maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2004

Zachwyt nad kreską

3 komentarzy

Poprostu piękne.

IndexImage2bis.jpg
http://www.danyanddany.com/

***

Brak komentarzy

‘Co tu się dzieje?’ – zapytał Lucius wchodząc do pokoju.
Mae odwróciła głowę przerywając wycieranie z twarzy wampira krwistej plamy jedwabną chusteczką.
‘Witaj Lu’ – powiedziała z uśmiechem – ‘Nic się nie dzieje. Siedzimy. Rozmawiamy. Napijesz się czegoś?’
Wstała z kanapy. Wampir westchnął głośno.
‘Tak, chętnie.’ – odparł Lucius nie spuszczając z niego oka.
Mae podeszła do niego i przywitała całując w policzek. Potem zniknęła w kuchni.
‘Wiesz co?’ – zagadnął Lucius wampira, podchodząc blisko by Mae nie słyszała o czym mówią –‘Jeśli chcesz jej pilnować, rób to tak jak do tej pory. Niezauważenie.’
‘Czyżbyś czuł się zagrożony?’ – zapytał uszczypliwie wampir
‘Nie schlebiaj sobie.’ – powiedział Lucius z przekąsem – ‘Po prostu chyba jest nas tu za dużo o twoją osobę.’
‘Czy możecie natychmiast przestać!’ – nie zauważyli kiedy Mae stanęła w drzwiach. Zmieszali się.
‘Powiedz mi, co on tu robi?’ – odezwał się do niej Lucius – ‘I gdzie był kiedy był naprawdę potrzebny?’
‘Nic nie wiesz o mnie i moich sprawach’ – uciął wampir groźnie
‘Dosyć!’ – krzyknęła – ‘Przestańcie. Słyszycie?!’
Popatrzyli na nią zdziwieni.
‘Potrzebuję was obu, skoro jednak nie potraficie się porozumieć … Dam sobie radę sama!’
‘Mae…’ – zaczął Lucius, lecz uciszyła go gestem
‘Natychmiast macie zniknąć!!!’
Zacisnęła powieki tak, że zaczęły jej wirować czerwone plamy przed oczami.
Przez chwilę poczuła chłodny dotyk na ustach. Kiedy znów otwarła oczy była sama.

Memory remains

Brak komentarzy

Pamiętam.
Zapach miasta nocą. Gra świateł w sennych źrenicach. Krakowskie noce w ciasnych zadymionych knajpkach. Pamiętam jak drgała w nas ostatnia nuta muzyki wygranej tej nocy. Papieros w ustach i to spojrzenie, kiedy wyznałam cicho, że mogłabym teraz żyć wiecznie. Dla takich nocy. Dla tych oczu pełnych gwiazd.
Spotkałam Cię przecież. W ciasnej uliczce tuż obok krakowskiego zakątka…czy jakkolwiek zwie się to miejsce. Pamiętasz? Czytaliśmy książki pijąc jakieś wino. I choć wiedziałam, że jesteś daleki byłam tam z Tobą. Nasze serca biły jednym rytmem. Wiedziałeś o tym, prawda?
Dla takich nocy mogłabym umrzeć.
Niech ktoś przyjdzie i zabierze mnie tam… chcę znów to poczuć.

„Hello”

Brak komentarzy

playground school bell rings again
rain clouds come to play again
has no one told you she’s not breathing?
hello i’m your mind giving you someone to talk to
hello

if i smile and don’t believe
soon i know i’ll wake from this dream
don’t try to fix me i’m not broken
hello i’m the lie living for you so you can hide
don’t cry

suddenly i know i’m not sleeping
hello i’m still here
all that’s left of yesterday

/EVANESCENCE/

Forsaken

2 komentarzy

I’m over it.
You see I’m falling in a vast abyss
Clouded by memories of the past
At last I see

I hear it fading
I can’t speak it
Or else you will dig my grave
You feel them finding
Always whining
Take my hand
Now be alive

You see I cannot be forsaken
Because I’m not the only one
We walk amongst you
Feeding, raping
Must we hide from everyone

I’m over it
Why can’t we be together?
Endlessly
Sleeping so long
Taking off the masks
At last I see

My fear is fading
I can’t speak it
Or else you will dig my grave
You fear them finding
Always whining
Take my hand
Now be alive

You see I cannot be forsaken
Because I’m not the only one
We walk amongst you
Feeding, raping
Must we hide from everyone

