maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2004

Pomarzyć…

3 komentarzy

j1.jpgj2.jpgj3.jpg

10 komentarzy

Od rana strasznie bolała ją głowa. Nie była w stanie skupić na niczym myśli i zaczynało jej być już naprawdę niedobrze, kiedy wzmagający się wiatr przyciągnął jej uwagę. Podeszła do okna przyglądając się z niedowierzaniem nadchodzącej nawałnicy.
Odgłos strzepywania śniegu w korytarzu nie oderwał jej od wpatrywania się w szalejący za oknem żywioł.
‘Zobacz Lu, to Mgła!! Widziałeś? Mgła wylądowała na moim tarasie!!!’
Odezwała się nie odwracając wzroku od przelatujących za oknem polewaczek, grabi i fragmentów siatki wyrwanej z ogrodzenia.
‘Zapomniałam, że jest taka piękna…’ –dodała – ‘Ale chyba zdewastuje całą okolicę jak nie przestanie tak machać skrzydłami’
Smok machnął skrzydłami jeszcze mocniej strząsając z nich wodę.
Padający deszcz chlusnął wprost w szyby okna, w którym stała Mae.
‘Dziękuję Mgło.’ – wyszeptała – ‘Tu nigdy krople deszczu nie płyną po szybach…’
Przesunęła palcem podążając za sunącą z drugiej strony kroplą.
‘Lu?’ – odwróciła się zdumiona ciszą jaka nastała
‘Przepraszam, ale to tylko ja’ – w drzwiach stał Profesor Severus Snape zlewając się prawie zupełnie z mrokiem panującym w korytarzu.
Mimo to nie dało się nie zauważyć, że ma lekko zaczerwienione policzki i jakieś lśniące drobinki pokrywają jego płaszcz.
‘Trochę pada’ – skwitował jej wzrok
‘Profesor..? Czy coś się stało?’
Snape uśmiechnął się krzywo.
‘Proszę. Nie znoszę fałszywej skromności.’
Spojrzała na niego unosząc w zdumieniu brwi. Silny ból zmusił ją jednak do odruchowego chwycenia się za skronie.
‘Właśnie to mnie sprowadza.’
Podszedł do niej i zdecydowanie odsunął jej ręce a potem sam dotknął jej skroni.
‘Profesorze. Ma Pan zimne palce…’ – szepnęła ale nie śmiała się poruszyć.
‘Cicho.’ – uciął a potem stał chwilę jak gdyby nasłuchując.
Minutę może dwie, a potem odsunął się nagle i powiedział:
‘Proszę jeszcze zażyć te dwie pigułki’ – wyciągnął dłoń a ona posłusznie przyjęła je od niego.
Upewnił się, że zażyła poczym gestem nakazał jej położenie się do łóżka.
Poczuła się jak mała dziewczynka, którą wreszcie ktoś się zajął.
Profesor przysiadł na brzegu jej łóżka i wpatrzył się w szalejące za oknem niezliczone hektolitry wody.
Czuła, że to nie wszystko.
‘Mam dla was dobrą radę.’ – zaczął – ‘I zarazem prośbę.’
‘Dla NAS?’ – zapytała zdumiona lecz podniósł tylko dłoń zirytowany, że mu przerwano.
‘Będą WAS mniej bolały główki i mniej dręczyły koszmary, jeśli zajmiecie się czymś…innym niż ciągłe rozmyślanie jak się spotkać. Wasze ciągłe sygnały…’
Przerwał i wstał a ona nadal patrzyła na niego zdumiona.
‘Wasze próby nawiązania kontaktu…’ – żachnął się. – ‘My nie możemy być ciągle na każde wasze zawołanie. Mamy swoje sprawy. I muszę zauważyć, że są bardziej poważne niż wasze spotkania przy winie i świecach.’
‘Jestem przekonana, że gdyby nam tak usilnie nie wzbraniano bezpośrednich kontaktów i gdyby nie zakłócano nam tych, które w końcu udaje nam się zorganizować mielibyście PANOWIE zdecydowanie mniej roboty.’ – powiedziała nagle.
‘Nie rozumiem, o czym pani mówi, pani de Witch’
‘Ależ rozumie pan doskonale Profesorze. Pozwolę napomknąć tylko o jednym fakcie, bądź zjawisku stale towarzyszącym naszym spotkaniom. Burza. ZAWSZE jest burza! Proszę mi nie mówić, że celowo wybieramy sobie niekorzystną aurę. Kiedy cały dzień jest zabójczo piękny i nagle niebo zasnuwają ciężkie chmury i pada taki deszcz jakiego świat nie widział. Poza tym muszę powiedzieć, że WASZE, gdzie indziej urocze towarzystwo czasem bywa irytujące…’
‘Proszę?!’ – obruszył się teraz nie na żarty
‘Proszę mi wybaczyć, ale czasem chciałybyśmy pobyć razem bez waszej nieustającej inwigilacji.’
‘Obawiam się, że Wasza niesubordynacja jest powodem naszej obecności, pani de Witch.’
‘A ja myślę, że to po prostu brak szacunku i zaufania Profesorze!’ – nie wytrzymała.
Patrzył na nią wściekły i zdumiony zarazem.
‘Znamy się już tyle lat Profesorze. Powinien pan pewne rzeczy już wiedzieć. Powinien pan wiedzieć komu …powinien pan bardziej ufać…przynajmniej Catty.’
‘Czas na mnie.’ – uciął i ruszył w stronę drzwi
‘Profesorze!’ – krzyknęła za nim.
Odwrócił się szybko. Jak to miał w zwyczaju.
‘Nie chciałam pana urazić…’ – powiedziała niepewnie
Milczał chwilę przyglądając się jej skulonej na łóżku, z kolanami pod brodą.
‘My się tylko o was martwimy Maelen de Witch. Czas byście to zrozumiały.’
Wyszedł zostawiając ją samą.
Za oknem wodna nawałnica zmieniła się nagle w wirującą chmurę białego puchu.
Brudny, mokry i wysmagany wiatrem świat przykrył pierwszy śnieg.

