maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2003

Sister moon will be my guide
In your blue, blue shadows I would hide
All good people asleep tonight
I’m all by myself in your silver light
I would gaze at your face the whole night through
I’d go out of my mind, but for you

Lying in a mother’s arms
The primal root of a woman’s charms
I’m a stranger to the sun
My eyes are too weak
How cold is a heart
When it’s warmth that he seeks?
You watch every night, you don’t care what I do
I’d go out of my mind, but for you
I’d go out of my mind, but for you

My mistress’ eyes are nothing like the sun
My hunger for her explains everything I’ve done
To howl at the moon the whole night through
And they really don’t care if I do
I’d go out of my mind, but for you

Sister moon

/Sting/

4 komentarzy

Pochylona nad stołem nie zauważyła, kiedy czarodziej stanął tuż obok. Jego smukłe palce wyciągnęły się po mały krążek surowego ciasta.
- Nie ruszaj, proszę – trzepnęła go upaćkanymi w mące palcami pozostawiając na jego dłoni białe ślady.
Cofnął rękę gwałtownie niczym skarcone dziecko i spojrzał na nią z mieszaniną zaskoczenia i oburzenia w oczach. Jednak już po sekundzie jego twarz rozjaśniła się w szerokim uśmiechu a brwi podskoczyły figlarnie do góry. Z wyrazem udanego zacięcia na twarzy złapał torebkę pełną mąki i…ścisnął tuż przed jej twarzą. Biały obłok wystrzelił w górę i otoczył ją całkowicie.
Usłyszała śmiech. Radosny, spontaniczny śmiech.
- Zaraz wracam - rzucił czarodziej chichocząc i zniknął. Nie wiedziała czy deportował się, czy wyszedł…biały dym jeszcze unosił się w koło.

Śnieg

2 komentarzy

Otwarłam drzwi i owiał mnie niepokojąco ciepły wiatr.
Godzinę później niebo zasnuły ciemne chmury. Stanęłam przy oknie i przyglądając się niebu rozmyślałam jak też będą wyglądać te święta. Nie wytrzymałam. Rozłożyłam ramiona, zamknęłam oczy.
- Śnieg – powiedziałam -Śnieg, śnieg, ŚNIEG!!!
Popatrzyłam raz jeszcze za okno na szaro czarny świat i powróciłam do sprzątania.
30 minut później z nieba spłynęły płatki białego puchu…

Gorycz

3 komentarzy

- Coś się stało?
- Zostałam dziś podle potraktowana…właściwie wczoraj.
Naskoczono na mnie nie wiem do końca dlaczego. Nie ja wymyśliłam sobie taki układ dnia, został mi narzucony nie pytając o zdanie i za to zostałam potraktowana jak śmieć! Oskarżona o robienie zamieszania!!! Osądzona i skazana bez jednego słowa obrony.
- …
- To może wytrącić z równowagi.
Ale nie miałam ochoty na wysłuchiwanie kolejnych obelg. Nie wytrzymałabym jeszcze jednej aluzji i epitetu. Nie na tym etapie!!! Musiałam wyjść co momentalnie odczytałam na twarzy atakującej osoby jako wyraz tryumfu. Drugi raz w życiu życzę komuś źle!!! Oj, Tak! Cholernie źle!!! I wierz mi gdyby coś się przytrafiło tej osobie miałabym wyrzuty sumienia …może przez 5 minut?
- …
- Najbardziej nie znoszę kiedy ktoś ocenia mnie nic tak naprawdę nie wiedząc. Traktuje jak szmatę, nie mając pojęcia dlaczego znalazłam się w tym momencie życia akurat teraz. I nienawidzę tej bezsilności. Tej potrzeby zamknięcia się bo każde dodatkowe słowo może tylko pogorszyć sytuację. Bo to oni są „rasą panującą” a nam trzeba milczeć bo my nie mamy żadnych praw!
- …
- Tak, wiem powinnam się z tym przespać. Jednak kiedy się kładę czara goryczy się przepełnia. Ogarnia mnie furia tak potężna, że mam ochotę krzyczeć!!! Rozwalić łeb…komuś!!! Albo przynajmniej kilka talerzy!!!!
- …
- Co to? Wino?…Tak, chyba to dobry pomysł.
- I co zamierzasz teraz?
- Nie wiem. Nic nie przychodzi mi do głowy…
- Poddasz się?
- …
- Więc?
- Nie wiem. Zostały jeszcze trzy…A przez dzisiejszy incydent, prawdopodobnie czeka mnie odroczenie do maja. Nie wiem czy dam radę.
- …
- Prędzej zafunduję jej jakieś niewybaczalne…
- No, no! Na zdrowie.
- Na zdrowie, Lu.