You see I cannot be forsaken
Because I’m not the only one
We walk amongst you
Feeding, raping
Must we hide from everyone

Everyone
Everyone

/Queen of the Damned
Dave Draiman-Forsaken/

Mrrr…marzy mi się, żeby to zaśpiewał Mariusz z Riverside :]

***

4 komentarzy

‘Jesteś dziś jakaś…promienna’ – w głosie mężczyzny dało się wyraźnie wyczuć niepokój.
‘Zmiany i adrenalina’ – odpowiedziała z uśmiechem.
Potem podbiegła do niego i zarzuciła mu ręce na szyję.
‘Mario, mój Mario. Strasznie się cieszę, że tkwisz przy mnie, kiedy ja jestem tak niestabilna emocjonalnie’
Mężczyzna zmieszał się lekko, lecz nawet cień rumieńca nie zagościł na alabastrowej skórze jego twarzy.
Zimne dłonie spoczęły delikatnie na jej plecach a cień uśmiechu przemykający przez jego twarz odsłonił na chwilę nienaturalnie długie kły.
‘Opowiesz mi o tym?’ – zapytał przyciągając ją do siebie
‘Pewnie. Napijesz się czegoś najpierw?’ – zapytała z błyskiem w oku przechylając zalotnie szyję.
Mężczyzna zadrżał wyraźnie i głośno wciągnął powietrze ze zdumienia.
Zaśmiała się głośno i zwinnie wymknęła z jego ramion.
‘Nawet o tym nie myśl. Mam dla ciebie coś innego.’ – wyciągnęła z lodówki zalakowaną butelkę ciemnego gęstego płynu.
‘Świeża dostawa’ – potrząsnęła butelką
Mężczyzna wziął głęboki oddech
‘Nie kuś mnie tak więcej’ – powiedział poważnie – ‘Jesteś okrutna wiesz?’
‘Wiem.’ – powiedziała z szelmowskim uśmiechem – ‘I za to najbardziej mnie lubisz, prawda?’
Pokręcił tylko głową lecz znów uśmiech pojawił się w jego zielonych oczach.
‘A co zrobisz, jeśli kiedyś nie wytrzymam i dam się sprowokować?’ – zapytał odbierając od niej kieliszek czerwonej substancji
‘Przyjmę swój los z pokorą’ – odparła udając skromność – ‘Jestem pewna, że będzie naprawdę przyjemnie.’
Dodała opuszkami palców muskając zmysłowo jego lekko rozchylone usta.
Mężczyzna wzniósł tylko oczy ku niebu i ruszył za znikającą w drugim pokoju kobietą.

***

Usiedli na przestronnej kanapie. Mae nie zwracając uwagi na trzymany przez mężczyznę kieliszek przytuliła się do niego mocno.
‘Jak udał się koncert?’ – zapytał wampir przytulając ją do siebie i starając się jednocześnie nie rozlać czerwonego płynu
‘Super. Oni są naprawdę wyjątkowi…’ – wymruczała wtulając się w niego. – ‘A ten ich wokal ma coś z wampira wiesz?’
‘Serio?’ – mruknął wdychając zapach jej włosów.- ‚A ta sukienka to zdobyczna na którymś z nich?’
‚Jak możesz!’ – szturchnęła go pod żebro – ‚To nie sukienka! To koszulka! Tyle, że nie było mniejszych. A oni nie noszą sukienek! To 100% mężczyźni!’
‚Tak? Skad wiesz?’ – zapytał zaczepnie
‚Poprostu wiem. Nie może być inaczej. I nie drocz sie ze mną.’
Zaśmiali się.
Czuła jak ciepło jej ciała ogrzewa powoli chłód ciała mężczyzny więc objęła go ramieniem.
‘No, a wokal jest naprawde taki… nierzeczywisty kiedy stoi na scenie i śpiewa tym swoim magnetycznym głosem. Tylko wiesz co? Kiedy byłam młodsza inaczej bawiliśmy się na koncertach.’
‘Tak…pamiętam…’ – mruknął prawie niedosłyszalnie
‘Było w nas coś dzikiego. Jakieś pokłady energii którą wyrzucaliśmy z siebie właśnie przy takich okazjach. Teraz ludzie stoją i słuchają. Ma to swój niezaprzeczalny urok, jednak spodziewałam się więcej pasji…Więcej uczucia widocznego na twarzach słuchaczy. Potem pojechałam do Warszawy i spotkałam się z dziewczynami. Było strasznie energetyzująco. No dobrze trochę marudziłam, ale to dlatego, że mugol odszedł…’
‘Tak?’ – mruknął wampir zainteresowany, lecz Mae zignorowała to
‘Za to Lucius wrócił…’
Mężczyzna zesztywniał lekko.
‘Wrócił?’
‘Mhm’
‘Coś wyjaśnił? Dlaczego tak nagle?’ – wampir odsunął ją lekko by sięgnąć po kieliszek. Głos miał lekko zduszony, jak gdyby zaschło mu w gardle.
‘Nie. Ale nie obchodzi mnie to. Potrzebuję go.’ – odpowiedziała zamyślona
‘Nie sądzę…Jestem przekonany, że sama sobie świetnie poradzisz.’ – mężczyzna zanurzył usta w krwistym płynie
‘Chyba nie jesteś zazdrosny o Lucius’a?’ – zapytała nagle podnosząc się. Kropla szkarłatu spłynęła z kącika ust wampira.
‘Nie wolno ci…wiesz przecież! Jesteście mi obaj potrzebni, nie możesz…’
‘Nie obawiaj się.’ – przerwał jej rozmazując czerwień w okolicy ust.
Spojrzała na niego czujnie, lecz uśmiechnęła się zaraz.
‘Pokaż.’ – szepnęła a potem pochyliła się aby zetrzeć z jego ust smak krwi.

