maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2004

Kobieta siedziała z podkulonymi pod brodę nogami. Blask komputera odbijał się w jej oczach. Od 15 minut wpatrywała się w pusty już monitor.
„Oszalalam” -powtarzała w myślach jak mantrę – „Oszalałam”
Poczuła dotyk na ramieniu. Odwróciła głowę i zobaczyła smutek w stalowo szarych oczach mężczyzny, o długich białych włosach.
W jej głowie odbiło się echo jego myśli.

„Musisz we mnie uwierzyć”

probably.jpgForeverDreamers

Odwiedziła mnie dziś dziewczyna z przed lat. Jedna z tych spotkanych w wehikule czasu. Wróciłyśmy do tamtego świtu, kiedy wszyscy zmęczeni rozchodzili się już do własnych domów, by zapomnieć o sobie na kolejne lata…
Wspomniała moje i JEGO pożegnanie, mówiąc:
„Kiedy odeszłaś, nie odwróciłaś się ani razu, a on stał tam taki…nie wiedząc co z sobą zrobić. Obserwowałam go przez chwilę, aż w końcu odwrócił się i odszedł w przeciwną niż Ty sronę.”

Myślę: A może tylko był zmieszany? Bo nie wiedział jak uniknąć tego wszystkiego? Tym razem nie czekałam ma jego ruch. Poprostu wyciągnęłam ramiona, a on…mocno mnie przytulił…Dlaczego? Wchodzenie do jeziora osobliwych wspomnień ma zaskakujące skutki uboczne. Nie spodziewałam się, że ciągle gdzieś we mnie zostało tamto niespełnione uczucie…

Po kolejnej kawie zapytała: „Dlaczego nie potrafisz sobie nikogo znaleźć?”

Być może nie chcę? Być może spaliłam serce zbyt wiele razy i ono już nie potrafi, jak feniks z popiołów…

Mówię: Nie mam szczęścia…

Ona: „To mi wyglądało na jakąś starą miłosną historię.”

Opowiadam jej zatem jak to się zaczęło i jak …skończyło.

Myślę: Może nie warto było tego rozgrzebywać? Może to był błąd, że tam poszłam. Choć nie żałuję! Przecież NIE żałuję???

Mówię: To co stało się tam, na końcu imprezy, zostanie już na zawsze tak jak jest. Jeszcze trochę pomyślę o tym i pozwolę mu odejść w zapomnienie. Tak być musi. Tak jest dobrze.

Ona na to: „Skąd wiesz? Wystarczy, że zacznie mu się walić małżeństwo…”
- Nie.- przerywam jej- Nawet mi tego nie sugeruj…

Mija czas.
Ona wychodzi…A mnie kołacze się w głowie: „Wystarczy, że zacznie mu się walić…”
Myślę: Nie można mówić takich rzeczy czarownicy z niespełnionymi pragnieniami…

Jeszcze trochę pomyślę. Jeszcze trochę…poboli. Jeszcze trochę…

Nigdy Go nie zapomnę.

Otulona w pelerynę, przypominającą swą barwą korę stuletnich dębów,czarownica weszła do swego domostwa. Chowańce od progu powitały ją spontanicznie. Otrzepała z siebie resztki śniegu. Jej dłoń obarczona wierzchnim okryciem powędrowała w stronę wieszka i zamarła. Miejsce jej peleryny zajął ciężki czarny płaszcz. Zapinki w kształcie węży mrugały do niej szmaragdowymi oczyma. Podeszła bliżej jak do żywej postaci. Wierzchem drugiej dłoni pogładziła niezwykle delikatny materiał. Zbliżyła twarz do czarnej aksamitnej tkaniny i zamykając oczy chłonęła zapach…
Otoczyły ją barwy i obrazy. Wirujące płatki śniegu bezczelnie naruszające prywatność czerni płaszcza. Przylegające tak obcesowo do tego którego ona zbyt często boi się dotknąć, by nie zniknął…Pragnęła być płatkiem śniegu i już się nie bać…
Umierającym płatkiem śniegu na jego skórze…Rozpostarł ramiona szeroko i gwałtownie strącając zrozpaczone drobiny, po czym zamknął ją w swoich objęciach niczym noc, która spada bezlitośnie na świat. Poczuła ciepło, dotyk…była płatkiem…i ciągle żyła.
Otworzyła oczy. A kiedy się odwróciła znalazła swoje odbicie w stalowo szarych źrenicach

