maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2004

Ika1.jpgIka4.jpg

Bez ostrzeżenia. Bez pożegnania. Poprostu. Podobno gdzieś jeszcze dzwoniła czy może pisała bo telefon pozostał włączony…i odeszła. Zostawiła nas i pustą przestrzeń w naszym życiu, której nic nie wypełni. Chwilę na oddech, który nie nastąpi… Razem z nią straciliśmy trochę siebie samych. Jakiś fragment nie do odzyskania…i choć wszędzie jej pełno to świat nagle stał się pusty i wyblakły.
I choć poznamy jeszcze wielu nowych ludzi i udamy się do wielu miejsc niezwykłych i choć ciszę wypełnimy wszelkimi dźwiękami to w nas będzie już zawsze wolne nie zapełnione miejsce na jej uśmiech i na brzmienie jej głosu…i na blask oczu którego już nigdy nie będzie nam dane ujrzeć.
Tęsknimy…tylko to nam pozostało. Co czuję? Żal? Złość? Smutek? Pewnie wszystko po trochu, choć bardziej tak jak gdyby ktoś dał mi po głowie.
Kiedy wychodziliśmy z kaplicy niebo zapłakało…

Nie. Nie, nie, nie…coś tu nie pasuje…coś tu jest nienormalnego…to nie może się dziać!!

Siedząc w jej ogrodzie patrzyłam na kwiaty przez nią posadzone. Na zioła zasiane i na pozostawione na później do zasadzenia cebulki mieczyków. W łazience jej kosmetyki. Szczotka do włosów. Na szafie zawieszona bluzka.
Ona zaraz przyjdzie. Na chwilę wyszła tylko…wróci. Wejdzie do tego ogrodu. Wyłoni się z uśmiechem o tam…za rogiem. Schudła troszeczkę przez te wszystkie chemie ale to nic. Będzie lepiej. Ona zaraz wróci… Umarła tylko na moment.

Do zobaczenia Iko.

Ika2.jpgIka3.jpg

17V04

1 komentarz

Podskoczyłam, kiedy Lucius nagle pojawił się w moim przedpokoju. Nigdy nie lubiłam deportacji.
‘Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć.’ – uśmiechnął się dziwnie. Ni to z przepraszająco, ni to niepewnie.
‘Witaj’ – odpowiedziałam i podeszłam do niego z uśmiechem.
Zdziwił się.
Jeszcze bardziej się zdziwił, kiedy zarzuciłam mu ręce na szyję i zadzierając głowę spojrzałam mu w oczy.
‘Czego się napijesz? Właśnie zamierzałam zrobić sobie herbatę’ – powiedziałam
‘Poproszę’ –odparł, a kiedy zniknęłam w kuchni mogę przysiąc, że stał jeszcze chwilę oszołomiony powitaniem.
Zalałam gorącą wodą zielone listki i kuchnię wypełnił jaśminowy aromat. Lucius stanął tuz przy mnie.
‘ Nie pytasz, gdzie byłem’ – stwierdził
‘Przecież i tak mi nie powiesz, prawda? To, po co pytać?’
Spojrzałam mu w oczy.
‘Ważne, że już jesteś’ – dodałam
Obserwował mnie chwilę uważnie, szukając najwyraźniej jakiegoś podstępu. Znów dziwny, niepewny uśmiech zagościł na jego twarzy.
Przeszliśmy do pokoju i Lucius starym zwyczajem rozsiadł się w fotelu.
Zwykle w takich momentach wracałam do przerwanych czynności, lecz nie tym razem.
Z parującą filiżanką w dłoni odwróciłam krzesło w stronę zamyślonego mężczyzny.
Spokojnie i w milczeniu piliśmy jaśminową herbatę.
‘Jesteś jakaś…inna’ – wyszeptał prawie
Uśmiechnęłam się znowu.
‘Chcesz powiedzieć…’
‘Szczęśliwa…’ – wszedł mi w słowo. – ‘Kilka dni temu byłaś…’
Przerwałam mu gestem.
‘Kilka dni mogą być wiecznością. Wieczność może się stać zaledwie sekundą. Czas nie jest naszą własnością. Jaki jest sens tracić coś, czego i tak nie mamy?’
Znów błysk zaskoczenia w stalowym spojrzeniu.
‘Coś cię trapi?’ –zapytałam widząc cień na jego twarzy.
Milczał chwile nie spuszczając ze mnie wzroku.
‘Tak.’
‘Chcesz …?’ – zawahałam się. Tekst w stylu „chcesz o tym porozmawiać?” brzmiał jak na sesji psychoterapeutycznej – ‘Mogę ci jakoś pomóc?’
Znów przeszyło mnie jego spojrzenie.
‘Mój syn Draco…’
Zaczął a ja poczułam jak gwałtownie robi mi się gorąco.
‘…przechodzi chyba właśnie fazę buntu’
Z trudem przełknęłam herbatę, która nagle zrobiła się twarda.
‘Chcesz…rozmawiać ze mną…o Draco?’ – wykrztusiłam
‘Jesteś matką, może wiesz, co się robi w takich przypadkach…’ – odpowiedział i wpatrzył się w dno swojej filiżanki jak gdyby zamierzał odczytać przyszłość z fusów.
Sto tysięcy myśli na minutę zaatakowało mój zszokowany umysł.
‘Lu, ale nie ja jestem jego matką. Poza tym Ty jesteś ojcem, chyba znasz swojego syna?’
‘Tak mi się zdawało. Myliłem się. Zawsze był niepokorny. Jednak teraz stał się wyjątkowo… niesubordynowany’
„Przyganiał kocioł garnkowi” pomyślałam, po czym westchnęłam głośno.
‘Trudno mi podzielić się z tobą własnymi doświadczeniami. Junior nie wchodził w fazę buntu. On w niej tkwi od urodzenia.’ – ostatnie zdanie powiedziałam bardziej do siebie niż do niego.
Lucius prychnął z uśmiechem
‘Pewnie by się polubili’
‘Albo pozabijali’ – odmruknęłam. Znałam stosunek Juniora do rodziny Malfoy’ów.
‘Dlaczego z nim nie porozmawiasz?’ – zapytałam – ‘A twoja…żona? Może ona …? Rozmawiałeś z nią?’
Tak, teraz wyraźnie patrzył ze zdziwieniem.
‘Narcissa nie ma czasu na takie sprawy. Z resztą większość czasu spędza w Europie…’
‘Podobnie jak ty’
Zerknął z ukosa.
‘Ja go nie znam, trudno mi w tej sytuacji o nim mówić. Może powinieneś spędzać z nim więcej czasu? ’– zagadnęłam szybko
Uśmiechnął się.
‘Wiesz? Przyszło mi coś właśnie do głowy… Draco przyjeżdża na wymianę czarodziejów do Paryża. Tak sobie myślałem… że to chyba dobry moment byście się poznali. Co powiesz na wspólne lody? W niedzielę?’