Sunday Night

4 komentarzy

„(…)Chciałabym spakować walizki i nie oglądając się za siebie odejść.
Sama pójdę. Choć ciężko unieść bagaż doświadczeń. Dam sobie radę. Zawsze sobie daję radę. Czasem lepiej, czasem gorzej, ale zawsze.
Znów podatna jestem na ból.
Nie będę zatem kontaktować się ze światem. Dopóki mój pancerz nie stanie się na tyle twardy, że poczuję się znów bezpieczna.
Odeszli obaj. O jednym staram się nawet nie myśleć by nie stracić zmysłów. Drugi zaś…już najwyższy był czas po temu aby odszedł.
To dziwne, bo powinnam przecież czuć ulgę, że to, co było skończyło się. Że dość już huśtawki nastrojów i niepewności związanej z tamtym człowiekiem. Ale ja się przyzwyczajam do ludzi. Nie lubię, kiedy odchodzą. A on był mi bliski, choć ranił. Czasem może nie świadomie. Siła zobowiązań wobec niego jest ogromna. Spłacę przynajmniej część tego długu. Już wkrótce.
Mam przeogromna potrzebę przytulenia się teraz do kogoś. Zwalczę to. Tak trzeba. I już nigdy nie zdejmę swej zbroi.(…)”

Mae skończyła pisanie listu i odłożyła pióro. Wstała i podeszła do okna. Głęboka noc leżała już nad światem.
Cichy szelest za jej plecami sprawił, że odwróciła się szybko.
Na widok cienia w przedpokoju serce zaczęło walić jej jak młot.
Postać powoli weszła do pokoju.
Łzy zalśniły niczym diamenty w oczach kobiety, na widok znajomej sylwetki. Zrobiła krok w stronę gościa, lecz on powstrzymał ją gestem dłoni.
Ramiona opadły jej wzdłuż ciała niczym przytłoczone ogromnym ciężarem. Powoli odwróciła wzrok. Stanęła tyłem do gościa i oparła czoło o lodowatą szybę okna. Omal nie połamała paznokci zaciskając kurczowo palce na kamiennym parapecie.
Poczuła jak mężczyzna staje za nią. Dotyk aksamitnego płaszcza przyprawił ją o gwałtowny dreszcz. Jego oddech na jej szyi…blisko. Muśnięcie włosów.
Odwrócił ją szybko mocno ściskając za ramiona.
O nic nie pytając więcej, wczepiła się w niego kurczowo. Łzy popłynęły strumieniem na jedwabną kamizelkę pod rozpiętym płaszczem. A potem była już tylko noc. Otulająca ich aksamitną czernią.

