maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2004

Choć z drugiej strony teraz jest bardzo pięknie. Lucius się przykłada i wyczarowuje mi tak fantastyczne opady śniegu, że nie potrafię się nie uśmiechać.

Uspokoiło się. Nie mamy żadnych niepokojących wieści ze strony Ministerstwa. Zaczyna mnie to już nużyć. Tak bardzo przywykłam do napięć i …strachu, że teraz czegoś mi brakuje. Profesor zaszył się w swoim lochu i prawie go nie widuję.
A jeśli to cisza przed prawdziwą burzą?

Nawet zaklęć nie rzucam ostatnio. Odizolowałam się trochę od świata. Znajomi z mugolandu też się pochowali, ale to akurat lepiej.

Nie znoszę bezczynnie czekać. Dobrze, że Lucius się pojawia…choć w zasadzie więcej teraz wspólnie milczymy.

Mugol odsunął się…nie wiem jeszcze czy to dobrze.
Muszę kupić walizki. Przygotować się do wyrwania korzeni…nie pozwolę się znów tu uwiązać!!!

Właśnie przed chwilą przyleciała do mnie do biura myszka. Mała, polna, przerażona myszka. Dziwne. Złapałam ją w pudełko po cd-rom’ie. Facet, który przyszedł do spółdzielni i poinformował mnie o fakcie, że myszka weszła do biura pomógł ją złapać. Pewnie sądził, że wpadnę w panikę na tę wieść a ja się ucieszyłam. Ale miał minę. Przez chwilę zastanawiałam się co zrobić…czy nie zabrać jej i nie wypuścić w lesie…ale w końcu wypuściłam ją pod schody wejściowe do budynku. W mojej okolicy za dużo dla niej drapieżników a tu? Może wejdzie do czyjejś ciepłej piwnicy.
To już drugie zwierze, które przyszło tu do mnie… Najpierw kot, teraz mysz…kto następny? Przystojny weterynarz??? Ale proszę, proszę ;)

Wszystkim którzy się przejęli i…mieli dobre słowo dla mnie i Catty Elliott.
Dziękuję też administratorom

Servisu Harry Potter

za reakcję i usunięcie osoby podszywającej się. Żałuję jedynie, że bez komentarza.

Jestem zbulwersowana tym co dzieje się w sieci… Pewnie włamanie na konto i kradzież resztek mojej forsy nie wkurzyłaby mnie tak bardzo jak to o czym się dowiedziałam dziś!
Ludzie bezmyślnie przywłaszczają sobie już wszystko! Nie tylko materialne rzeczy ale i …pomysły, marzenia a nawet wspomnienia i …tożsamość.
Nie rozumiem. I gdzie szukać sprawiedliwości??? Skoro w serwisie w którym ukazała się ta „postać” już kilkakrotnie znalazłyśmy tak bezczelne plagiaty, że to coś niemożliwego. Administratorzy najwyraźniej mają to gdzieś, że ktoś kradnie ciężką pracę autorów. ( Jeśli ktoś nie wierzy że pisanie opowiadań to harówa to niech sam spróbuje napisać coś co ma siłę pobudzającą wyobraźnię czytelnika) Nie twierdzę, że mnie się udaje tworzyć dzieła ale Koticzka aka Catty Elliott, której próbowano skraść tożsamość ( próbowano, bo stanę na głowie, by znaleźć sprawcę i dojść sprawiedliwości) dla mnie pisze genialnie.
Czy zatem jedynym dla nas wyjściem są zagraniczne servery na których działa tzw „policja internetowa”?

Kradzież!!!!!!!

Oto bulwersujący materiał. Zaznaczam Catty Elliott znam osobiście i gwarantuję, że autorka zamieszczonych informacji nią nie jest choć bezczelnie podała link do strony Catty. Strony, która jest rodzajem jej pamiętnika. Zakład, że podszywaczka, nie ma bladego pojęcia o treściach przekazywanych tam między wierszami.

Jeśli ktoś wie co z tym fantem zrobić bardzo proszę o informację.