***

3 komentarzy

Nocny majak…
Znów stąpa pośród chmur. Ich dotyk jest przyjemnie chłodny. A jej stopy rozpalone niczym ogień. Tuż przed chwilą zaśmiewała się do łez wirując w tańcu objęta ramionami wampira.
Teraz bada stopami eteryczny ‘grunt’ jak ktoś, kto próbuje wejść do rzeki…Obłoki skręcają się u jej stóp niczym rzeczne wiry, a on brodzi w nich po kostki…Mgła, mętny opar unoszący się z tej nieziemskiej toni dotyka go, oplata niczym czułe palce kochanki…
‘Gdybym była piękna zrobiłbyś to prawda?’
Zatrzymał się nie odwracając w jej stronę.
‘Nie zawahałbyś się ani sekundę. Zostawiłbyś mnie dla siebie…A wtedy on już nie mógłby mnie dosięgnąć. Gdybym była piękna.’
Spojrzał jej w oczy a ona już wiedziała.
‘Chcę byś naprawdę odszedł.’
Smutek w jego oczach…
‘Wiesz, z czym to się wiąże…’
‘Tak, wiem. Niech zatem wrócą koszmary.’

***

Usiadła na łóżku zlana potem. Oddychała szybko, boleśnie. Jej szyja płonęła. Próbowała odwrócić głowę, lecz to tylko pogarszało sytuację.
Dotknęła palcami źródła tego bólu. Na jej palcach zalśniła rubinowo jej własna krew.
‘Mae?’ – spojrzała w stronę skąd dobiegł głos. Lucius stojąc w drzwiach dostrzegł krew na jej dłoni. Zbladł a potem ogarnęła go furia.
‘GDZIE JESTEŚ DRANIU!!!!!????’ – krzyknął
‘Lu! Lu!!!’ – zerwała się z łóżka chwyciła go za ramię –‘Zgodziłam się na to!’
Szarpnęła go mocniej a on spojrzał na nią zdumiony.
‘Nic mi nie będzie.’ – uspokoiła go
‘Ale…Dlaczego???’ – zapytał
‘Tylko tak mogłam odesłać go na zawsze.’

4 komentarzy

Nie umiem pisać
Nie umiem żyć
Składam się z ciała, które do niczego się nie przydaje.
I nie mogę go odrzucić, zmienić, bo to nic nie da.
Usterka jest w środku. We mnie.
Brakujący trybik w zegarku. Jedno małe zębate kółeczko i nic nie działa jak powinno.
Wskazówki kręcą się chaotycznie i nie odmierzają czasu mego istnienia.
Odmierzają szaleństwo. Kropla po kropli mojej krwi.
Odchodzę. Powoli. W bezmiar mgły tłoczącej się za mym oknem.
Deszcz i mgła. To, co kocham najbardziej będzie mi dane już wkrótce.
I nie chcę palić mostów. Zbyt wiele już spłonęło. Niektóre jeszcze dogorywają.
Stoję w otwartym oknie i czuję jak mgła osiada na mych włosach, ubraniu, meblach w pokoju…Nie umiem pisać. Mam dłonie a jakby nie moje, mam oczy a jakby obce. Bo inny świat widzę teraz.
To opakowanie, które mi dano nie podoba mi się. To jakiś towar drugiej kategorii…
Nawet nie czuję już przemijania…
Kto mi zabrał skrzydło?
Może już nigdy nie wrócę. Może nie dolecę…

Kolejny sen.