***

Kiedy wstał blady świt Lucius przeciągnął się lekko i przyciągnął do siebie rozgrzane snem ciało kobiety.
Leniwie otwarła jedno oko i przylgnęła do niego jak gdyby miał zaraz stać się sennym wspomnieniem.
‘Nigdy więcej mnie tak nie zostawiaj’ – mruknęła
Odpowiedziało jej westchnienie.
‘Nigdy więcej nie miej przede mną tajemnic’ – wyszeptał

Dziś…może jutro

6 komentarzy

Świt zastał ją w łóżku samą i zziębniętą.
Nie znosiła mężczyzn, którzy znikali przed świtem.
Ten jednak był wyjątkiem, choć uczucie pustki rano było przytłaczające.
Zadzwonił telefon.
‘Słucham?’
‘Czy ty mnie czasem nie unikasz?’ – męski głos pełen pretensji od razu „poprawił” jej nastrój
‘Witaj, co słychać?’ – zapytała z ironią
‘Kiedy ostatni raz byliśmy w łóżku?’ – wypalił rozmówca
‘Życie to nie tylko łóżko. I dobrze o tym wiesz.’ – odwarknęła czując jak podnosi jej się poziom żółci w żołądku
‘Sama sobie szkodzisz, wiesz? Przestałabyś być tak dziecinna.’
‘Wybacz, ale mam dużo spraw na głowie i nie mam czasu na spotkania towarzyskie. Poza tym nie stać mnie na to.’
‘Zatem nie znajdziesz dla mnie czasu? A z resztą jak sobie chcesz. Mam to gdzieś. Widać już w ogóle nie jestem ważny’
„TAK, MAM TEGO DOSYĆ. TRAKTUJESZ MNIE JAK RZECZ. NIE BĘDĘ WIĘCEJ PANIENKĄ DO PIEPRZENIA. BO JA NIE JESTEM TYLKO DO ŁÓŻKA! MAM UCZUCIA!!!! A W OGÓLE DAJ MI ŚWIĘTY SPOKÓJ!!!!!. RZYGAM FACETAMI!!! TO KONIEC! KONIEC!!! WIESZ, CO TO JEST KONIEC? WŁAŚNIE TO!…Koniec…”
Chciała wrzasnąć w słuchawkę. Już otworzyła usta:
‘Jesteś ważny…’ – powiedziała tylko. Miała dosyć. Było jej niedobrze.
‘Przepraszam, jestem ostatnio nie w humorze. Zobaczymy się niebawem. Obiecuję’
Odłożyła słuchawkę. I poszła pod prysznic zmyć niesmak własnej słabości.

Nocą

2 komentarzy

Siedziała przy oknie niemo wpatrzona w noc.
Czarny kształt zmaterializował się w jej pokoju. Odwróciła się z błyskiem w oku.
‘Ty?’ – zdołała tylko tyle wykrztusić, bo łzy ścisnęły jej gardło
‘Przykro mi. To tylko ja’ – powiedział mężczyzna wynurzając się z mroku w smugę księżycowego blasku
Jego ciemnobrązowe włosy zalśniły w srebrnym świetle jak obsypane diamentami.
Patrzyła na niego z rozpaczą w oczach.
‘Ty zawsze jesteś przy mnie. Nawet, kiedy nie pozwalasz się dostrzec wiem, że jesteś. Ale…’
‘Wiem, jak trudno patrzeć, kiedy ktoś, kogo kochasz odchodzi. Wierz mi, że nikt nie wie tego lepiej ode mnie.’
Patrzyła na niego przez łzy.
‘Ty wiesz, prawda? Wiesz wszystko?’ – stwierdziła bardziej niż spytała
Skinął głową i podszedł jeszcze bliżej. Teraz księżyc lśnił w jego oczach fosforyzująco.
Wyciągnął ramiona a ona powoli podeszła i wtuliła się w niego.
‘Czy on…już nie wróci?’ – zapytała zduszonym przez jego koszulę głosem
‘Tego niestety nie wiem’ – odpowiedział cicho, gładząc smukłymi bladymi palcami jej włosy.
‘Tęsknię…’ – zaszlochała
‘Chciałbym móc powiedzieć, że nie był wart ciebie…ale nie mogę’
‘…’
‘Mogę jedynie…zostać do rana. Zostałbym dłużej, ale sama rozumiesz…’ – wzruszył nieznacznie ramionami
Parsknęła śmiechem zmieszanym z łzami.
‘Dziękuję.’ – szepnęła i znów wtuliła się w aksamitną czerń jego ramion.

