maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2004

Jak jakiś facet mnie kręci to albo żonaty, albo nie żyje, albo jedno i drugie…

portrait.jpg

Dla zainteresowanych podobnie jak ja nekrofilią to Alexander Godunov
Odtwórca m.in. roli Karla terrorysty w Die Hard (czyli pierwszej części Szklanej Pułapki) A oto jego Akt Zgonu…

Gwiazdka

1 komentarz

Siedząc na zielonej kanapie Mae powoli i w zamyśleniu sączyła czerwone wino.
‘Nad czym tak rozmyślasz?’ – zapytał Lucius przyglądając jej się dłuższą chwilę.
‘Coś tu jest nie tak…’ – zaczęła powoli
‘Tu, to znaczy? Co masz na myśli?’
‘Tu, w sensie ogólnym. W całych tych świętach…Zrobiłam je zupełnie sama. Pani Black przespała cały dzień i raczyła tylko zejść na kolację. Rano pomarudziła, o dziwo, tylko trochę. I to bynajmniej na mnie. Tym razem wszystko skupiło się na Panu Black.’ – Mae przerwała by zaczerpnąć z kielicha rubinowego napoju.
‘Czy to Cię tak martwi?’
‘Nie, choć już jest to niezwykłe.’ – Mae rozsiadła się wygodniej, opierając plecami o szeroki tors mężczyzny – ‘Mam dziwne przeczucie…’
‘Tak?’ – Lucius odgarnął kosmyki włosów spadających jej na oczy
‘Stłuczona bombka, zepsute lampki, rozklekotana choinka, powyrywane gałązki…zdawać by się mogło świąteczna katastrofa. Zwykle panikowałam w takich momentach. Tym razem nie. Znalazłam inne lampki, wymieniłam żarówki…zepsuło się światło w łazience. Przyniosłam świece. Pani Black zastrajkowała. Sama zrobiłam całą kolację. To nic, że wszystko mnie bolało z dnia poprzedniego i że urobiłam się bo zachciało mi się miliardów dziwnych ciasteczek…Teraz popatrz, choinka znów nie świeci…znowu zepsuły się lampki…tak jak gdyby tych świąt miało nie być…’
‘Święta nie zależą od lampek, choinki czy ciastek…’ – zaczął Lucius
‘Wiem, ale…Zrozum, nigdy nie czułam klimatu świąt. Zawsze były odarte z ciepła, puste i samotne, choć dom wypełniał gwar i mnóstwo ludzi. Święta tutaj, na Grimmauld Place zawsze były …złe. Pełne żalu, złości i pretensji. Tak, jak gdyby ludzie tu żyjący czekali do tego jednego w roku wieczoru, by wyrzucić sobie całą gorycz i żal. W tym roku…było inaczej. Nie było cieplej. O nie! Było obojętnie. Choć ja…’
‘Ty byłaś zaangażowana…tak, widziałem’ – uśmiechnął się pod nosem
‘A potem przyjechali oni. Moja reszta rodziny. I nawet mój brat, którego tak zwykłam bronić i usprawiedliwiać, nie przyszedł złożyć mi życzeń. Kiedy ja wyszłam do nich, nawet się nie podnieśli. Zignorowali mnie. Tylko dzieciaki przybiegły do mnie z życzeniami. Przynajmniej wiem, że były szczere. Potem wieczorem…’
‘Tak?’
‘Wysłałam komuś życzenia…tak przynajmniej sądzę. Miałam dobre intencje…Może zmienił numer?’
‘I?’
‘Znów zostałam zignorowana. Za każdym razem jest tak samo. Kiedy coś się kończy oni się odwracają na pięcie i mają wszystko w nosie…A mnie naprawdę zależało. Chyba nadal mi zależy, skoro tak to przeżywam…Ja przecież nie zamieniłam go na kogoś innego…’
‘Zapomnij o tym mugolu…’
‘Próbuję, to instynkt zachowawczy jest…Nie myśleć, to mniej boli. I nie tęskni się wtedy…’
‘I jeszcze Ty…’
‘Ja?’
‘No tak…byłeś ze mną całe święta…’
Przytulił ją tylko w odpowiedzi.
‘Lu, zdajesz sobie sprawę jak wyjątkowe to były dni?’ – podniosła się i popatrzyła mu w oczy. Milczał z powagą odwzajemniając jej spojrzenie.
‘To były ostatnie święta na Grimmauld Place, prawda?’ – zapytała ponownie
‘Tego nie wiemy. Czas pokaże.’
‘Ja to wiem..’ – przyłożyła zaciśniętą pięść do piersi – ‘Ja to czuję tutaj.’