Peleryna przytuliła się do czarnego aksamitnego płaszcza z wzajemnością…

Zdałam

5 komentarzy

Ostatnie egzaminy już za mną. Teraz w ma został jeszcze ten najważniejszy a potem…:D

O mnie tak naprawdę? Nic, moi drodzy bliscy i dalecy. A tak łatwo wam osądzać po 5 minutach spotkania. Niech tak będzie. Już niedługo spalę wszystkie mosty. Jak zwykle.
I tak nikt nie zrozumie dlaczego.

—————

Wczoraj kiedy pisałam te słowa, wściekłość mnie ogarnęła. I choć głównie dotyczyły dwóch osób, to dało mi do myślenia, co inni tak naprawdę sądzą o mnie a z jakichś powodów nie wyrażają tych myśli słowami.
Miałam ochotę zacząć dyskusję. Odprzeć zarzuty, które są bez podstawne i niczym nie uzasadnione. Ale machnęłam ręką, nie odezwałam się więcej. Nie chcę by ktokolweik uznał, że się bronię. Nie mam przed czym. Nie jestem winna stawianym mi zarzutom, a jeśli sądzicie inaczej…to nie mój problem.

Przywykłam do tego, że ludzie w moim życiu są jak przypływ…

Profesor…

Brak komentarzy

Obserwował nas ukradkiem, cały czas. Nie chciał przeszkadzać, ale nie czułybyśmy się skrępowane ani trochę, gdyby przyszedł i usiadł z nami przy kolacji.

Rozmawiałyśmy o nim. Przestraszył mnie, pojawiając się tuż za moimi plecami. Odwróciłam się gwałtownie…nikogo nie zobaczyłam. Spojrzałam znów w odbicie na czernej powierzchni szafki z płytami. Stał tam niewruszenie. Mirror of Erised??? A może tylko…nie da się zobaczyć Smugi Nocy w pełnym blaku dnia?

zdałam relację mamie!!!! To jest fenomen bo mama nigdy nie słucha…
wzięłam prysznic i piszę…

JAk było? Poprostu zajebiście!!! Pierwszy raz w życiu tak…ehhhh…
Pierwszy raz w życiu przetańczyłam tak noc. I pierwszy raz w życiu nie przeszkadzały mi wysokie obcasy.

Tańczyłam, tańczyłam, tańczyłam…

I po 18 latach znów zobaczyłam…JEGO. Człowieka, który był mi kiedyś wielkim przyjacielem i którego skrycie bardzo mocno kochałam. Ale nie wyciągałam ręki po czyjeś a on należał do mojej na tamte czasy najlepszej koleżanki. Potem poróżniliśmy się bardzo i choć wyciągnęłam rękę na zgodę, na komersie nie rozmawialiśmy wcale i tak było przez kolejne 18 lat…

Dziś był tam znów. To samo miejsce choć czas nie ten. No i ja już nie ta sama. Już nie zakompleksiona i skryta. Z uśmiechem jak po joincie (taki co nie schodzi z twarzy) odwracam się do niego i mówię „Cześć” tak jakbyśmy nigdy nie milczeli…
I w końcu kiedy widzę kontem oka jak mnie obserwuje, podczas kolejnej fazy zdjęć pamiątkowych mówię „Chodź tu, chcę mieć z Tobą zdjęcie” On bez słowa wstaje i siada koło mnie…i o dziwo!!! Chwyta mnie i przytula do siebie. (Pewnie będę miała fajną minę).
Nie pozwalam mu odejść. Pytam, choć instynktownie wiem co usłyszę…I tak jak myślałam: są dzieci, żona…zwykłe sprawy (byłabym bardzo zdziwiona gdyby akurat ON był sam przez te wszystkie lata)
Przychodzą inni…puszczam go wolno.

