maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2004

Nostalgie

5 komentarzy

Obejrzałam właśnie zdjęcia mojego braciszka z wakacyjnych spotkań starej paczki.
Kiedyś do nich należałam. Tak, śmiało mogę to stwierdzić. Może tolerowali mnie tylko do pewnego czasu, bo matki nas razem wszędzie wypychały. Byłam najmłodsza to prawda. Zawsze żałowałam, że nie urodziłam się trochę wcześniej, by być bardziej z nimi… a oni mnie odepchnęli. Robili sobie żarty ze mnie a ja śmiałam się razem z nimi kiedy wpadałam w ich misternie uknuty spisek. Podziwiałam ich.
Teraz jestem wyklęta.
Odrzucona. Bez prawa powrotu. Dlaczego?
Bo o mnie nie mówi się dobrze nigdzie. Wśród rodziny jestem tematem sensacji i skandali. Wiesza się na mnie przysłowiowe psy bo nie jestem taka jak oni. Mam własny sposób na życie. Bez męża, garów, skarpet do prania i koszul do prasowania. Bez wiecznych pretensji. Bo od nikogo niczego nie chcę.
Bo nie rozmawiam o dzieciach i nowych firankach, nie robię na drutach i kiepsko gotuję.
Bo nie mam dochodowej pracy i nie żalę się stale na szefa.
Bo interesuje się magią. Pasjami pochłaniam filmy i uwielbiam włóczyć się w deszczu.
Bo nie jeżdżę na drogie wczasy za granicę.
Bo nie chodzę do kościoła.
Bo potrafię spakować się w pół godziny i wyjechać bez planów podróży.
Bo potrafię wygrać wczasy we Włoszech w audiotele.
I ośmielam się marzyć.
Tak zwyczajnie, spontanicznie i nierealnie.

Patrzę na nich i jest mi żal, że ludzie tak łatwo potrafią kogoś wykreślić i odrzucić.

Mój brat. Jedyny. Zrobiłabym dla niego wszystko o co by poprosił. Dałabym mu wszystko co mogłabym dać. I nie chcę nic w zamian. Tylko trochę akceptacji. Trochę…tolerancji. Trochę ciepła.
Mogę znienawidzić rodziców (choć ciągle szukam dla nich usprawiedliwienia) ale on…
Zawsze będzie dla mnie numerem jeden.

Noc…

6 komentarzy

‚Dlaczego nie śpisz?’ – zapytał stając za nią.
Nie odpowiedziała.
W pokoju jedynym źródłem światła był monitor. Ciszę zakłócał męski głos, śpiewający jakąś balladę w niezrozumiałym języku.
Lucius przysłuchiwał się chwilę
‚Kantoński?’ – zapytał wreszcie
‚Mmmmm…jestem pod wrażeniem’ – odpowiedziała kobieta nie odrywając wzroku od ekranu i mozolnie wbijając ciąg czarnych liter.
‚Któż to?’ – zapytał
‘Ekin Cheng’ – odpowiedziała posłusznie
‘Hmmm…mam konkurencję?’
‘Nie, dlaczego?’
‘To dla niego nie śpisz?’
Nie odpowiedziała.
‘Popatrz na mnie.’
Spojrzała niechętnie. Oczy miała zaczerwienione ze zmęczenia.
‘Chodź tu.’ – przyciągnął ją do siebie zmuszając by wstała z krzesła.
‘Zobacz. To jest twoje łóżko.’ – powiedział sadzając ja tuż obok siebie na jego brzegu.- ‘Dlaczego w nim nie śpisz? Jest niewygodne?’
Rozłożył się na poduszkach i przeciągnął.
‘Nie.’ – stwierdził po czym wyciągnął dłoń i chwytając ja za nadgarstek pociągnął ją delikatnie do siebie.
Nie opierała się. Oparła głowę o jego szeroki tors i przymknęła oczy.
‘Nie chce mi się spać’ – powiedziała
‘Wolisz słuchać jak jakiś facet śpiewa chińskie piosenki o miłości? O 4:18?’
‘Przecież ładnie śpiewa.’ – wymruczała wtulona.
Włosy Luciusa opadły jej na twarz więc mężczyzna delikatnie je odgarnął.
‘Może być’
Chwile trwali w ciszy, słuchając ciepłego głosu Ekina Chenga.
‘Boję się zasnąć’ – wyszeptała sennie
‘Znów…koszmary?’ – zapytał
‘Koszmarów się już nie boję’ – odpowiedziała i zamknęła oczy – ‘Najgorsze są te sny z pozoru przyjemne. Z pozoru, bo kiedy się budzisz żal, że to był tylko sen jest…okropny.’
Lucius nic nie powiedział tylko przytulił ja mocniej, lecz ona mówiła dalej.
‘W snach przychodzą do mnie wszystkie ukryte pragnienia. I kiedy się budzę…wiem, że dla mnie już nie ma nic. Wszystko się spaliło. Wszystko umarło. Są miejsca których nigdy nie odwiedzę i rzeczy, których nie dotknę…ludzie, których nie spotkam i słowa…których nie usłyszę…podobno każdy ma swoje pięć minut…lecz ja znów się spóźniłam na wstępie. Ominęło mnie jakoś…A podobno mam fart…To dlaczego…? Może…to właśnie moje szczęście…że nikt mnie nie kocha…jak w tej piosence…’
A kiedy wreszcie zasnęła. Lucius gładząc delikatnie jej policzek wyszeptał cicho:
‘Wo ai ni’

