maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2003

Burza

2 komentarzy

Za oknem chmury wiszą nisko nad ziemią i wiatr się zerwał dziwny…Lubię
czekać na nią stojąc pod otwartym ołowianym niebem…prawie dotykam chmur.
Uwielbiam kiedy nadchodzi. Szybko, nieubłaganie i nagle spada na głowy falą
ulewnego deszczu. Gromy rozjaśniają niebo a lodowate ich światło mrozi
serca… Podobno nie powinno stać się przy oknie podczas burzy…ale ja nie
mogę się oprzeć. Patrzę jak niebo jest rozdzierane krótkim krzykiem
błyskawic… Wtedy słyszę poprzez odgłosy gromów bicie serca tego, który
czeka na mnie po drugiej stronie czasu…gdzieś za którąś z bram
równoległych światów. Wtedy wiem, ze moje przeznaczenie jeszcze nie
nadeszło…

Przepadłam

4 komentarzy

Po obejrzeniu filmu „Pirates of the Caribbean”.
Moja biedna kobieca natura nie potrafiła znieść widoku tych dwóch przystojniaków jakimi bez wątpienia są Orlando Bloom i Johnny Depp.
Nie potrafię już się przed tym bronić.
Poprostu przepadłam jak zobaczyłam Depp`a w pirackim wcieleniu.
A słodziutki wyraz twarzy Bloom`a mnie dobił.
Film zbudził we mnie dawno zapomniane pierwotne instynkty.

Ach!!! Mieć ich tak na …chwilę, tylko dla siebie!!! To dopiero była by uczta zmysłów!!!!

piraci.jpg

Stało się

1 komentarz

Zostałam zabrana na Diagon Alley. Na brodę Merlina i wszystkie smocze ogony świata!!! Jakie tam są cuda to się nie mieści w głowie!!!
Ale ja dostałam tylko jedną rzecz

10 inches, willow, Unicorn Hair.
P-I-Ę-K-N-A-! Poprostu B-E-A-U-TIFUL!!

Jest czarna. Poprostu cała czarna z drobnym czerwonym motywem na rękojeści. Leciutka jak piórko.
Teraz czeka mnie mozolny trening w machaniu nadgarstkiem.

***********

- Tak, wiem Lucius`u wszystko się jakoś ułoży…Teraz już musi!

Zapytał o znak na ramieniu…myślałam, że to jego sprawka…teraz już nic nie rozumiem. Kto w takim razie naznaczył mnie w tak szczególny sposób?
Może czas pokazać ramię Dumbledorowi?

Za to ja coś niedomagam. Stres chyba. I niedomówienia…bo niby co ja tam rozumiem, nic nie rozumiem bo baba jestem to po co mają mnie wtajemniczać.

Lucius wstaje już od kilku dni. Nawet miałam wrażenie, że wychodził kiedy mnie nie było…dokąd? W tym stanie powinien leżeć jeszcze.
I niby jest wszystko ok ale ja jakoś nie jestem do końca przekonana. Co ja mówię!? Nie będzie ok dopóki się nie dowiem co się tu do cholery dzieje. I czy czasem to nie ma czegoś wspólnego z moimi magicznymi poczynaniami.

Odszedł. Spotkał mnie jeszcze rano, połasił się i pomruczał a potem poszedł się położyć. I zasnął snem wiecznym. Może dobrze, bo nie czuje już bólu i już żaden człowiek nie zrobi mu krzywdy. A jednak gdzieś we mnie jest smutek, choć znałam go zaledwie kilka dni. Lubił się przytulać i głaskać a całe życie skąpiło mu tego. Dopiero na kilka dni przed śmiercią ktoś głaskał i przytulał choć wyglądał już okropnie i pachniał jeszcze gorzej. Stary był to fakt ale nie lubię kiedy przyjaciele odchodzą, szczególnie Ci futerkowi.