***

3 komentarzy

Przestraszyła się wyraźnie, kiedy nagle męskie ramiona oplotły ją w talii i Lucius wyszeptał jej do ucha:
‘Tak zajęta, że nawet nie słyszysz deportacji? Co takiego bulgoce w tym kociołku?’
‘Lu, przestraszyłeś mnie.’ – powiedziała z uśmiechem nie przerywając mieszania
‘Widzę, że nastrój świąteczny cię ogarnął. Czy to co stoi tam w pokoju to…choinka?’ – zaśmiał się wyraźnie
‘Proszę cię, nie śmiej się. Niestety tyle z niej zostało.’ – powiedziała z udawanym żalem
‘Może to jesień, bo straciła trzy gałązki.’ – zaczęła tłumaczyć nie przerywając kuchennych czynności – ‘Nie igły, bo ile igieł straciła nie zliczę. Całe gałązki. Stłukła się też jedna z tych najładniejszych bombek i zepsuły się lampki. Ale znalazłam sposób by ją oświetlić. No jest trochę łysa, ale na inną mnie nie stać.’
‘I proszę cię, nie chcę słyszeć, że „wystarczyło powiedzieć słowo”. Nie chcę być twoją utrzymanką. ’ – ucieła widząc, że Lucius zamierza skomentować. Ten westchnął tylko głośno i zajrzał dyskretnie pod pokrywkę bulgocącego garnka. Poparzył jednak palce, upuszczając przykrycie z głośnym trzaskiem. Mae spojrzała na niego i pokręciła głową. Potem wzięła jego dłoń i włożyła pod strumień lodowatej wody.
‘Jak dziecko.’ – mruknęła. Podeszła do stołu i zanurzyła dłonie w miednicy wypełnionej mąką.
‘Co to będzie?’ – zapytał przykładając poparzone palce do ust
‘Ciastka oczywiście.’ – odpowiedziała
Patrzył na nią teraz z ukosa, lekko się uśmiechając.
‘Co?’ – zapytała wyczuwając w tym spojrzeniu coś szczególnego
‘Nic’ – powiedział i zainteresował się niewidzialnymi oparzeniami swoich palców.
‘Hej, no mów, widzę, że coś ci chodzi po głowie.’
‘Nic, tak tylko…’ – mruknął nadal na nią nie patrząc
‘No mówże!’ –niemal warknęła zirytowana przerywając ugniatanie ciasta
‘Chciałbym…byśmy teraz byli w Malfoy Mansion…żeby tam był twój dom…Nieważne.’ – uciął, lecz ona patrzyła na niego poważnie
‘Nie chciałem cię urazić’ – powiedział spiesznie widząc jej spojrzenie, lecz przerwała mu podnosząc dłoń i wzbijając tym samym, chmurę białego pyłu. Pokręciła głową i powiedziała:
‘Careful what you wish
You may regret it
Careful what you wish
You just might get it’
Głośny trzask w korytarzu przerwał chwilę ciszy, która nastąpiła i do kuchni wtoczył się pokaźny stos pakunków. Zatoczył się niebezpiecznie w stronę pieca z bulgocącym garnkiem i chwilę później zwalił się na środek kuchni.
Z jękiem i postękiwaniami wygramolił się spod tej sterty skrzat domowy.
‘Bork?! Gdzie żeś się podziewał?!’ – wykrzyknęła zdumiona Mae
‘Pani! Bork przeprasza’ – skrzat zgiął się w ukłonie aż zatrzeszczało mu w stawach
‘No Bork? Przyznaj się’ – powiedział Lucius robiąc groźną minę.
‘Ja…ja…’ – plątał się i jąkał skrzat –‘Ja przepraszam, ale…Pani Black mnie przestraszyła ostatnim razem i…ja…ja…uciekłem…ale Pan Malfoy mnie złapał tuż za drzwiami…i…zlecił mi misję…’
‘Cicho już Bork!’ – uciął mu Lucius – ‘Wystarczy’
‘Nie, nie wystarczy! Bork jaką misję??!!’ – Mae z szelmowskim uśmiechem postanowiła wydobyć ze skrzata informacje do końca lecz w tym momencie rozległ się donośny dzwonek.
‘Uratowani przez ciastka’ – warknęła lecz uśmiechnęła się przy tym.
‘Zmykaj Bork, przynieś resztę sprawunków’ – Lucius natychmiast pozbył się skrzata.
‘No to co ja mam robić?’ – zwrócił się do Mae zakasując rękawy koszuli
Mae, z tacą pełną parujących ciastek zmierzyła go wzrokiem
‘Posprzątaj tą stertę paczek jeśli możesz’
Lu natychmiast wyciągnął różdżkę i nim zdążyła zaoponować pakunki zniknęły
‘No to…nalej wina?’ – spróbowała
Mężczyzna uśmiechnął i zniknął w drugim pokoju.