Za ten puch sypiący się z nieba. Jednak dziwnych wybierasz sobie posłańców by poinformować mnie o swoich planach. Tradycyjna sowa była by bardziej…wyrazistm sygnałem. Dziękuję.
Mam nadzieję, że te święta spędzimy razem mimo wszystko. Z gorącym kubkiem grzanego wina w dłoni i w bardzo kameralnym gronie przyjaciół.

Za chwilę ubiorę się ciepło i wyruszę w ten sypiący się bezmiar bieli…Wrócę jak zwykle, kiedy będzie już zupełnie ciemno.
Uwielbiam odgłos stąpania po śniegu…przypomina mi tak wiele niezwykłych wydarzeń z przeszłości.
Dziękuję Ci…dziś Twoja obecność i ten śnieg bardzo będą mi potrzebne…

13.XII

1 komentarz

- I jak? – zapytał Lucius siadając obok mnie.
- Co jak?
- Jakie wrażenia? Tak bardzo Ci zależało na poznaniu jej…
- Tak…
- Zawiedziona ?
- Proszę? Oh, nie, nie! Bynajmniej! Sądzę, że to ona jest odrobinę…może bardzo…rozczarowana.
- Tobą?
- No przecież nie Tobą! – warknęłam. – Przepraszam Luciusu, muszę się przespać, pomyśleć, czy nie straciłam czegoś bezpowrotnie…
Lucius uniósł brwi w zdziwieniu, ale nic nie powiedział. Oparłam głowę o jego ramię.
- Obudź mnie na właściwej stacji, proszę. – wymamrotałam.
- W Hogsmade?
- Najlepiej…ale to nie ten pociąg…niestety

Lucius zjawił się niespodzianie.
Wyjął z za pazuchy płaszcza niewiekie opakowanie.
Kiedy je rozwinęłam moim oczom ukazał się…słoik kawy.
- Podarunek od…Merlina -powiedział z uśmiechem
- Dziękuję. -wysapałam i czym prędzej pognałam do kuchni nastawić wodę.
Lucius zdjął płaszcz i zjawił się w mojej kuchni.
Bez słowa obserwując moje niecierpliwe ruchy.
Kiedy już siedziałam z kubkiem parującego napoju zapytałam:
- Powiedz mi jak Ty to robisz? Nie masz mugolskich pieniędzy, a nie sądzę byś…no wiesz?
- Nie… zwędziłem tej kawy, jeśli to masz na myśli. – odparł spokojnie. Po czym usłyszałam w swojej głowie szept
„- Odrobina sugestii. Oni są na nią podatni”
Pokręciłam głową i zatopiłam się w kontemplowaniu przedniego smaku mojej ulubionej kawy.

Być może kogoś zadziwi moja wizja świąt. Nie jest ona bynajmniej związana z ciepłem rodzinnym ani całym tym patetycznym nstrojem uduchowienia i boskości. Nic z tych rzeczy.
Nie jestem gorliwą chrześcijanką. Gdyby nie zapis w akcie chrztu wogóle bym nią nie była.
Jestem tak cholerną poganką, że gdyby nie to iż żyjemy w czasach w jakich żyjemy była bym pierwsza spalona na stosie. (Biorąc pod uwagę otaczające mnie społeczeństwo).

Zatem moje wymarzone święta to:
chata wysoko usytuowana w górach a w tej chacie kominek i trzaskający w nim ogień. Za oknami śnieg leżący grubą warstwą i perspektywa ujrzenia ludzi dopiero po pierwszych wiosennych roztopach. To choinka pachnąca żywicą i schłodzone piwo w lodówce i …moja rodzina: Mała z Agentem, Bastiano, Koticzka, Profesor i Lucius, moje cztery potwory i Niunia (pies) i każdy zbłąkany turysta który by się przyplątał.
Najbardziej nie lubię gdy odchodzi odemnie Lucius. Gdy zawodzi mnie wyobraźnia i nie potrafię zaprosić go do stołu.
Przeżyłam już śmierć swoich marzeń…kiedyś dawno temu. To najgorsze co może spotkać człowieka.
Nie czuję się sama w pustym pokoju gdy mam świadomość że gdzieś tam jest ta moja „rodzina”. Czuję się źle, kiedy moje myśli są samotne. Niczym nie zmącone, pozbawione inspiracji, odarte z magii wyobraźni.
To się nazywa „niemoc twórcza”. Ja wiem, że beztalencie literackie jestem ale to nic, dla mnie liczy się fakt tworzenia do szuflady.