W Moim Świecie Marzeń

„Ja z nią porozmawiam” – szepnął Merlin – „Jeśli pozwolisz.”
Lucius wzruszył ramionami i podszedł do okna przyglądając się z ukosa zdumionej kobiecie.
Tym czasem czarnowłosy mężczyzna podszedł do niej i przykucnął w bezpiecznej odległości, by uniknąć jej ewentualnej gwałtownej reakcji. Na tyle jednak blisko by obserwować jej twarz.
Patrzył bez słowa ale nie czuła już dziwnej ingerencji w swojej głowie.
„ Ja nie rozumiem” – zaczęła zrezygnowanym głosem – „I nawet nie próbujcie mi niczego tłumaczyć bo nie chcę tego rozumieć”
„To kompletne wariactwo!”
„Obawiam się, że nie mamy dosyć czasu na tłumaczenia i jałowe dyskusje” – mruknął mężczyzna przy oknie
„Już tu są!”
Merlin podbiegł do okna i wyjrzał na zewnątrz. Od strony lasu z której poprzednio przybyli jego goście, zbliżała się grupka mężczyzn.
Kobieta również wstała i spojrzała za okno.
Lucius bez pytania podszedł do niej i złapał za ramię mocno jak poprzednio.
„Ała…” – syknęła. Merlin zrobił gest jak gdyby chciał coś powiedzieć ale zrezygnował w pół gestu.
„Tędy” – powiedział i podszedł do kominka
„Zorientują się”
„Poradzę sobie”
„Nie przejdę z nią razem”
„Racja…”
„Zatem musimy zaryzykować…trzymajcie się mocno kiedy będziecie przechodzić…”
Usłyszeli głuchy łomot do drzwi.
Merlin rozpostarł ręce i zamknął oczy. Do pokoju zaczęła napływać niebieska mgła. Mae patrzyła zdumiona jak sączy się ze złączenia ścian i podłogi. Po chwili wypełniła prawie cały pokój.
„Bywaj przyjacielu. Żegnaj Maelen ze świata mugoli”
Lucius skłonił głowę i odparł:
„Jestem Twoim dłużnikiem…” poczym przycisnął znów do siebie zdumioną kobietę i zrobił krok naprzód.

Piszczało jej w uszach. Znów odruchowo objęła Luciusa, kiedy wpadali w rozrzedzoną rzeczywistość.
„Obawiam się, że gdziekolwiek byśmy nie poszli, będą nam deptać po piętach…” – warknął Lucius.
Rozejrzała się. Stali obok dużego drewnianego budynku, jednak nie był to dom w którym znajdowali się przed chwilą.
Lucius zwolnił uścisk. Mae opuściła obejmujące go ramiona. Gdyby ktoś patrzył na nich z boku uznałby, że są parą…przyjaciół nie wrogów.
„Idziemy” – rozporządził Lucius – „…albo…” – popatrzył na nią podejrzliwie i z dziwnym zamysłem – „…poczekaj tu na mnie”
Poczym odwrócił się i zniknął za węgłem.
„Poszedł? Pewnie liczy na to że będę uciekać a wtedy on mnie…” – wzdrygnęła się na tą myśl. Oparła się plecami o drewnianą ścianę.
„Chciał mnie otruć. A jednak nie zrobił tego…Ktoś mu kazał???? Rzucał na nią zaklęcia????” Zwariowali wszyscy…Może mimo wszystko to jakiś bardzo realistyczny sen?” Uszczypiła się…ból był realny…
Mężczyzna wyłonił się zza budynku i wyraźnie zdziwił…pewnie liczył na to że ucieknie. Ale zanim cokolwiek zdążył powiedzieć oberwał solidnie w twarz.
Mieszanka furii i zaskoczenia wymalowała się na jego twarzy. Jej dłoń po raz kolejny przecięła powietrze, lecz nie dotarła do celu powstrzymana przez dłoń mężczyzny. Jego smukłe palce kurczowo zacisnęły się na jej nadgarstku.
„Nie czas teraz na dawanie upustu swoim frustracjom…” – wycedził jadowicie – „Pora ruszać.”
Pociągnął ją z sobą. Wyszli przed budynek, który okazał się dużych rozmiarów karczmą. Przecięli niewielki placyk przed budynkiem i skręcili za róg przeciwległego. Tu czekał zgarbiony człowieczek w dziurawej czapce uszatce. Trzymał lejce wychudzonego kuca uwiązanego do drewnianego, krytego wozu. Jego chytre małe oczka uważnie zmierzyły postać kobiety. Lucius wcisnął w dłoń człowieczka złoty przedmiot. Człowieczek szybko schował złoto do kieszeni i oddał lejce mężczyźnie.
„Na co czekasz?” – warknął długowłosy – „ to nie karoca, musisz przywyknąć. Wskakuj”
Mae wdrapała się na wysoki kozioł przeklinając bladoniebieski płaszcz krępujący jej ruchy. Dodawał jednak ciepła podczas tej włóczęgi. Wczesna jesień zagościła już na dobre w tych okolicach…gdziekolwiek teraz byli.
Lucius usadowił się obok po czym cmoknął na kuca. Ku zdziwieniu kobiety konik okazał się nad wyraz silny. Szarpnął wóz i ruszył dziarsko jak gdyby w ogóle nie obarczony ciężarem.