Tańczę, tańczę, tańczę

Widzę jak patrzy.

Siadam. On dosiada się bez słowa. Rozmawiamy. Dużo i lekko jak 18 lat temu… On pyta też o nią. Mówię co wiem…Ktoś przychodzi…

Tańczę, tańczę, tańczę…

Jest 4:30 lecą wolne piosenki…
Podchodzi i …”Może ze mną zatańczysz?” Odparowuję bez słowa: ” Z Tobą zawsze”

Tańczymy…

Blisko, bliżej niż z którymkolwiek z poprzednich tancerzy…
18 lat musiałam na to czekać i co? Łapię się na tym, że czar prysł już dawno temu…nie ma dreszczyku… Kończy się utwór jeden, drugi…
Kiedy mam się odsunąć od niego czuję…strach. Mam ochotę zatrzymać go przy sobie i tańczyć!

To już koniec imprezy…zmęczona padam na pysk…ubieram się i wychodzę…inni też… Wyciągam do niego ramiona na pożegnanie…

Wtula się we mnie mocno. Policzek przy policzku…długo…zostawia na mnie swój zapach…

„Do zobaczenia”

Wehikuł czasu skończył swoją pracę. Czas wracać do tu i teraz…i czas iść spać.

Stała i patrzyła w lustro na efekt trzygodzinnej pracy zaprzyjaźnionej czarownicy.
„W życiu bym sobie z tym nie poradziła” – myślała i podziwiała nowy makijaż.
Włosy miała upięte do góry i zakręcone tak, że końce opadały jej figlarnie na wszystkie strony.
- I co teraz? – zapytała swoje odbicie
- Got-towa..? – zapytał Lucius , który nagle pojawił się tuż przy niej. Przestraszyła się i nawet nie zauważyła, że się zająknął na jej widok.
- MERLINIE!!! -Prawie krzyknęła – nigdy się nie przyzwyczaję do tej teleportacji!
- Czy jestem gotowa? Nie wiem…A co Ty tutaj robisz? – zapytała przyglądając mu się z ukosa
- Wyglądasz…inaczej – powiedział
- To źle? – zapytała zmieszana
- Bynajmniej… – ujął jej dłoń i pocałował – Czy sądziłaś, że zostawię Cię dziś samą?
Zarumieniła się.
- Pozwoliłem sobie, zrobić mały zakup – kontynuował Lucius – w ramach…przeprosin? Perhaps? -udanie naśladując Profesora, machnął różdżką i zmaterializował pokaźny pakunek
- Ależ prosiłam Cię…- zaprotestowała
- Proszę, ten ostatni raz – przerwał jej Lucius i już odpakował zawartość – Pasuje do sukienki…
W jego dłoniach miękko układał się aksamitny płaszcz.
- Pójdziemy? – zapytał i podał jej okrycie
Wsunęła dłonie w miękki aksamit i westchnęła z zachwytu.
Teraz dopiero zauważyła, że jest ciemnopurpurowy i zdobią go dwie zapinki w kształcie węży.

JE-STEM-BEZ-NA-DZIEJ-NA-!!!!

Mogę sobie pokrzyczeć no nie? MOGĘ!!! AAAARRRRGGGGGHHHHHHHHHHH!!!!!!!!!!!!!!!!!!

No, i już wszystko ok :)

Piszę…

4 komentarzy

Choć nie wiem co z tego wyniknie. Gdzieś we mnie jest ta historia ale coś nie pozwala jej wyjść na światło dzienne…staram się…ale nie podoba mi się efekt końcowy zatem…Jeszcze nie dziś. :)


  • RSS