Kiedy grubo po północy usiedli wreszcie w pokoju na zielonej kanapie, Lucius przytulił ją do siebie i powiedział:
‘Pachniesz jak ciastko…wanilią i cynamonem…mmmmm…migdały….i…’
Poderwał się nagle i patrząc jej prosto w oczy niemal wykrzyknął:
‘Na wszystkie smocze ogony tego świata!!! Które znów są z kardamonem??’
Mae parsknęła śmiechem, a potem na powrót wtulając się w niego, z chytrym spojrzeniem powiedziała:
‘Skosztuj’

all4.jpgdance_macabre.jpgsmierc.jpg

Mala (18-12-2004 22:33)
bylam w kinie dzis
Mala (18-12-2004 22:33)
na fantomie
Mala (18-12-2004 22:33)
kurwa co za film
Mala (18-12-2004 22:33)
ja pierdole
Maelen (18-12-2004 22:34)
na tym nowym?
Mala (18-12-2004 22:34)
yes si
Maelen (18-12-2004 22:34)
Z Gerardem Moim pieknym?
Mala (18-12-2004 22:34)
i kurwa pojde jeszcze raz z druga ania
Maelen (18-12-2004 22:34)
Ukochanym Wampirycznym?
Mala (18-12-2004 22:34)
kurwa ryczalam jak gupia na tym filmie
Maelen (18-12-2004 22:34)
Bo on Wampira 2000 grał
Maelen (18-12-2004 22:34)
piekny powiadasz film?
Maelen (18-12-2004 22:34)
Bo Owca sie zalamuje recenzjami
Mala (18-12-2004 22:34)
i stwierdzilam ze jak go na koncu zabija to kurwa zaczne w kinie ryczec na glos
Maelen (18-12-2004 22:35)
i co i co?
Mala (18-12-2004 22:35)
wiem wiem ze wampirem jest juz check skad znam to nazwisko
Maelen (18-12-2004 22:35)
Powiedz jak nie kochac upiora
Maelen (18-12-2004 22:35)
w TAKIM wykonaniu
Mala (18-12-2004 22:35)
a ta mloda goopia cipa jakiegos kutasa w swoim wieku wybrala
Maelen (18-12-2004 22:35)
a jak mu wychodzilo spiewanie?
Maelen (18-12-2004 22:36)
no Christine to glupia cipa
Maelen (18-12-2004 22:36)
zgadzamy sie z tym
Maelen (18-12-2004 22:36)
wszystkie
Mala (18-12-2004 22:36)
o kuuurwa z powodu muzyki to przez caly film mnie ciarki przechodzily
Mala (18-12-2004 22:36)
a background sceneria – dla mmnie rozpierdalajaca1
Maelen (18-12-2004 22:36)
hehehe
Maelen (18-12-2004 22:36)
ja chce to o Upiorze wyslac Owcy jesli nie masz nic przeciwko
Mala (18-12-2004 22:37)
a on ja pierdole on to nawet bez zmaski to jest ahhhhhhh …..
Maelen (18-12-2004 22:37)
tylko nie wiem co powie na te …okreslenia zachwytu nad filmem
Maelen (18-12-2004 22:37)
hehehehehe
Maelen (18-12-2004 22:37)
Ja to chyba na bloga wkleje jak nic
Mala (18-12-2004 22:37)
sorki ale brakuje mi slow i niewiem jak to wyrazic inaczej wiem
Maelen (18-12-2004 22:37)
dawaj dalej
Mala (18-12-2004 22:38)
ze wulgaryzmy sa nienamiejscu ale ja piierdole ostanio to mnie takie ciary przechodzily i sie poryczalam jak first time dracule coppoli ogladalam
Maelen (18-12-2004 22:38)
no ba! Ja zawsze rycze na Draculi
Mala (18-12-2004 22:38)
zreszta zawsze mnie ciary przechodza jak to ogladam i rycze
Mala (18-12-2004 22:39)
a oldman jako drakula jest taaak podniecajacy
Maelen (18-12-2004 22:39)
to juz u mnie standart
Maelen (18-12-2004 22:39)
mhm
Maelen (18-12-2004 22:39)
mmmrrrr….
Mala (18-12-2004 22:40)
musisz zobaczyc ten film! zadnej recenzji wczesniej i do tej pory nie slyszalam
Maelen (18-12-2004 22:40)
a ta goopia Mina tez z Keanu woli byc bleee
Maelen (18-12-2004 22:40)
No a Sille mowi ze sa bardzo podzielone
Mala (18-12-2004 22:41)
wiedzialam ze taki film jest ze Owca ten film lubi i Koti tez i k…a pojde jescze raz
Maelen (18-12-2004 22:41)
ja jej powiedzialam ze recenzje sa nie istotne. Najwazniejsza jest NASZA opinia
Mala (18-12-2004 22:41)
co oni k…a o zabijaniu wiedza
Maelen (18-12-2004 22:41)
To w koncu nam ma sie podobac
Maelen (18-12-2004 22:41)
alez nie ceznuruj tak wypowiedzi kochana
Maelen (18-12-2004 22:41)
spontaniczna wypowiedz jest najlepsza
Maelen (18-12-2004 22:42)
najbardziej…prawdziwa
Mala (18-12-2004 22:42)
tez sie krytycy filmowi odezwali…
Mala (18-12-2004 22:42)
hehehehe
Maelen (18-12-2004 22:42)
Co oni wogole wiedza o Upiorze?
Mala (18-12-2004 22:42)
a teraz to juz jestem pewna ze chocby nieiwem ile funtow kosztowal bilet to na przedstawienie w londynie ide
Mala (18-12-2004 22:42)
jak tylko tam sie przelece
Maelen (18-12-2004 22:43)
poczekaj na mnie
Mala (18-12-2004 22:43)
niom