„Dokąd jedziemy?” – zapytała 15 minut później. Mężczyzna zignorował ją.
Siedziała zatem nie próbując więcej przerywać ciszy. Rozważała natomiast zebrane dotąd informacje.
‘Czytała mi w myślach…’ dudniło jej w głowie… Popatrzyła z ukosa na mężczyznę siedzącego obok.
„A jeśli…hmmm… Znane są przypadki kiedy po doznaniach ekstremalnych u ludzi pojawiły się niezwykłe zdolności…”- No jej doznania były zdecydowanie ekstremalne.
„Może zatem…??? Co mi szkodzi…???” – zamknęła oczy, skupiła się na siedzącym obok mężczyźnie…wyobraziła sobie jak do niej mówi…jak odpowiada na pytania…jak…czuje…
„…rd się wścieknie kiedy się dowie…” odbiło się nagle w jej głowie. Zachłysnęła się z wrażenia! Mężczyzna spojrzał na nią, ale nie odwzajemniła mu spojrzenia. Zakaszlała… i mocniej otuliła się płaszczem. Udała, że zasypia…skoncentrowała się…
„W zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie by ją zabić…Ale…to by jeszcze bardziej skomplikowało sprawę”
„Jej siła może mi się jeszcze przydać…Tylko muszę zastanowić się jak to można wykorzystać…”
„…przyjemne…jest taka…ciepła…,żeby Narci była choć trochę…żal, że to mugol…a może Merlin ma rację…nie to bzdura!…Lord się wścieknie. Jesse nie żyje, zawalili akcję…katastrofa! Nigdy bym sobie na to nie pozwolił. …zniosła tyle bólu…ale to nic w porównaniu z tym co zrobi ze mną Lord jeśli się dowie… Dziwne, że jeszcze mnie nie szukał…Szkoda, że procedura testów jest tak…nieestetyczna…crucio…zostawia trwałe ślady…ona wydaje się nietknięta… ciekawe co tak naprawdę pamięta…”
„Wszystko…i wierz mi, że cokolwiek Tobą powodowało…nienawidzę Cię!” – wyrwało się jej z ust. Mężczyzna gwałtownie ściągnął lejce. Kuc prawie stanął dęba, lecz wóz zatrzymał się. Chwycił ją za barki i gwałtownie potrząsnął…
„Jak…???? Jak???? Śmiesz!!!!!!” – zamachnął się jak gdyby chciał ją uderzyć…i kto wie czy tak by się w końcu nie stało, gdyby nie nagłe wydarzenia, które nastąpiły tak szybko, że nie miała nawet pojęcia co tak właściwie się dzieje.
Usłyszeli przeciągły świst i tuż za wozem ziemia poderwała się w górę. Tumany pyłu wzbiły się na nieprawdopodobną wysokość. Koń ponownie stanął dęba. Lucius chwycił lejce i wychudzone zwierzę ruszyło z kopyta. Pojawiły się kolejne przeciągłe gwizdy po czym droga po obu stronach zaczęła dziwnie falować. Trawa fruwała wkoło niczym wyrwana przez tornado. Mae krztusiła się pyłem i ledwo utrzymywała na koźle. Nagle wóz zakołysał się niebezpiecznie omal nie zrzucając podróżnych. Coś przeciągle trzasnęło niczym rozrywane przez piorun drzewo i wóz zarył dyszlem w ubitą fakturę drogi po czym gwałtownie się zatrzymał i przewrócił na bok. Podróżni wypadli równocześnie kobieta spadła na czworaka raniąc sobie dotkliwie dłonie. Mężczyzna przetoczył się w stronę porastających brzeg drogi drzew. Suche liście, wyrwana trawa i ziemia wczepiły mu się we włosy a policzek ozdobiło szerokie zadrapanie w kolorze ciemno brunatno czerwonym po spotkaniu z nawierzchnią. Ogłuszający świst przybliżył się. Kobieta wstała z ziemi, lekko oszołomiona upadkiem. Po przeciwnej stronie drogi wśród tumanów wzbitego przydrożnego kurzu zobaczyła sylwetki. Byli to ludzie, których widziała w pobliżu chaty Merlina. Wznosili rytmicznie dłonie a przeciągłe świsty przecinały powietrze. Coś gwałtownie ją szarpnęło. To Lucius pociągnął ją za wywrócony wóz.
„Schowaj się idiotko!!!” –wrzasnął. Eksplozja! Tuż z boku ogłuszyła ją na dłuższą chwilę. Teraz zauważyła, że mężczyzna wydobył z nieodłącznej laski krótki, drewniany przedmiot grubości sporego ołówka. Mamrotał coś niezrozumiale. Po czym robił dziwny gest ręką. Na ten gest jeden z atakujących przeleciał spory kawał drogi i runął bezwładnie na ziemię. Kilka razy błysnęło oślepiające zielone światło.
„Co to wojna???!!!!!” – krzyczała kobieta ale nie otrzymała odpowiedzi bo w tym momencie przesłonił ją mroczny cień i ktoś runął na nią z góry. Lucius pchnął ją z całej siły. Padła jak długa na ziemię rozrywając bladoniebieską materię płaszcza. Odwróciła się i zobaczyła jak mężczyzna walczy zajadle z człowiekiem w ciemnobrunatnym ubraniu…a może w innym…od wirującego pyłu wszystko wyglądało jak ciemnobrunatna breja.
Nagle napastnik wyprostował się i pchnął leżącego pod sobą Luciusa. Tamten krzyknął gardłowo z bólu. Napastnik podniósł rękę by zadać kolejny cios. Satysfakcja malująca się na jego twarzy była tak wielka, że przesłoniła mu rzeczywistość. Podniósł rękę z dziwnym okrzykiem „avada…” i …nie dokończył gdy fragment dyszla trzasnął go w głowę. Mae odrzuciła drąg i przykucnęła nad Luciusem.
„Będę tego żałować…będę tego żałować…” mamrotała, po czym widząc zbliżających się kolejnych napastników i słysząc rozrywające powietrze odgłosy eksplozji szarpnęła leżącego mężczyznę i pociągnęła w stronę pobliskich drzew. Mężczyzna potykał się, był bardzo osłabiony…wiedziała, że jest ranny ale dzielnie walczył by ustać na nogach. Twarz wykrzywił mu grymas bólu…nie uszli daleko, kiedy potknął się i już nie był w stanie czołgać się o własnych siłach. Złapała za kołnierz jego obszernego płaszcza i ze łzami w oczach pociągnęła go w gąszcz.

