z ludźmi w tym mugolskim świecie? Trzeba się chyba temu bliżej przyjrzeć.”
-Proszę- zwrócił się do kobiety – dwie sztuki trzy razy dziennie.- upuścił mały skórzany woreczek na wyciągniętą, równie bladą jak twarz rękę.
-Co to jest?- zapytała, wciąż nie cofając dłoni
-Valerianae radix, lupuli strobili, melissae folium, leonuri herba i kilka moich słodkich tajemnic.-odpowiedział jednym tchem i z niezmiennym wyrazem twarzy.
- Proszę się stosować do zaleceń. Nie toleruję niesubordynacji. Jutro spotkamy się, mam nadzieję na śniadaniu. Opowie mi …sz, opowiesz mi co Ci się śniło.
-Dziękuję- kobieta szepnęła ochrypłym głosem i pospiesznie cofnęła się w mrok korytarza.
Po chwili słyszał już jej kroki na schodach.
-Wyglądała jak zjawa, ale przecież tupie…-mruknął sam do siebie.
–„Tym razem Lucjusz mnie bardzo zaskoczył. Bardzo!”- dodał już w myślach i powoli zamknął drzwi.

****

Kobieta usiadła na posłaniu, które przygotowały jej skrzaty. Ściskała w dłoni otrzymany przed chwilą woreczek. Rozwiązała go i wysypała częściowo zawartość na dłoń.
Popatrzyła na ciemno zielone pastylki i bez dłuższego namysłu wzięła cztery…

I used to be a lunatic from the gracious days
I used to feel woebegone and so restless nights
My aching heart would bleed for you to see

Oh, but now

I don’t find myself bouncing home
Whistling buttonhole tunes to make me cry

No more I love you’s
The language is leaving me
No more i love you’s changes are shifting
Outside the words

No one ever speaks about the monsters

I used to have demons in my room at night
Desire, despair, desire
So many monsters

No more i love you’s
The language is leaving me
No more i love you’s
The language is leaving me in silence
No more i love you’s
Changes are shifting outside the words

And people are being real crazy
And you know what mommy?
Everybody was being real crazy
And the monsters are crazy.
There are monsters outside

Outside the words

/A.Lennox-
„No More I Love You`s”/

Come into these arms again
and lay your body down
The rhythm of this trembling heart
is beating like a drum
It beats for you it bleeds for you
it knows not how it sounds
For it is the drum of drums
it is the song of songs

Once I had the rarest rose
that ever deemed to bloom
Cruel winter chilled the bud
and stole my flower too soon
Oh loneliness Oh hopelessness
to search the ends of time
For there is in all the world
no greater love than mine.

Love o love o …. still falls the rain
Love o love o …. still falls the night
Love o love o …. damned forever

Let me be the only one
to keep you from the cold
Now the floor of heaven is laid
the stars are bright as gold
They shine for you they shine for you
they burn for all to see
Come into these arms again
and set this spirit free

/Bram Stoker’s Dracula Soundtrack-
by Annie Lennox/

I człowiek znów wypełnia się durną nadzieją, że będzie lepiej.
Kilka minut rozmowy z kimś, kogo tak naprawdę nigdy nie widziałam i nie pamiętam kiedy i jak wogóle doszło do pierwszej między nami rozmowy. Mówił o miejscu w którym żyje razem ze swoją kobietą i dzieckiem. Mówił, że dla mnie tam też znalazło by się miejsce. Jest jednak jeden warunek.

Muszę poznać jego ojczysty język na tyle dobrze, żeby móc tam pracować. O resztę nie trzeba się martwić.

Zatem od wczorajszego wieczora naładowana energią wspomnień słońca z jego ojczystych stron powtarzam słówka i nie zastanawiam się co będzie potem.
Tak czy inaczej mogę tylko zyskać.

Mężczyzna z którym jestem tłumaczy się. A ja już przestałam tłumaczyć go przed samą sobą. Nie warto. On nie potrafi się wyrazić, jego problem. Nie będę już na siłę walczyła o ten związek. Nigdy nie przestanę się starać, ale zrobię tylko to co leży w zakresie moich umiejętności. Reszta należy do niego. Nie wypełnię sobą tego co powinien on wypełnić. Czasem czuję się jakbym w tym związku była tylko ja. Jakbym tylko ja dbała o to by było dobrze. Koniec z tym. Musi mi wystarczyć energii na inne sprawy. Zatem kochany, musisz przestać tylko BYĆ. Czas się wykazać. Nie wystarczy mówić do mnie „kotek”. Nie wystarczy dokładać do kasy. Trzeba coś wnieść. Coś stworzyć, coś…podsycić. Trzeba się określić.