Czuję się źle, kiedy …mam wrażenie, że staję się normalna (za mało pogięta)
Głupie to…

Źle mi.
Przygnębia mnie ta wszechobecna przed świąteczna bieganina. Choć na dobre się jeszcze nie zaczęło, ja wiem…znów zostanę sama. Kiedy razem z juniorem zjemy kolację, którą przygotuję tylko dla niego i kiedy junior już zachwycony pójdzie spać z prezentami…jak zwykle usiądę w blasku światełek na choince i będę sama.
Lucius…gdzie będzie Lucius? Nie wiem. Nie chcę wiedzieć. Brak mi jego obecności w najmniej odpowiednich momentach.
A jednak nienawidzę świąt.

Sen o…

1 komentarz

Widziałam czterech mężczyzn w górskim wysoko położonym miasteczku. Mówili o bombie. Potem spotkałam ich ponownie już w moim mieście. W miejscu gdzie było tamto górskie miasteczko powstawał waśnie ładny grzybek nuklearny.
Mężczyźni patrzyli z zadowoleniem, a raczej jeden z nich. Stary z poszarzałą twarzą ubrany w rosyjską kufajkę, takąż czapkę i buty. Nie spodobało mu się, że go widziałam. Zaczepił mnie potem szedł za mną aż do mojego domu.
Dom mój stał przy tej samej ulicy przy której stoi. Jednak był ostatnim domem w dodatku był większy, prawie taki jak sąsiadów. W środku surowo urządzony. Białe ściany. Zapadła noc a ja wiedziałam, że w nocy właśnie ten mężczyzna przyjdzie do mojego domu. Widziałam ich przez okno jak stali w cieniu drzew. Nie omyliłam się.
Nie byłam w domu sama. Była ze mną dziewczyna którą traktowałam jak siostrę.
Kiedy mężczyzna postanowił włamać się do domu chciałam go odstraszyć. Stałam z drugiej strony szturmowanych przez niego drzwi i ostrzegałam, że zadzwonię na policję. Drzwi były szklane choć szkło nie ustępowało pod naporem przeciwnika. Mężczyzna nic jednak nie robił sobie z gróźb. Zadzwoniłam zatem na policję, kiedy widziałam, że zawiasy ustępują. Policja długo nie nadjeżdżała. A ja złorzeczyłam im bo posterunek nie był daleko. W końcu musiałam uciekać. Policja przyjechała ale stwierdzili, że nie mogą mi pomóc. Straciłam dom. Przestępcy zagnieździli się w moim.
Udałam się do stojącej opodal mego domu karczmy. Mieszkańcy często przesiadują w tym miejscu.
Poszłyśmy tam z „siostrą” szukać jakiegoś miejsca na nocleg.
W jednej z sal, do której jak się okazało wejście mieli prawie wyłącznie mężczyźni, grupka młodych ludzi zaproponowała nam piwo. Siedząc przy stoliku opowiedziałyśmy im naszą historię. Skwitowali, że i tak miałyśmy szczęście. Stwierdzili, że mamy jakiegoś niesamowitego farta. Kim my właściwie jesteśmy? Udało nam się ujść cało z wybuchu, wymknąć się z rąk przestępców i do tego wchodzimy do tej sali jak gdyby nigdy nic. A to sala tylko dla wybranych. (Zupełnie tak jak gdyby drzwi same decydowały kogo wpuścić).
Byłam załamana bo nikt nie potrafił mi powiedzieć co robić.
Mężczyzna siedzący obok mnie pogłaskał mnie nagle po policzku. Zerwałam się z miejsca patrząc na niego z wyrzutem. Ale nie zobaczyłam w jego oczach nic odpychającego. Odeszłam jednak od stolika. Moja „siostra” wołała za mną „Oj przestań, musimy się zabawić i zapomnieć o kłopotach. To jedyne wyjście dla nas. Zostać z nimi. „ Nie odwróciłam się nawet. Wyszłam z sali przeciwległym wyjściem do tego którym weszłyśmy.
Mężczyzna poszedł za mną.