Dużo się tego zrobiło zatem powoli postanowiłam ruszyć ze stroną.
Można zatem całość ułożoną chronologicznie przeczytać na stronie My Dream World

I jeszcze kilka słów wyjaśnienia odnośnie bohaterów.
Niektóre postacie są powiązane nie tylko z moim „życiem” ale i z historią takich osób jak Catty Elliott aka Koticzki czy Merle. Bez nich zabrakło by mi iskierek do rozpalenia tego ognia. Zatem jeśli gdziekolwiek spotkacie teksty powiązane z „Lucius & I” i opatrzone którymś z powyższych nicków, przeczytajcie. Warto, gdyż obydwie Panie mają niezwykły dar ożywiania magicznych światów.

Trzeci raz próbuję dodać notkę o dziwnych rzeczach dziejących się wokół mojego domu od kilku dni…widać nie powinnam bo wywala sieć jak tylko próbuję coś wysłać.

W obecności Merlina kobieta czuła się dużo pewniej.
Od wielu tygodni jej jedynym towarzystwem był znienawidzony przez nią Lucius. Zatem jak tylko pojawiła się okazja do rozmowy z kimś innym, Mae poczuła jak wraca jej dawne poczucie humoru i wigor.
Uczepiła się go prawie jak rzep, z ukosa obserwując reakcje jasnowłosego mężczyzny.
Zjedli skromne śniadanie. Merlin nie spodziewał się gości więc na stole pojawiło się TYLKO kilka gatunków sera, dwie patery przednich wędlin, świeże, chrupkie pieczywo, biała kawa lub sok pomarańczowy wedle życzenia i cała góra owoców.
Siedząc na końcu długiego stołu Merlin w milczeniu przyglądał się swoim gościom. Siedzieli naprzeciw siebie i ciągle mierzyli się wzrokiem. W końcu nie wytrzymał.
„Jeśli nie przestaniecie i to natychmiast, zamknę każde z osobna w pokojach”
Popatrzyli na niego w zdumieniu.
„Luciusu” – zwrócił się do mężczyzny – „Czekam na wyjaśnienia”
Kobieta usiadła w pozie mówiącej wyraźnie : „Ja też!”
„Nie powiem słowa w jej obecności” – odparł krótko Lucius. Kobieta zjeżyła się jak kot szykujący się do ataku.
Merlin natychmiast zareagował, zwracając się do niej:
„ Pozwól, że omówimy parę spraw na osobności”.
Podszedł do niej i pomógł odsunąć krzesło, po czym ku jej ogromnemu zdumieniu i chyba jeszcze większemu zaskoczeniu Luciusa, podał jej ramię mówiąc:
„Wybacz nam na chwilę mój drogi”
Odprowadził ją do pokoju w którym głównym elementem był ogromny kominek. Trzaskający w nim ogień przypomniał jej o domu w którym była ostatnio przetrzymywana.
To miejsce jednak było radykalnie różne od tamtego.
Merlin poprowadził ją wprost do przepastnego fotela i gestem poprosił by usiadła. Nie wiedzieć skąd tuż obok pojawił się drugi identyczny fotel i mężczyzna zajął w nim miejsce.
Popatrzył w milczeniu czernią swoich oczu prosto w jej, rozszerzone adrenaliną źrenice.
Spodziewała się pytań…przynajmniej jednego. Tymczasem mężczyzna patrzył jej w oczy a ona poczuła, że wpada w jakiś czarny niekończący się tunel. Mknęła nim niczym strzała i nagle zobaczyła…oczy. Jego oczy. Tylko bardzo smutne. Znów była w pokoju z kominkiem. Merlin wstał. Wyciągnął dłoń, by dotknąć jej policzka ale wypracowywany od tygodni odruch dał o sobie znać i cofnęła się gwałtownie. Smutek w jego spojrzeniu pogłębił się.
„Zostawię Cię teraz na chwilę. Odpocznij” – powiedział zmienionym lekko głosem i nie czekając na odpowiedź wyszedł z pokoju.

Siedziała chwilę w zamyśleniu. Nadal nic nie rozumiała. Nagle poczuła się bardzo zmęczona. Zwinęła się na ogromnym fotelu w cieple płonącego kominka i zasnęła.