Wybacz mi, że nie mogę być żoną…pewnie nawet byś tego nie chciał. Tyle mam wad…nie potrafię gotować, zle sprzątam i wogóle jestem ogólnie nawiedzona. Trudno. Na siłę nie trzymam. Nie zmienię się tylko dla tego, że tamta była inna. Nie mogę dać Ci wiele ale mogę i daję moje życie. Inaczej, niezwykle, trochę chaotycznie, dziko i pasjonująco.

Bierzesz? Czy nie?

Zostań, to jeszcze nie pora
Zostań choć jeszcze na chwilę
Aż zamigocą radośnie iskry
W księżycowym pyle
W tym hotelowym pokoju
Zachwyćmy się sobą raz jeszcze
Zanim odejdziesz do domu
Niech zadrży pustynne powietrze

A łzy popłyną cichutko,
Bo pragnę Ciebie zatrzymać
Jak czas zaklęty magicznie
W złocistej kropli bursztynu

Uczę się Ciebie na pamięć
Niecierpliwymi palcami
Rozpaczliwie na pamięć
Szeroko zamkniętymi oczami
Czytam zachłannie od nowa
Całego – zdanie po zdaniu

Tak, wiem – już teraz iść pora
Choć dwa cienie na ścianie
Tańczyć chcą dalej uparcie
Czas pędzi nieubłaganie
Zegar wybija rozstanie
Nie cofną małej wskazówki
Cudne dwie ćmy zakręcone
Wokół gorącej żarówki

Zanim się wymkniesz ukradkiem
I pęknie tama wezbrana
Przytul mnie mocno raz jeszcze,
Bo wciąż jak opętana…

Uczę się Ciebie na pamięć
Niecierpliwymi palcami
Rozpaczliwie na pamięć
Szeroko zamkniętymi oczami
Czytam zachłannie od nowa
Całego – zdanie po zdaniu

/Łzy/-to jeszcze mi zostało.

Napiję się wina i…OBLIVIATE!!.

Mosty

Brak komentarzy

Czas chyba spalić kolejne…dawno tego nie robiłam. A było to bardzo przydatne dla …mojego wyalienowania. (Podoba mi się to słówko) ALIENACJA. Taka jestem właśnie.

Proszę zabierzcie mnie z tego mugolskiego świata. Nie podoba mi się tutaj. To nie moje miejsce. Czego mam się tutaj nauczyć?? Zabierzcie mnie proszę.

Dyrektorze!
„Ty nie wiesz jak to jest robić za dziwoląga! No może i wiesz…Tym bardziej musimy trzymać się razem!!! Proszę!!! Proszę, Proszę!!!!!”

:))

Po co mi to? I jak się jej pozbyć? Gdzie zdobywa się własną wartość? Kto mi powie kim jestem naprawdę i ile znaczę? Mogę dać ludziom wszystko co mam. Cały swój czas i każdy grosz i każdą jedną emocję. Mogę dać im wszystkie pozytywne uczucia jakie kiedykolwiek we mnie powstały a oni powiedzą, że jestem nic nie warta. Albo nic nie powiedzą i odejdą tak jak wszyscy przed nimi odchodzili.
Patrzę w lustro i pytam „kim jestem?” A ono odpowiada milczeniem i wyrzutem w oczach. „To nie to. Za mało się starasz. Za mało jesteś dla innych.”
Co można oddać drugiemu człowiekowi cenniejszego niż własne życie?

Daję Wam serce na dłoni. Uśmiechacie się ironicznie i mówicie mi, że „to nie tak”, że „może nie da się inaczej”. Dziwicie się kiedy mówię, że odrzucenie boli.
Serce znów ląduje w kałuży błota, przydeptane przez ciągłe wyrzuty i uzmysławianie mi czego we mnie nie ma.
Jestem a mimo to czuję się przezroczysta. Nikt mnie nie dostrzega nikt nie ceni, dla nikogo nie jestem „like treasure”. To nie mój czas i nie moje miejsce.

Zraniona, zdradzona, niechciana nigdy…nawet przez najbliższych czuję się jak pył na wietrze. Nigdzie nie należę i nic mnie tu nie trzyma.
A tak bardzo chciałam zostać…próbowałam.

Mam tylko jedno skrzydło…

Muszę…

Brak komentarzy

zaprzyjaźnić się z Dementorami…na chwilę…by jakoś przeżyć…

***

1 komentarz

ON jednak umiera.

Tyle lat żyliśmy w separacji…właściwie nigdy tak naprawdę nie traktowaliśmy się poważnie…chyba. I teraz ON już odchodzi. Nie czuliśmy do siebie nic a jednak kiedy myślę o tym łzy kapią mi na klawiaturę. Skąd ten żal?
Bo ON nie jest złym człowiekiem. To tylko my nie pasowaliśmy do siebie.
Nasz syn tak bardzo go kocha!! Jak mam powiedzieć mu, że została im tylko chwila???!!!
Patrze na niego i nie daję rady udawać dłużej…


  • RSS