Biało

Brak komentarzy

Profesor stanął w drzwiach. Na jego twarzy malowało się ogromne zdziwienie. Przez pierwszą chwilę nie zauważyłam go pochłonięta rozlewaniem farby wszędzie za wyjątkiem ścian na których miała się znaleźć.
-Co.To.Jest.?.- wydobył wreszcie z siebie jakieś słowa. Odwróciłam się gwałtownie ochlapując podłogę tak, że jeszcze milimetry i musnęłabym czubek profesorowego buta.
-Malowanie- odparłam
-Ale.Dlaczego?- Profesor stał jak spetryfikowany na widok moich poczynań
-Powodów jest wiele, Profesorze. Jednym z nich jest fakt, że od kilku dni nie mogę znaleźć sobie miejsca, nikt niczego mi jak dotąd nie wyjaśnił a moje domysły i przypuszczenia zaczynały się wymykać z pod kontroli. Poza tym -ciągnęłam jednym tchem – było już brzydko
-Ale teraz jest…biało? -prawie wyszeptał
- Biało. - skwitowałam
-Ale…chyba wolałem te wszystkie drzewa i słońca na ścianach…-
Uśmiechnęłam się szeroko
-Jak się zbrudzi białe to znów namalujemy drzewa i słońca …o tu -zamachnęłam się wałkiem aż krople poleciały na profesorski nos jednak o dziwo, żadna nie trafiła na jego kruczoczarną szatę
-Uważaj z tym -powiedział groźnie choć bardziej przestraszony, że może na sobie mieć choć odrobinę bieli.
- Hmmmm…- zmierzyłam wzrokiem jego czarną postać
-Nawet o tym nie myśl - powiedział szybko i zniknął za drzwiami.
Wyjrzałam za nim. Szedł kręcąc głową i mrucząc pod nosem:
-Kobiety! Znowu biało…wszędzie biało!!!
-Ale będzie zielono -rzuciłam, a kiedy się odwrócił dodałam - meble, wykładzina, zasłony…zielono. Jak w Slytherinie. - i wróciłam do malowania.
Na twarzy profesora pojawił się nikły uśmiech.

- Ona Pana szuka…- mruknęłam nieśmiało stojąc w drzwiach kuchni. Profesor pochylony nad stołem zawalonym pergaminami od trzech dni zdawał się całkowicie mnie ignorować, teraz podniósł głowę patrząc mi przenikliwie prosto w oczy, jak gdyby nie do końca rozumiejąc co powiedziałam
- Pańska…przyjaciółka…? -dokończyłam pytająco widząc jego zdziwienie – oczy rozszerzyły mu się jeszcze bardziej po czym przez chwilę patrzył na mnie jakbym powiedziała coś kompletnie szokującego. Nagle wyraz jego twarzy zmienił się…sposępniał…nie patrzył już na mnie, raczej przeze mnie. Źrenice jego oczu stały się teraz zupełnie czarne… Raz jeden widziałam jak człowiekowi ciemnieją źrenice …kiedy pękało mu serce.
Profesor otrząsnął się z bolesnych myśli, bo spojrzał na mnie i …powrócił do wertowania stosu papierów zalegających moją kuchnię i połowę pokoju. Nie odpowiedział…od czterech dni ANI SŁOWA!!!

Od trzech dni…papiery, księgi, pergaminy i nocne czuwanie przy łóżku Luciusa. Wiedziałam, że jest źle ale to już mnie przeraziło na dobre. Co gorsza, każde moje pytanie pozostawało bez odpowiedzi. Jak gdybym była zupełnie sama w pustym mieszkaniu. Nawet chowańce czają się po kątach. Powoli tracę zmysły. Jest źle. Lucius jest bardzo wyczerpany i …kiedy skończy się to cholerne oczekiwanie na niewiadome?!! W dodatku dziś dostałam sowę od Dumbledora….