2 komentarzy

Nie ma gruntu pod stopami a ona zawieszona jest pośród czarnych burzowych chmur. Z mroku wyłania się postać mężczyzny i zbliża się szybko.
Teraz dopiero rozpoznaje go.
‘Mario’ – szepcze wyciągając ramiona. Mężczyzna ujmuje jej dłonie i przytula ją mocno.
‘Będzie tak jak dawniej. Ja będę tutaj a Ty tam.’ – szepcze a jego głos jest odbijany echem od ciężkich chmur.
‘Ale ja chcę byś znów był…fizyczny. Namacalny nie taki…odległy i zimny.’ – odpowiada
Mario śmieje się cicho.
‘Nigdy nie będę fizycznie ciepły. Tu będę cię strzegł. Zawsze.’
‘Chce cię dotknąć’
‘Dotykasz’
‘Ale nie tak…Tu jesteś taki nierealny…’
‘Tu jestem wszechmocny.’ – uśmiechnął się – ‘Gdzie pragniesz się znaleźć?’

Bardzo, bardzo proszę :]

Club MTV link do Witryny Roku

Radio 94

***

8 komentarzy

Stała w oknie wpatrzona w liście porywane wiatrem.
Mężczyzna podszedł do niej i objął ją ramionami.
‘Zamyślona? Nad czym?’ – zapytał
‘Jesień.’ – odparła krótko
‘Jesień.’ – przytaknął
‘Ale…Co ty tu robisz?!’ – ocknęła się nagle odwracając w jego stronę – ‘Jeszcze słońce nie zaszło!!’
‘To nie ważne.’ – powiedział. Teraz zauważyła czarne rękawiczki na jego dłoniach.
‘Chciałem móc podzielić z tobą tę chwilę’
‘Nic ci nie będzie?’ – zapytała przejęta
‘Nie. Jest już wieczór. Słońce prawie zaszło i do tego te chmury. Ale to miło, że się martwisz.’
‘No wiesz?’ – obruszyła się i odwróciła znów do niego plecami. Objął ją znowu a ona oparła się o niego wygodnie
‘Piękna jesień’ – powiedział
‘Proszę, proszę’ – dobiegło ich od strony drzwi
Lucius wkroczył dumnie wyprostowany do pokoju.
‘Nie spodziewałem się ciebie tutaj tak wcześnie. Nie przeszkadzam? – głos miał mało przyjacielski
‘Już przeszkodziłeś, więc teraz to bez znaczenia’ – odparł wampir
‘Panowie!’ – ucięła wymianę zdań Mae – ‘Wasze kłótnie doprowadzają mnie do szału!’
Milczeli.
‘Zepsuliście piękną chwilę.’ – dodała z wyrzutem
‘Lu, kiedy wreszcie zrozumiesz, że to co jest między mną i Mario jest…inne niż z Tobą czy mugolem?’
Bez odpowiedzi. Lucius lustrował biel ściany z zaciśniętymi ustami.
‘A ty Mario dałbyś spokój uszczypliwościom wobec Luciusa. Stawiacie mnie w dziwnej i niezręcznej sytuacji każąc wybierać. Bo to wybór niemożliwy. Nie możecie stać się jednym…’
‘To może na kolejne spotkanie zaprosisz jeszcze tego…jak mu tam? Jareth’a?’ – Lucius spojrzał jej w oczy z wyrzutem.
‘Może powinnam zacząć spędzać z nim więcej czasu? On nie robi mi wyrzutów o znajomość z wami.’
‘On w ogóle nie robi ci wyrzutów. Akceptuje wszystko, co powiesz czy zrobisz.’ – odpowiedział Lucius. Mario milczał.
‘On …’ – zaczęła Mae – ‘Zna swoje miejsce w moim życiu’
‘Jako ten trzeci?’ – Lucius nie krył złości
‘Jako przyjaciel.’ – powiedziała krótko
‘Więc jestem tylko przyjacielem?’ – zapytał Lucius – ‘Zatem kim jest on?’
Wskazał na Mario.
‘Ty mój drogi Luciusu jesteś mężem Narcissy, jakim zatem prawem chcesz jeszcze mieć ją? Czy to nie jest pazerność z twojej strony?’ – Mario odezwał się wreszcie
‘Nic o mnie nie wiesz wampirze!’ – warknął Lucius – ‘Nie oceniaj mnie zatem. To Ty zjawiłeś się nagle i nieproszony. Gdzie byłeś, kiedy potrzebowała wsparcia? Gdzie byłeś, kiedy zjawił się ten cały mugol?’
‘Bliżej niż ty kiedykolwiek będziesz!’
Atmosfera zgęstniała niebezpiecznie.
‘DOŚĆ!’ – krzyknęła Mae ze łzami w oczach. – ‘Dość na bogów!! Przestańcie!’
‘Nie mogę moja miła. Wybacz mi.’ – powiedział Mario podchodząc do niej i ujmując jej twarz w obie dłonie. Lucius zrobił się jeszcze bardziej wściekły.
‘Nie dotykaj jej!’ – warknął, lecz Mario nie przejął się wcale.
‘Nie mogę patrzeć jak on miesza ci w głowie. Jak oszukuje i wraca wciąż do swojej białej posiadłości z równie białą żoną w środku. Kiedy ty zasypiasz sama i budzisz się sama. Jak łudzi cię obietnicami. Nie mogę. Łatwo mu mieć kochankę i poukładane życie z boku. Wybacz mi, że to mówię. I wybacz mi, że odchodzę. Jeśli jednak podjęcie wyboru między nami dwoma jest dla ciebie zbyt trudne ja wybiorę. Wiedz jednak, że nigdy nie przestanę… choć już nigdy mnie nie zobaczysz.’
Pochylił się i nim Lucius zdążył go powstrzymać pocałował ją mocno. A potem…Zniknął.