Pay time

2 komentarzy

Dwaj mężczyźni stali w nogach łóżka obserwując śpiącą kobietę. W końcu wampir odezwał się cicho
‘Obaj zawiedliśmy’
‘Co masz na myśli’ – Lucius spojrzał na swojego towarzysza
‘Nie spisaliśmy się. Ot co. Przechytrzyła nas. Albo ON nas przechytrzył.’
‘O czym ty mówisz na brodę Merlina!’
‘Niczego nie zauważyłeś?’ – wampir kpił już teraz z Luciusa
‘Patrz na jej przedramię, zadufany w sobie arystokrato.’
Lucius zacisnął zęby z wściekłości, lecz kiedy podążył wzrokiem za smukłym palcem wskazującym wampira krew odeszła mu z twarzy.
Przed jego oczami szydził sobie z niego w najlepsze mroczny znak Lorda Voldemort’a.
Lucius zachwiał się.
‘Co zamierzasz z tym zrobić?’ – zapytał wampir obserwując Luciusa, lecz ten nie potrafił wydobyć z siebie słowa. Nagle drgnął. Nie spuszczając wzroku z mrocznego znaku tyłem opuścił pokój by tuż za drzwiami deportować się z hukiem. Wampir skrzywił się z niesmakiem a kobieta poruszyła się niespokojnie.
‘Chyba już wiem, co zamierza’ – powiedział do śpiącej przesuwając dłonie przed jej twarzą i pogłębiając jej płytki teraz sen. – ‘Jestem pewien, że to ci się nie spodoba moja droga.’

***
Mae siedziała właśnie przed komputerem pogrążona w pisaniu.
Lucius pojawił się za jej plecami niezauważony.
‘Więc jednak?’ – powiedział a ona drgnęła mocno zostawiając na ekranie monitora ciąg bezsensownych znaczków
‘Lu, czy mógłbyś się tak nie skradać, kiedy piszę?’ – odwróciła się do niego z uśmiechem lecz spoważniała na widok jego twarzy.
‘Co się dzieje?’ – wstała i podeszła do niego. Unikał jej spojrzenia???
‘Lu?’
‘Znasz już swój czas?’ –zapytał z westchnieniem
‘Tak. Ty też go znałeś. Planowaliśmy to przecież…’
Podniósł dłoń przerywając jej.
‘Chciałbym cofnąć to wszystko. Nigdy cię nie spotkać’ – wyznał nagle
Patrzyła na niego zdumiona czując jak wzrasta w niej panika.
Kiedy spojrzał jej wreszcie w oczy zmroziło ją zdecydowanie które w nich dostrzegła.
‘Luciusu, nie’ – wyszeptała niemal bezgłośnie
‘To już koniec. Wszystkie plany idą w niepamięć.’ – powiedział chłodno
‘Chciałem tego uniknąć ale byłem zbyt …’ – zamilkł, a potem dodał:
‘Żegnam panią, Pani de Witch.’
Odwrócił się i opuścił jej mieszkanie
‘Lu!’ – wybiegła za nim jak stała choć jesień była już zimna.
‘Co się stało???!!!’ – krzyknęła
Zatrzymał się i spojrzał na nią
‘Nie potrafiłem cię ochronić.’ – wskazał na jej przedramię, a ona choć nosiła długi rękaw przesłoniła miejsce z mrocznym znakiem drugą dłonią.
‘Nie rozumiesz. To wcale nie tak…’ – wyszeptała
‘To już bez znaczenia’ – powiedział
‘Jak to?’
‘To koniec, rozumiesz? Koniec wszystkiego. Koniec nas, koniec, koniec koniec!’
Ruszył przed siebie.
‘Lucius!’ – krzyknęła za nim
Odwrócił się gniewnie.
‘Daj mi spokój!’ – warknął
‘Co to znaczy Koniec?’ – naciskała
‘Nie rozumiesz? Koniec to Koniec’ – odwrócił się aż zafurczały poły jego płaszcza.
Tego płaszcza, który znała tak dobrze…
‘Trzeba było mnie zabić…’ – wyszeptała.
Zatrzymał się. Stał odwrócony do niej plecami. W zamyśleniu wodząc dłonią po swojej nieodłącznej lasce. Pokusa była ogromna…
Po chwili, która zdała się jej być wiecznością ruszył przed siebie bez słowa.
‘Lu…’- szepnęła bo łzy nie pozwoliły jej na nic więcej , lecz on już jej nie słyszał.


  • RSS