Kot

Brak komentarzy

Jak to jest, że zawsze wiedzą które drzwi znaleźć kiedy są w potrzebie?
Tydzień temu pod moimi pojawił się kociak w potwornym stanie. Ma niesamowicie grubaśny brzuszek i jest potwornie wycieńczony. Znać na niej wszystkie kocie kości i kosteczki. Do tego aż roi się w jej futerku od wszelkiego rodzaju pcheł i kleszczy. Tydzień temu, kiedy pogoda ładna była jeszcze nakarmiłam biedactwo i na drugi dzień kot zniknął. Dziś zobaczyłam go znowu. Gramolił się z wielkim trudem po żelaznej drabinie na stojącą na podwórku szopę w której przechowujemy siano (dla królików i na zimę dla innych potrzebujących ;) ) Kiedy od szczytu dzieliły go zaledwie dwa szczeble, łapki odmówiły mu posłuszeństwa i kicia spadła na ziemię. Siedziała tam mokra, bo niedawno padał deszcz, skulona i obolała. Nie wytrzymałam i wyskoczyłam z domu tak jak stałam, to znaczy bez polaru i w kapciach. Podeszłam do biednego kociaka a on spojrzał na mnie swoimi miodowymi oczami i…zamruczał. Pyszczek miał lekko pokrwawiony, pewnie od upadku. Pogłaskałam zapchlony łebek i postanowiłam. Wróciłam do domu i przygotowałam kociakowi miskę jedzenia i drugą z wodą.
Kiedy wróciłam kocię siedziało tam gdzie je zostawiłam. Delikatnie i z narażeniem własnego życia weszłam po mokrej drabinie na szopę taszcząc chorego niewątpliwie kota. Potem dotransportowałam mu jedzenie i wodę. I kilka szmat do leżenia. Potem poszłam na konsultacje do…mamy. Z żadnym innym problemem bym do niej nie poszła. Tylko kot jest w stanie przyciągnąć jej uwagę. Mama poleciła spryskać go Frontline`m, w międzyczasie zadzwoniłam do naszej Pani wet. Będzie u nas jutro rano.

Może jestem głupia, naiwna i nierozsądna biorąc pod opiekę jeszcze jednego kota. Może. To nie ważne. Wiem, że nie potrafię zignorować prośby o pomoc. A tym niewątpliwie było przyjście kota właśnie do nas. Dziki kot jakim bez wątpienia jest to wychudzone nieszczęście nie przychodzi do obcych ludzi . Chyba, że jest wściekłe. Jestem pewna że ten kot nie jest. Nawet jeśli nie przeżyje (wygląda tragicznie, ale rzuca się na jedzenie) będę mogła spać spokojnie bo zrobiłam wszystko co w mojej mocy by mu pomóc. Chyba w poprzednim wcieleniu byłam kotem… Ojciec tylko warczy trochę. Ale co tam. Mugolowi też pewnie się to nie spodoba… A jeśli odejdzie???

Pomacham mu na pożegnanie.

Dziś rano przyjechała Pani wet. Dała kotu dwa zastrzyki z antybiotykiem. Orzekła, że kot stary około 18 lat i że prawdopodobnie coś go potrąciło (albo ktoś go uszkodził niczym ciężarówka) Ma obrzęk jamy brzusznej i koci katar, ale może się wyliże. A ja mu się tak przyglądam, bo że to kocur to nie mam wątpliwości…i coś mi on oczy ma jakby znajome. Miodowe takie…
Kiedy wróciłam do domu i popatrzyłam w oczy moim potworom już wiedziałam skąd je znam.

Kilka Testów :)

1 komentarz


You are a… Nightmare!

What Kind of Dream Are You
brought to you by Quizilla

Mmmmmmmmmm…:D

slytherin
Slytherin! You’re classy to the core, favoring the
traditionally finest things the world has to
offer. While you may or may not be evil *wink*
you certainly have the power and attitude to
get what you want. You’re clever as all heck,
and tend to be a couple steps ahead of even the
most astute Ravenclaw.

A More Unique Hogwarts Sorting Quiz
brought to you by Quizilla

To było oczywiste :)

potions
You excel at Potions. Either you’re one twisted
sister or you’re on a certain someone’s good
side.

Which Class at Hogwarts Would You Excel at?
brought to you by Quizilla

Coś w tym jest ;)


  • RSS