maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2004

Pożegnałam dziś Merle i Koti…odjechały, każda w swoją stronę a ja…nie wiem nadal co powiedzieć. Mieszanina uczuć wypełnia mnie od stóp do głów. Cały czas się bałam…to bardzo dziwne, ale przez cały czas kiedy byłyście tutaj byłam przerażona. Odebrało mi mowę i zdolność logicznego myślenia. Poczułam się kompletnie głupia. Tak jak gdybym nie miała już nic ciekawego do powiedzenia.
Z drugiej strony…jestem beznadziejna z moim czarnowidztwem i zaniżonym poczuciem własnej wartości. Czego się więc spodziewać?
Zrobiło mi się pusto…przeraźliwie pusto!!!

Skończyłam 133 lata. :]

Wszystkich wokół dziwnie przytłoczył ciężar egzystencji. Miast cieszyć się pierwszym wiosennym ciepełkiem nawet otaczający mnie wirtualny świat jest dziwnie przygnębiony. Gagi filmowe nie śmieszą…muzyka nie podnosi na duchu…Z każdego zakamarka w mieszkaniu wygląda jakaś udręka, tęsknota za czymś co przecież nigdy nie nadejdzie. Chociażby dlatego, że to nie ta epoka…
O czym ja znowu mówię? Ano o tym co zwykle nastraja poetów do tworzenia peanow…o tym co wyłazi na wiosnę z każdego zakurzonego kąta. Znów ulice zaroją się od zakochanych…Bbblllleeeeeeee…ludzie miejcie litość nad tymi którzy nigdy nie znajdą swojej połówki…NIGDY, bo urodzili się w złym miejscu i czasie…

Pozdrawiam tak czy inaczej. Kochajcie się jeśli umiecie. Nie traćcie czasu na rozważania co wypada a czego nie. Życie jest zbyt krótkie.

Czuję się znów naładowana energią! Kocham ten stan…Ehhhh adrenalinka tak przyjemnie krąży w żyłach…
Lucius wpada co wieczór…Mój Wampir nad ranem…Tylko dlaczego Merlin chce mnie zamordować? :|
Wiosna…Marzec…Mmmrrrrrrrrr….świeże mięsko… Goopia Mae :D

„Nic nie mówisz… Już tyle dni patrzysz na mnie z wyrzutem…” – podeszłam do niego próbując zmusić go by spojrzał mi w oczy.
„Proszę…Milczenie jest gorsze czasem od…Crucio…Więc zrań mnie jeśli trzeba! Wykrzycz mi w twarz, że jestem zła!! Powiedz że mnie nienawidzisz! Tak jak ja mówiłam wiele razy…tylko nie patrz tak…”
„…”
„Czy…ON nadal jest Twoim… przyjacielem?” – spróbowałam nieśmiało raz jeszcze
„…” – głucha cisza, wyrzut w oczach nie do zniesienia…
„To nie była moja wina…nie do końca…Jego nie wiń tym bardziej…” – po co ja to mówię?
„Teraz już wiesz…odejdź zatem do swojego poukładanego świata! Do swojej idealnej żony, której nigdy nie zostawisz bo nie wypada! Odejdź! Wynoś się!!! Tylko…nie patrz tak…”
Rzucam się na niego tłukę pięściami na oślep…nie broni się…nic, zero reakcji…ze łzami w oczach osuwam się na podłogę…
„Idź już…”
Zdejmuje płaszcz. Wiesza na wieszaku obok ciemnobrunatnej peleryny. Znika w kuchni po czym wraca z filiżanką pachnącą jaśminem. Mam ochotę go zabić! Wydrapać oczy z wściekłości…Trzasnąć w to zimne oblicze z całej siły…by przestał patrzeć tak…smutno…
Chcę by się wściekł! By szalał. To bardziej do niego podobne! Bardziej normalne!!!
Kładzie filiżankę na brzegu biurka i próbuje mnie podnieść, lecz wyrywam ręce. Bierze płaszcz…i wychodzi w mrok.