Ktoś dotknął jej ramienia. Otworzyła oczy. Lucius wyciągnął dłoń by dotknąć jej znowu.
Widząc, że się zbudziła cofnął rękę.
„Czas na nas” – powiedział chłodno.
„Dokąd mnie znów zabierasz?” – zapytała. Popatrzył na nią dziwnie. Bez złości. Ze zmęczeniem w oczach.
„Powinieneś jej wytłumaczyć…” – wtrącił Merlin, który stał w drzwiach i obserwował całą scenkę.
„NIE…mów mi co mam robić” – powiedział jasnowłosy wyraźnie zirytowany.
„Mój drogi, nie ma powodów do złości” – łagodnie odparł tamten – „To była mała sugestia…dobra, przyjacielska rada…Na przyszłość.”
„Dziękuję!” – wycedził Lucius – „Jeśli będę potrzebował rady to o nią poproszę.”
„Dlaczego jej tu nie zostawisz?” – nie ustępował mężczyzna i wpatrywał się przenikliwie w stalowo szare oczy przyjaciela.
„Tłumaczyłem Ci…” – Lucius zrezygnowany odwzajemnił spojrzenie. Potem dodał – „Spodziewaj się ich najpóźniej za kilka dni”
Merlin pokiwał smutno głową.
Podszedł do obserwującej mężczyzn z fotela, Mae.
Przykucnął tuż przed nią i spojrzał jej w oczy.
W jej głowie odbiło się echo jego myśli.
„On nie jest …aż tak zły. Je nie wierzę. I Ty uwierz…”
Złapała się za głowę.
„Przestańcie!!!”
Lucius podszedł do Merlina i położył mu dłoń na ramieniu.
Odciągnął go na bok i coś zaczął tłumaczyć.
Mae ciągle kuliła się w fotelu. Słowa wypowiadane przez Luciusa, przechwytywane przez myśli Merlina dźwięczały w niej wyraźnie.
„Nie powiedziałem Ci wszystkiego. Ona uodporniła się na pewne zaklęcia”
„Uodporniła?”
„Dokładnie. Nie działa już na nią Crucio ani Imperio…a wiesz, że są potężne…”
„Tego też próbowałeś? Podpisujesz na siebie wyrok…”
„Wiem…Nienawidzę jej za to ,że pokrzyżowała mi plany. Że nie daje się manipulować. Potrafi się tylko bać!”
„I wściekać” – usłyszała w myślach śmiech Merlina. Lucius się skrzywił:
„Nie wiem jakie jeszcze skutki uboczne wywołały w niej …”ćwiczenia”…przez pewien czas czytała mi w myślach. Zanim się zorientowałem…”
„Jesteś kompletnie szalony! Co Ci to dało?”
„Nic, nie miałem pojęcia…Chciałem ją …usunąć”
„Avadę też zniosła??” – lecz Lucius pokręcił głową – „Nie próbowałem”
„Severus dał mi środek nasenny…”
„Chciałeś ją zabić, więc dlaczego wczoraj…?”
„Nie wiem!!! Na wszystkie demony świata NIE WIEM!!!”
„Przez tyle tygodni …miałem ją dla siebie. Żywą, bezwolną, i oddaną w panicznym strachu…Nie wyobrażasz sobie jak to jest…” Na twarzy Luciusa pojawił się perwersyjny wręcz uśmiech…
„Dlaczego nie próbowałeś… inaczej??”
„Zadałem jej niewypowiedziane cierpienia…”
„Widziałem…Jest zaszczuta.”
„Co widziałeś…?”
„Wszystko…przecież wiesz”
„Widziałeś jak …próbowałem…??”
„Tak…”
„Dlatego powinieneś jej zdradzić powody, dla których…”
„Oszalałeś. Jak wytłumaczyć mugolowi, że rzucało się na niego niewybaczalne zaklęcia? Jak chciało się doprowadzić do tego by reagowała na słowo jak tresowane zwierzę. Sądzisz że zrozumie? Podaruje krzywdy?? Stanie może w…mojej obronie??? „ – prychnął z ironią
„I jak wytłumaczyć decyzje…Lorda. Jak wytłumaczyć, że chciałem znaleźć rozwiązanie by nie stracić…głowy? Co miałem zrobić?? Miała być narzędziem…i zniknąć po wszystkim. Nawet nie wiesz jak jestem wściekły!”
„Widzę.”
„Jej siła mnie kompletnie zaskoczyła. Aż wierzyć się nie chce, że to zwykła mugolka…”
„Jesteś pewien, że pomyłka nie leży właśnie tutaj?”
„To znaczy? Chcesz powiedzieć, że ona może nie być…? To niedorzeczne!”
Popatrzyli na nią. Już nie trzymała się kurczowo za głowę. Siedziała jak skamieniała i patrzyła na rozmawiających.
„Nie zerwałeś kontaktu…?” – wyszeptał Lucius
„Nie…wiedziałem”