Epidemia

3 komentarzy

‘Zobacz! No zobacz!! To chyba epidemia jakaś!!!’ – szarpała niespokojnie rękaw jego koszuli i ciągnęła do pokoju
‘Co się stało?!’ – zdążył zapytać nim dotarli do drzwi
‘Korek jest chory’ – Mae ze łzami w oczach pochyliła się nad czarnym chowańcem
Lucius zmrużył oczy i bacznie przyglądał się zwierzęciu.
‘Jakie objawy?’ – zapytał krótko
Odpowiedziała machinalnie
‘Wymiotuje, ma biegunkę i…nie chce nic jeść. Zawsze rzucał się na wędlinę a teraz? Sam zobacz!’
Podsunęła zwierzakowi kawałek mięsa pod pyszczek. Chowaniec spojrzał na Mae swoimi żółtymi oczami jak gdyby mówił :”Dzięki za dobre chęci, ale nie dam rady”
Lucius westchnął. Teraz Mae spojrzała na niego.
‘Lu?’
‘Przepraszam cię’ – powiedział, na co jej źrenice rozszerzyły się ze zdumienia i grozy – ‘Nie wiem jak to się stało. Szpiedzy Lorda są jak widać wszędzie…’
Ostatnie zdanie powiedział jak gdyby do siebie.
‘O czym ty mówisz?’ – wpatrywała się w mężczyznę tuląc do siebie nieszczęsne zwierzę jak gdyby chciała je chronić przed tym co za chwilę usłyszy.
Lusius westchnął ponownie
‘Obawiam się, że twój chowaniec został otruty. A ja jestem prawie pewien kto za tym stoi.’
Zgroza wymalowała się na jej twarzy. Otwierała usta lecz nie mogła wydobyć słów.
‘Nie martw się. Jeszcze nie jest za późno. Dobrze, że przysłałaś mi sowę tak szybko. Przyślę wam specjalistę i na pewno coś da się zrobić’
‘Ale…kto? Dlaczego? Za co?’ – wykrztusiła wreszcie
‘Kto- powiem ci już niebawem.’ – zaczął a widząc jej nagły protest dodał szybko – ‘Powiem ci wszystko co chcesz usłyszeć. Chyba już pora byś poznała zagrożenie. Dlaczego? Na to pytanie chyba nie jestem w stanie odpowiedzieć. Pobudki tego…KOGOŚ są dla mnie często kompletnie niezrozumiałe. Śmiem przypuszczać, że z czystej złośliwości. Za co?’ –urwał i wpatrzył się jej w oczy
‘Za to, że jest twój.’

Stało się

3 komentarzy

‘Powiedz, że nie miałeś z tym nic wspólnego!’ – powiedziała miast powitania.
Lucius zmarszczył brwi wyraźnie nie rozumiejąc.
Odwiesił pelerynę na której srebrem lśniły krople rosy.
‘Z czym?’ – zapytał, kiedy Mae dłuższą chwilę nie mówiła nic więcej. Wpatrując się uważnie w jego stalowe oczy.
‘Z…odejściem Salazara’ – głos załamał jej się lekko.
Obserwował ja krótką chwilę a potem powoli pokręcił głową.
‘Ale nie mogłem też nic zrobić, by to się nie stało’ – wyszeptał prawie
Stali w korytarzu i żadne nie poruszyło się nawet. Mrok powoli wpełzał do mieszkania przez otwarte drzwi…W ciszy słychać było bicie serca.
‘To znaczy, że…wiedziałeś?!’ – zapytała nie swoim głosem. Skinął głową.
‘Od początku?!’
Spojrzał na nią tak jak patrzy się na dziecko, które zadaje niemądre pytania.
‘Wiedziałeś i…pozwoliłeś jej wyjechać?’
‘Przepraszam Cię bardzo! Nie jestem aniołem stróżem twojej przyjaciółki.’ – niebezpieczny błysk pojawił się w jego spojrzeniu – ‘Nie mam prawa ani obowiązku mieszać się do jej decyzji…Ani na to najmniejszej ochoty! Gdybyś zatem zechciała przestać mnie atakować kiedy tylko pojawiam się w drzwiach byłbym Ci wdzięczny! Wystarczy mi ochranianie twojego niemożliwego, niesubordynowanego – i wybacz mi, że to mówię – często bezmyślnego w swych decyzjach istnienia!’
Jej brwi uniosły się w górę. Nieprawdopodobne! Poniosło go! Pierwszy raz od niepamiętnych czasów…
Odetchnął głęboko i wyprostował się.
‘Przepraszam’ – bąknęła –‘Zbyt wiele nagromadziło się emocji…Teraz jest tutaj sama…’
Przytulił ją bez słowa. Zupełnie jak gdyby to ona straciła panowanie nad sobą i wymagała teraz pocieszenia.
‘Spójrz na to z innej strony’ – przemówił łagodnie – ‘Teraz już nic jej tutaj nie trzyma’


  • RSS