Epilog (made by Koticzka)

Lucius rozsiadł się na fotelu. Tak go pamiętała z pierwszych ich spotkań. Nie oderwała się od pracy, tylko na moment jej palce zwolniły bieg po klawiaturze. Niebieskawe światło zaczęło nagle razić w oczy. kątem oka widziała jego nieruchomą sylwetkę. Wyprostowała się, żeby móc widzieć twarz. Dostrzegła nawet ruch brwią.
Czekała na jakieś słowo. Coś jak… „Crucio” Nie… coś…
Ale Lucius milczał. Coś nie chciało przedrzeć się przez wargi…. Drżące.
„Nie oszukuj się – drżące z gniewu.” skarciła sama siebie.
- Powiedz to wreszcie! – wybuchnęła odpychając się od biurka z łoskotem.
Malfoy nadal milczał.
Tylko uprzejmie zdziwione stalowe oczy.
Podeszła i nachyliła się.
- Powiedz coś! – krzyknęła mu w twarz.
Groch o ścianę.
- Powiedz, powiedz to. Nie zmuszaj mnie – ostre nuty groźby w jej głosie cięły martwą ciszę.
Nic. Żadnej reakcji.
Dotknęła jego policzka samymi czubkami palców – lekko jak płatek śniegu; a miała ochotę bić na oślep, drapać, gryźć, zabić…
Złapał nagle jej nadgarstek, ledwie dostrzegła ruch ręki. Drugą złapał ją za kark.
„Tylko spróbuj” przemknęło jej przez myśl.
Ale zamiast bolesnego uścisku, którego oczekiwała, poczuła pieszczotliwe palce wczepiające się w jej włosy, czuła ciepłą skórę rękawiczki na karku.
- Masz zimne dłonie – wycedził i wyciągnął różdżkę.
Czarownica zdrętwiała.
„To już.”
Malfoy machnął w stronę drzwi wejściowych, szepcząc jakieś zaklęcie. Złapał jej drugą rękę i przyciągnął z łatwością przełamując jej opór. Bez jej przyzwolenia.
Straciła równowagę – nie miała wyjścia, mogła tylko runąć na kant oparcia i na dywan, ryzykując złamanie ręki… albo osunąć się na jego kolana.
Przewidział i to – szarpnął ją w przeciwnym kierunku i trafiła tam, gdzie ON chciał, unikając bolesnej kolizji z własnymi meblami.
- Nie rób tego więcej – szepnął, łapiąc przy tym wargami rąbek jej ucha, wsuwając lodowate dłonie kobiety pod kamizelkę – przez cienką, jedwabną koszulę czuła jego rozpalone nienaturalnie ciało, napięte mięśnie.
Znów spróbowała się odsunąć, ale znał ją zbyt dobrze, przewidując każdą próbę ucieczki.
- Powiedziałem: nie rób tego więcej – wpił się w jej usta, aż zabolało; pomylił się: nie chciała protestować.

Ciemna noc. W zadymionym klubie wypełnionym muzyką techno, ludzie w mrocznych kątach pochylają ku sobie głowy. Przyszłyśmy tutaj we cztery. Trzy z nas właśnie podrygiwały w dziwaczny sposób na parkiecie. To nie mój klimat więc siedzę przy stoliku i patrzę. Trochę na ludzi trochę na moje koleżanki. Przez chwilę zdawało mi się, że dostrzegłam znajomy czarny płaszcz…nie, sami młodzi ludzie i one na parkiecie…
Nade mną włoska flaga wymalowana na stromiznach dachu. Na wprost mnie Statua Wolności. Debilny kontrast, ale gin z tonikiem 8 złotych, chyba nie tak źle.
Ja tu nie pasuję. Przyszłam tutaj…sama nie wiem po co. Chyba dla niej, jednej z trzech tańczących właśnie blondynek…Ostatnio jest smutna i potrzebowała tego. Mnie z resztą nie przeszkadza że tu jestem…
Była pełnia. Pomyślałam sobie życzenie nad szklanką z ginem i tonikiem…’Już nigdy więcej…’
Ktoś stanął tuż przy mnie. Odsunął sobie krzesło. Usiadł. Spojrzałam w stalowo szare oczy.
„Are you happy now?”
„I`m much more happier with you..”
„So what are you doing here?”
„I don`t know maybe I’m trying to learn by myself how to live withought you?”
Popatrzył mi w oczy przez chwilę…długo…
„I`ll be waiting…”
Zniknął w mroku nim dziewczyny wróciły do stolika.
A kiedy nad ranem wróciłam do domu. Stał w ciemnej kuchni wpatrzony w księżyc za oknem. Podeszłam do niego cicho. Odwrócił się do mnie podając filiżankę:
„Jasmine tea…It`s Your favourite”


  • RSS