Dogonił mnie w długim oszklonym korytarzu. Przeprosił. Zaczął się tłumaczyć, że to był zwyczajny gest mający dodać mi otuchy. I że ma na imię Daniel. (Szlag! To już drugi sen z Danielem, jakimś. Jedyny jakiego znam ma 3 latka) Nie wiedzieć jak to się stało przegadaliśmy z sobą całą noc, siedząc na schodkach wychodzących z oszklonego korytarza wprost na leśną drogę biegnącą obok karczmy. Czułam niesamowitą więź z tym człowiekiem.

W karczmie znalazłyśmy nocleg na kilka dni.
Co dzień spotykałam się z Danielem i rozmawialiśmy. Siadywaliśmy blisko siebie. Czasem nawet przytuleni i gadali, gadali, gadali… Czułam, że należę do niego i że on należy do mnie.
Aż pewnego dnia schodząc ze schodów usłyszałam głosy. Kiedy znalazłam się w owym oszklonym korytarzu zobaczyłam jak po jednej stronie oszklonych drzwi stoi Daniel a po drugiej moja siostra, która zręcznie zabawiała go rozmową. Daniel kiwnął głową w moją stronę w powitalnym geście jednak zaraz zwrócił wzrok na moją siostrę i znów utonął w rozmowie. Moja siostra popatrzyła na mnie, uśmiechnęła się chytrze i wróciła do czarowania Daniela. Tak właśnie do czarowania. Czułam tą magię w każdym jej słowie, w kokieteryjnych gestach. Stali tak i rozmawiali przez szybę zupełnie mnie ignorując. A ja wiedziałam, że nie mogę nic zrobić.
Poczułam się okropnie zdradzona. Zdradzona podwójnie. Najgorsze jednak nastąpiło później. Chciałam z nim porozmawiać jednak za każdym razem ktoś mu towarzyszył. Któregoś dnia widziałam go z oszałamiającą blondynką i wtedy się poddałam. Z pękającym z żalu sercem włóczyłam się po budynku karczmy, aż podjęłam decyzję.
Następnego dnia przed świtem wyruszyłam do mojego starego rodzinnego domu. Właściwie do starego mieszkania w bloku. (Dziś mieszkają tam inni ludzie)
W jednym z pokoi były zabawki mojego syna. Otwarłam okno bo w środku latało kilka os i jakieś inne muszki a na dywanie leżał zabity szerszeń.
Znalazłam się w swoim starym pokoju (ten pokój znajduje się w domu w którym mieszkam obecnie, ale też już nie jest mój) Popatrzyłam na stare meble (które już nie istnieją) otwarłam okno i wyjrzałam na podwórko. Pod oknem stała dziewczyna z którą bawiłam się w dzieciństwie. Miała ze sobą wózek i trójkę dzieci. Pomachałam do niej (choć ona dziś nie poznaje mnie na ulicy). Ktoś z parteru zapytał ją „Czyje to mieszkanie?” A ona odpowiedziała „Tam kiedyś mieszkała…(tu padło moje imię i panieńskie nazwisko)”„Nadal tu mieszka”- zawołałam, a kiedy spojrzała znów w górę pomachałam do niej ponownie.
W tym momencie zobaczyłam jak przez ogromne podwórko idzie kilka osób Mężczyzna, który wiedziałam jest ojcem Daniela, owa blondynka, jakaś jeszcze jedna kobieta i…Daniel. Wiedziałam, że idą do nas. Nie miałam ochoty go oglądać ani tym bardziej z nim rozmawiać. Wszystko mnie w środku bolało z żalu. Wygoniłam wszystkich z pokoju powiedziałam, że mnie nie ma dla nikogo i absolutnie proszę mi tu nikogo nie wpuszczać. Profilaktycznie chciałam zamknąć się na zamek…choć moja druga połowa podpowiadała w nadziei: „Może przyszedł wszystko wyjaśnić, wszystko odwrócić. Spotkaj się z nim popatrz na niego choć jeden raz jeszcze”.
Źle przekręciłam zamek w drzwiach i nagle w moim pokoju stanęła jakaś kobieta. Widząc moje zdziwienie powiedziała:
„Jestem narzeczoną Daniela”
Zadzwonił dzwonek wyrywając mnie z tego snu…..


  • RSS