Przez kilka kolejnych godzin, w milczeniu i przy zgaszonym świetle trwali nieruchomo – on przy oknie, ona w swoim ulubionym fotelu w drugim pokoju.
Kubek z zimną, nie dopitą kawą tkwił w jej dłoniach jak gdyby kompletnie zapomniany. Siedziała tak, zapatrzona w mrok otaczający ją dookoła.
Nagły ruch wyrwał ją z letargu. W drzwiach zamajaczyła, znana jej od wielu tygodni zbyt dobrze, sylwetka.
Lucius podszedł do niej. Odłożył laskę na pobliski stolik i przyciągając sobie niski taboret usiadł na wprost obserwującej go teraz kobiety. Opuściła stopy na podłogę i usiadła prosto. Jej kolana znalazły się między jego udami. Położył na nich swoje dłonie. Siedział tak chwilę chyba patrząc jej w oczy, jednak w tych ciemnościach nie wiele było tak naprawdę widać.
„Wiem, że mnie nienawidzisz” – zaczął – „Masz pewnie swoje prawo. Nie obchodzi mnie to wszak zbytnio”
„Nie rozumiem…” – wybąkała
Zrobił gest jak gdyby chciał ją uciszyć, ale powstrzymał się.
„Musimy sobie coś wyjaśnić”
„Trochę późno…” – mruknęła. Jego dłoń wystrzeliła w ciemność przysłaniając jej usta. Zbyt mocno. Przygryzła wargę i poczuła smak własnej krwi.
„Nie-rób-tego-więcej…” – warknął, ledwo panując nad wybuchem wściekłości. – „Żeby to było jasne…” –dodał łagodniej jednak nie zdejmując dłoni z jej ust. – „Nigdy więcej NIE PYSKUJ!”
Pokiwał nerwowo głową na znak, że zrozumiała. Bała się go. Znów bała się go śmiertelnie…
Zapadła cisza. Cokolwiek chciał jej wcześniej powiedzieć, rozmyślił się. Jego dłoń powoli zaczęła zsuwać się z jej twarzy. Opuszkami palców dotknął jej warg, ścierając krew…
Czekała. Napięta jak struna. Wahał się tylko chwilę. Pochylił się tak blisko, że prawie dotykał jej ust swoimi. Przywarła plecami do fotela tak mocno, jak gdyby chciała się w niego wcisnąć. Zacisnęła powieki.
„Zbieraj się” – wysyczał.
Wstał szybko i zdecydowanie. Złapał laskę leżącą na stole. Wyprostował się, chwilę patrzył na kobietę …i wyszedł z pokoju.
Serce waliło jej jak młot. Wstała chwiejnie z fotela.
„Co mogę zabrać?”- myślała – „Czy cokolwiek mogę zabrać?”
Nie myślała o tym, dokąd, ani po co. To już było dla niej oczywiste. Nie potrafiła myśleć inaczej. Musiała z nim iść gdziekolwiek szedł. Nie zastanawiając się dłużej wzięła swój mały, czarny plecak. Wrzuciła do niego zmianę bielizny…dziwnie się czuła nie posiadając jej w ogóle. Dodatkowy sweter i pobiegła do kuchni…Nie mogła znaleźć zapałek. Pospiesznie złapała pudełko z ziołami.
„Za duże” –pomyślała. Wyciągnęła szybko z szuflady zamszową sakiewkę, którą sama uszyła i przełożyła część ziół do niej. Po czym upchała ją do kieszeni polaru.
Odwróciła się w stronę drzwi. Mężczyzna, obserwował ją dziwnie. Cisnął jej błękitny płaszcz.
„Co tam masz?” –wskazał plecak
„Kilka drobiazgów” – posłusznie odpowiedziała
„Zatem nie są Ci potrzebne” – jedną dłonią chwycił ją za ramię a drugą odebrał jej plecak i cisnął w kąt, a kiedy próbowała coś powiedzieć uścisk na jej ramieniu stał się bardzo bolesny.
Pociągnął ją w stronę drzwi i bez pardonu wypchnął ją na zewnątrz. Stała na obszernym tarasie. Podniosła głowę i spojrzała w blade oblicze księżyca w pełni.
„Pomóż mi.” – pomyślała.
Twarde kroki zadudniły po kamieniach tarasu. Znów złapał ją za ramię i pchnął w stronę pobliskich drzew. Nie puszczał. Ciągnąc ją, to popychając, nieustannie dążył do sobie tylko znanego celu w głębi tego co ona nazywała „swoim lasem”, kiedyś dawno…
Wyszli na lekkie wzniesienie i oświetloną księżycem polanę. Zatrzymał się gwałtownie.
„Chodź tutaj” – powiedział cicho, aczkolwiek tonem nie znoszącym sprzeciwu. Przyciągnął ją do siebie tak, że jej twarz ukryła się w połach jego płaszcza. Poczuła przyjemny zapach wody kolońskiej. Objął ją ramieniem. Mocno przyciskając do siebie. Drugą ręką uzbrojoną w laskę kreślił coś w powietrzu.
Chwilę później na polanę zaczęła wypełzać gęsta niebieska mgła…

Nadal obejmując ją zrobił krok naprzód. Zamknęła oczy i objęła go odruchowo obiema rękami, kiedy gwałtownie runęli w przód. Ale nie upadli. Nie stało się nic więcej. Stali bez ruchu. Spojrzała w bok. Polana? Nie, stali na drodze. W środku lasu. Podniosła wzrok na mężczyznę. Patrzył na nią, zdziwiony. Zorientowała się właśnie, że nadal go obejmuje. Gwałtownie cofnęła ramiona i zaklęła w duchu. Zrobiło jej się niedobrze. Była zła na samą siebie. Miała ochotę się wykąpać i to natychmiast!!