Niniejszym zapraszamy wszystkich w styczniu do kin na premierę „Upiora w Operze.” :D

Sen

3 komentarzy

Jakiś obcy kraj. Pustynia i na wzgórzu budynek. Coś jak stary szpital lub kaplica. Budynek ma tylko jedno wielkie pomieszczenie. Wchodzę do niego z przewodnikiem i spotykam małego chłopca, na oko 6 letniego. Nie mówi po angielsku tylko w swoim ojczystym języku. Przewodnik trochę mi tłumaczy. Mały mówi, że przychodzi tu by dotrzymać towarzystwa duchowi. Duch pojawia się chwilę później. To stary weteran wojenny, ale nie wygląda jak duch. Ma ciało i można go dotknąć, tyle, że znika nagle nie wiadomo gdzie.
Opowiada, że trzyma posterunek tutaj gdzie rozstał się z ostatnim sojuszem amerykańskim. Mówi, że tu w tej kaplicy wszyscy zginęli. Zostali zdradzeni i bestialsko zamordowani. Nie mieli szans. Fanatyzm, który pchał do przodu jego rodaków był silniejszy od zdrowego rozsądku amerykanów.
Dzwonię do moich pracodawców. Opowiadam im historię starego weterana. Ktoś stamtąd dzwoni do wojsk amerykańskich i dowiadujemy się, że kilka osób przeżyło. Nadal służą w armii. Mam z nimi połączenie. Okazuje się, że to obecnie marynarz. Przypomina sobie starego wojaka i zwraca się do niego pułkowym pseudonimem. Duch wzrusza się bardzo. Płacze, ale jest szczęśliwy, że nie musi cierpieć. Cieszy się, że ktoś się uratował.
Wychodzę z kaplicy. Mały chłopiec mi towarzyszy. Siadamy przed budynkiem a ja zaczynam odczuwać to, co stało się tam tyle lat temu. Widzę nacierające wojsko. Czuję strach żołnierzy. Czuję zło, które się tu wydarzyło. Chłopiec zaczyna ze mną rozmawiać i to odciąga mnie od tych wizji. Na migi próbujemy się porozumieć. Maluję mu patykiem na piasku ludzi i przedmioty i uczę go słów. On nauczył mnie jednego słowa w swoim języku (teraz nie pamiętam jego brzmienia, ale oznaczało krowę).
Wracam do wioski, w której się zatrzymałam. Chłopiec idzie ze mną. Nagle mały znika gdzieś a ja idę sama pusta piaszczystą drogą. Wchodzę w rzadki szpaler drzew. Droga kończy się czymś, co wygląda jak koszary wojskowe. Tam jest duży plac i dość sporo ludzi. Nadlatuje samolot i nagle zaczyna ostrzeliwać zebranych na placu. Wszyscy się chowają. Ktoś mówi ‘znowu nalot’. Wybiegam stamtąd i wracam skąd przyszłam, ale samolot ciągle krąży i strzela. Schowałam się za jakąś szopą i nagle na drodze zobaczyłam jadący motor. Zatrzymał się i zsiadła z niego dziewczyna. Miała bujne rude loki
‘Cześć jestem Nagini’ odezwała się do mnie
‘Maelen’ – odpowiedziałam
‘Ta Maelen?’ – zapytała a ja skinęłam głową. Przed nią siedział facet potężnej postury i Nagini powiedziała, że to jej chłopak.