Moja filiżanka z brzękiem upadła na podłogę rozbryzgując dokoła resztki jaśminowej herbaty.

Chciałabym by ktoś mnie czasem porozpieszczał. Tak zwyczajnie, jak rozpieszcza się kobiety. Nie chcę już dłużej wyobrażać sobie tego, że kwiaty które kupuję są od …KOGOŚ. Chcę je dostać spontanicznie, zwyczajnie tak jak dostaje się kwiaty. Chcę czekoladki. To nic, że od nich się tyje! Mam to w nosie, lubię czekoladki. Chcę by KTOŚ zabrał mnie na spacer. By zbudził tuż przed świtem by powitać słońce. By potrafił sprawić niespodziankę. Jest na to tyle sposobów. Potrzebny mi KTOŚ z wyobraźnią by zrozumieć moje pasje i fantazje. I z sercem tylko dla mnie.
Wiem, wiem nie ja jedna tego chcę.
Ale magia istnieje. Wiem to! Czuję! I ciągle czekam by pojawiła się w moim życiu spadająca gwiazda.
Tak, pamiętam…
Be careful what you wish for.

‘DAMN IT’ – miotała się po mieszkaniu ciskając, co jakiś czas przedmiotami,które wpadły jej w ręce.
‘Co się stało’ – zapytał Lucius łapiąc przelatujący wazonik w tulipany i tym samym ratując go przed niechybną zagładą.
Spojrzała na niego a w jej oczach lśniły najzwyklejsze ludzkie łzy.
‘Co się stało?’ – powtórzył z większą troska w głosie i odstawiając wazonik na brzeg stołu nie zauważył jak ten zachybotał się i spadł rozbijając na drobne kawałki.
‘Widać jego przeznaczeniem było umrzeć właśnie dziś’ – skwitował – ‘A teraz mów, co się stało’
‘Właśnie umarły moje marzenia’ – odpowiedziała cicho
Patrzył jej w oczy trzymając za ramiona.
‘Wazonik można posklejać…’ –dodał pospiesznie patrząc na rozbite skorupy. Potem znów spojrzał jej w oczy.
‘Nie patrz tak. Nie będzie dalszego ciągu. Marzenia po prostu umierają i nie da się ich reanimować…Nie można ich posklejać’
Milczał chwilę
‘Co je zabiło?’ – zapytał w końcu
‘Życie’

‚Nienawidzę powrotów do własnych czterech ścian!
Nie tutaj. Nie tak.
Bo były brzózki i deszczyk był majowy…i błyskawice. A teraz pustka. Lodowaty wiatr znów wieje z przestrzeni.’- mówiła z goryczą.
Lucius położył jej dłoń na ramieniu.
Zielony blask monitora nadawał nocy upiornych barw.
‚Chodź’ – powiedział i poprowadził ją na krawędź wszechświata.


  • RSS