Ruszył przodem nie odzywając się ani słowem. Stała chwilę rozglądając się niepewnie.
Zatrzymał się i nie odwracając powiedział:
„Nie masz się nad czym zastanawiać. Musisz iść tam gdzie ja.”
„Dlaczego?” – zapytała
„Nie znajdziesz tutaj nic przyjaznego”- odpowiedział spoglądając na nią.
„Po co mnie ciągniesz z sobą? Dlaczego nie zostawisz mnie w spokoju??” – zapytała z rozpaczą
Złośliwy i zarazem zniechęcony wyraz pojawił się na jego twarzy.
„Chciałbym” – odpowiedział podchodząc do niej – „Ale to nie możliwe.”
„Dlaczego…” – wyszeptała lękliwie, gdyż stał już tuż przed nią, a czubki jego wypolerowanych oficerek stykały się z jej tenisówkami. Nie śmiała podnieść wzroku. Patrzyła zatem na złowrogo połyskujące zapinki w kształcie węży.
„Dlatego, że jestem od Ciebie…UZALEŻNIONY” – ostatnie słowo wywarczał tak, że skuliła się w sobie. Jednak nie dał jej czasu na dalsze pytania. Znów złapał ją za ramię, (czuła, że będzie tam niezły siniec) i pociągnął ze sobą.