***
Stała oszołomiona z uniesionymi rękami, które jeszcze przed chwilą dotykały dłoni wampira.
‘Przepraszam cię…’ – wyszeptał Lucius podchodząc do niej i przytulając mocno
‘Mario…’- szepnęła w aksamit jego płaszcza.

BradDopo.jpgBradDopo1.jpg

Świt wstał mglisty i zimny. Kobieta siedziała z nogami przewieszonymi przez oparcie fotela. Zamyślona.
Nawet wyraźny szelest w korytarzu nie przerwał jej studiowania desek parkietu.
Lucius podszedł do niej powoli. Przykucnął i spojrzał w jej niewidzące oczy.
‘Chciałbym…’ – przemówił lecz urwał. Powoli spojrzała mu w oczy. Dotknęła jego twarzy. Miała zimne palce. Przykrył jej dłoń swoją. Przymknął oczy.
‘Znów nie spałaś.’ – stwierdził – ‘On znowu tutaj był’
‘Strzeże mnie…’ – szepnęła
‘Daj spokój!’ – wstał gwałtownie i podszedł do okna. Widać było, że jest wzburzony. Odetchnął jednak głęboko i wrócił do niej.
Zobaczyła zdecydowanie w jego stalowo szarych oczach.
‘Dlaczego mnie odpychasz?’ – zapytał – ‘Dlaczego każesz mi odejść?’
Patrzyła mu w oczy z rozpaczą.
‘Bo boję się, że naprawdę odejdziesz…tak jak wszyscy.’ – głos drżał jej dziwnie a w oczach zakręciły się łzy. –‘Boję się, że zostawisz mnie nagle tak jak inni. I zabraknie mi powietrza.’
Usiadł przy niej i choć się lekko opierała przyciągnął ją blisko.
Poddała się, wtuliła w jego czarny, ciepły płaszcz.
‘Zabierz mnie stąd.’ – wyszeptała – ‘I nigdy mnie nie zostawiaj. Bądź ZAWSZE.’
Milczał.

‘Tak, wiem. Znam odpowiedź.’

Don’t stay

1 komentarz

Don’t Stay

Sometimes I, need to remember just to breathe
Sometimes I, need you to stay away from me
Sometimes I’m in disbelief I didn’t know
Somehow I need you to go

Don’t stay
Forget our memories
Forget our possibilities
What you were changing me into
Just give me myself back and
Don’t stay
Forget our memories
Forget our possibilities
Take all your faithlessness with you
Just give me myself back and
Don’t stay

Sometimes I, feel like I trusted you too well
Sometimes I, just feel like screaming at myself
Sometimes I’m in disbelief I didn’t know
Somehow I need to be alone
Don’t stay

Forget our memories
Forget our possibilities
What you were changing me into
Just give me myself back and
Don’t stay
Forget our memories
Forget our possibilities
Take all your faithlessness with you
Just give me myself back and
Don’t stay

I don’t need you anymore, I don’t want to be ignored
I don’t need one more day of you wasting me away
I don’t need you anymore, I don’t want to be ignored
I don’t need one more day of you wasting me away
With no apologies
Don’t stay

Forget our memories
Forget our possibilities
What you were changing me into
Just give me myself back and
Don’t stay
Forget our memories
Forget our possibilities
Take all your faithlessness with you
Just give me myself back and
Don’t stay
Don’t stay
Don’t stay

/Linkin Park/


  • RSS