Szli ponad kwadrans, poczym Lucius skręcił nagle z otwartej drogi w głąb lasu. Gąszcz zdawał się przed nim rozstępować, natomiast ona sama co chwila obrywała gałęziami i potykała się o wystające korzenie. Po kolejnym kwadransie była kompletnie wyczerpana. Jeszcze chwila i padnie. I może sobie rzucać w nią czym chce a ona się nie podniesie i już…!!! Kiedy właśnie zamierzała mu powiedzieć, że dalej nie pójdzie las rozstąpił się i wyszli na obszerną polanę. Pośrodku stał piętrowy dom.
Zaczynało świtać. Księżyc schował się dawno za lasem i w tym świetle chata wydawała się czarna jak heban. Z komina unosił się dym.
Lucius pewnie podszedł do drzwi a Mae powlokła się za nim.
Zapukał.
Przez chwilę nic nie mąciło ciszy przedświtu. Nagle drzwi skrzypnęły lekko. Stanęła w nich smukła postać mężczyzny. W pierwszej chwili do złudzenia przypominającego owego Severusa, którego Mae widziała już wcześniej. Jednak kiedy drzwi otwarły się szerzej kobieta zobaczyła jak wielka była jej pomyłka.
Stała oto przed człowiekiem o długich czarnych włosach i równie czarnych oczach. Jeśli w ogóle jest możliwe by źrenica miała taki kolor. Jego skóra miała odcień najprzedniejszego alabastru co dodatkowo kontrastowało z czernią jego spojrzenia. Przywodził jej na myśl …ożywiony posąg grecki…tylko że oni nie nosili takich włosów. Mężczyzna odziany był w długą czarną tunikę i czarne spodnie.
Zobaczywszy Luciusa otworzył drzwi szeroko i równie szeroko rozłożył ramiona w powitalnym geście.
„Luciusu, mój drogi towarzyszu!” – powiedział melodyjnym głosem o hipnotycznej barwie – „Cóż sprowadza Cię tak nagle?! Niezapowiedzianego? „
„Wejdź, witaj…strasznie się cieszę, że…” – dopiero teraz zauważył niewielką postać tuż za jasnowłosym mężczyzną
„Oh, przepraszam…nie zauważyłem…wejdźcie…”
„Witaj Merlinie” – odparł Lucius – „ Nie kłopocz się nią…” – widząc zdumienie na twarzy gospodarza dodał – „ mugolka…równie dobrze może zostać na zewnątrz.”
Krew zagotowała się w kobiecie. Miała dosyć. Wszystko co spotkało ją przez ostatnie tygodnie, znalazło wreszcie ujście. Z całej siły trzasnęła mężczyznę w plecy.
Furia jaka ją ogarnęła, była nie do opisania.
„NIENAWIDZĘ CIĘ!!!!!!!!”- wrzasnęła, a jej krzyk odbił się od ściany lasu i spłoszył kilka zaspanych ptaków.
Okładała go pięściami gdzie popadło, a zaskoczony mężczyzna usiłował się osłonić.
„MAM DOŚĆ!!! CHCESZ MNIE ZABIĆ TO ZABIJ, ALE NIE POZWOLĘ CI TRAKTOWAĆ SIĘ W TEN SPOSÓB!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!”- wrzeszczała i tłukła pięściami, wytrącając mężczyźnie przy tym laskę z dłoni.
Mężczyzna stojący w drzwiach zaniemówił. Potem wybuchnął śmiechem tak wielkim, że nie był w stanie przyjść na pomoc swojemu znajomemu.
Lucius złapał wściekłą kobietę za nadgarstek jednej ręki a druga tymczasem boleśnie zadrapała mu policzek. Kopniak jaki wymierzyła mu rozwścieczona niewielka osóbka pozbawił go na chwilę oddechu. Odskoczyła od niego uwalniając rękę i z furią spojrzała na zwijającego się ze śmiechu bruneta. Nie spodziewając się już ataku, odwróciła się i ruszyła przed siebie przecinając polanę.
„Zatrzymaj ją!” – wysapał z wyrzutem Lucius.
Merlin podniósł dłoń… ale Lucius powstrzymał go chwytając za nadgarstek i pokręcił przecząco głową. Mężczyzna westchnął zdziwiony i pobiegł za kobietą.
Odwróciła się, zobaczyła biegnącego mężczyznę. Wstąpiły w nią nowe siły. Oceniła odległość jaka dzieliła ją od lasu. Wiedziała, że on dopadnie ją szybciej. Odwróciła się zatem by odeprzeć atak. Podniosła pięści niczym bokser i zacisnęła szczęki gotowa gryźć i drapać. Mężczyzna zatrzymał się jednak w bezpiecznej odległości i powstrzymując z trudem śmiech, powiedział:
„Przeprasza…khem…ale…ja BARDZO przepraszam…”
„CO???!!!” – wrzasnęła aż liście poleciały z drzew. I stojąc ciągle w pozycji bojowej wpatrzyła się w mężczyznę
„Ja nie wiem…co spowodowało zatarg pomiędzy Panią i…nim…” – odparł już lekko uspokojony Merlin – „Jednak jeśli zechce Pani zostać moim gościem, gwarantuję Pani, całkowitą nietykalność i…cokolwiek Pani sobie życzy”
„PO CO! IDĘ DO DOMU!!!! MAM TEGO DOSYĆ! ZNIOSŁAM JUŻ JEGO TORTURY, WIĘZIENIE, PONIŻENIA, ALE MAM JUŻ DOŚĆ!!! ALBO MI KTOŚ WYJAŚNI O CO CHODZI ALBO…!!!!!!!!!NIE RĘCZĘ ZA SIEBIE!!!
„Chciałbym tylko zasugerować, że chodzenie po TYM lesie nie jest zbyt bezpieczne” – powiedział i wyciągnął do niej dłoń, z dziwnym przestrachem w oczach.
„Gdyś zatem zechciała czym prędzej wstąpić do mojej chaty i przedyskutować resztę problemu za zamkniętymi drzwiami było by bardzo, BARDZO wskazane.”
Odwróciła się i zerknęła w stronę w którą patrzył co chwila mężczyzna. Na granicy lasu zaczęły pojawiać się czerwone punkty…niczym…ślepia.
Powoli na polanę zaczęła wysuwać się …noc. To najtrafniejsze określenie tego co wychynęło z lasu. Przypominało to zapadający zbyt szybko zmierzch. Tak jak gdyby las nagle zrobił kilka kroków w ich stronę zacieśniając krąg na polanie. Ten mrok posiadał jednak jarzące się czerwone ślepia.
Kobietę zamurowało.
„Odeszliśmy za daleko od chaty” – powiedział pospiesznie mężczyzna i nie czekając na jej reakcję złapał ją za rękę i pociągnął w stronę domu. Biegli . spojrzała za siebie i zobaczyła jak ciemność zacieśnia krąg dookoła. Nie zdążymy pomyślała. Potknęła się upadła. Merlin zawrócił lecz macki mroku już sięgały jaj kostek. Czuła jak coś chwyta ją lepko…poczuła dziwną słabość…
„Zimno mi…” – zdążyła pomyśleć kobieta. Oślepiający błysk rozdarł poranne niebo. Mrok cofnął się gwałtownie. Ktoś szarpnął ją i powlókł w stronę domu. Bez tchu wpadli do środka zatrzaskując drzwi. Lucius wsuwając niewielki drewniany przedmiot do wnętrza swojej laski przykląkł nad kobietą która leżała na podłodze łapiąc oddech.
„W TYM lesie, się nie krzyczy” – wycedził przez zęby –„Albo będzie to ostatnia rzecz jaką zrobisz”
Patrzyła na niego zdziwiona. Zdała sobie bowiem sprawę, że właśnie uratował jej życie.
„A jeśli jeszcze raz…” – przerwał i pogładził spore zadrapanie na policzku – „zrobisz coś takiego…”
„Pozwolę Ci się w nim zgubić”
Merlin, który już opanował swój oddech, stanął wyprostowany i patrząc z zainteresowaniem na przybyłych powiedział:
„Zatem, Witam w moim domu. Zapraszam na śniadanie…i liczę na kilka wyjaśnień” –ostatnie skierował wyraźnie do Luciusa.


  • RSS