Samolot gdzieś zniknął a myśmy poszły w stronę wioski. Po drodze spotkałyśmy Koti i Nagini strasznie się z nią zagadała, więc zostawiłam je i ruszyłam sama dalej.
Dotarłam do doliny pełnej zgaszonej zieleni. Wszystko wyglądało jak po deszczu. Było wilgotno i mgliście.
Tam spotykam mężczyznę. Z wyglądu przypomina Mario, ale jest zupełnie inny. Okazuje się, że jest jakimś potomkiem okolicznych książąt. Nagle znajduje się nie w ciepłych krajach a w wilgotnym wyspiarskim klimacie.
Mężczyzna jest okropnym lekkoduchem i nie zwraca w ogóle na mnie uwagi. Wydaje się być wiecznie lekko pijany. Coś złego czuję w jego pobliżu.
Tuż obok starego domu, w którym mieszka jest jezioro. I kiedyś jestem świadkiem jak on zataczając się lekko wpada do wody. Oczywiście wyciągam go na brzeg a on ma do mnie pretensje, że chciał odejść i skończyć z tym i po co go wyciągałam. Potem pije jeszcze więcej i sprowadza ciągle nowe dziewczyny. Jego dom chyli się ku ruinie. Jego znajomi tylko kiwają głowami z dezaprobatą, ale świetnie się bawią na przyjęciach, które on organizuje.
Nie wiem, po co tam jestem. Nie mogę odejść. Patrzę i boli mnie oglądanie jak on się stacza. Jestem pewna, że to mój wampir. Tyle, że on już nie jest wampirem a człowiekiem. Zwykłym śmiertelnikiem. Teraz dopiero zaczynam się go naprawdę bać.
Któregoś wieczoru zjawiają się w jego towarzystwie trzy kobiety. Rozpoznaje w nich driady.
On zatraca się w ich towarzystwie, otumaniony ich urodą nie zwraca uwagi, że wiodą go prosto do jeziora.
On zaczyna tonąć. Nie może się ruszyć i powoli idzie pod wodę. Stoję na brzegu i patrzę jak jego głowa zanurza się pod wodą.
‘Może tym razem to doceni’ – myślę sobie a driady śmieją się i wołają do mnie
‘No ratuj go! Ratuj go znowu! My ci pomożemy’
Zdumiona patrzę na nie, bo przecież to one go do wody wepchnęły.
Pochylam się jednak i prawie nurkując udaje mi się złapać go jeszcze za koszulę i wyciągnąć. Czuję, że i mnie ktoś trzyma. Odwracam głowę i widzę uśmiechnięte driady pomagające mi.
Mężczyzna jest lekko oszołomiony, ale jak gdyby wytrzeźwiał.
‘Drugi raz uratowałaś mi życie’ – mówi
wspiera się na moim ramieniu kiedy wstajemy z mokrej trawy. Jest bardzo wysoki. Sięgam mu do ramienia, ale pomagam mu wstać i iść w stronę domu. Nic nie mówię. Kiedy już jesteśmy przy wejściu wychodzą ludzie z przyjęcia i strasznie się dziwią co mu się stało. On jest osłabiony i lekko oszołomiony.
Stoimy w złotym snopie światła bijącym z wnętrza domu. On zaczyna się trząść, więc rozpinam mu przemoczoną białą koszulę. Pod spodem ma drugą tez białą, ale całą uwalaną w czekoladzie. Patrzy na mnie przepraszająco. Rozpinam tę drugą też. Rozbieram go z tych mokrych ciuchów i czuję, jak on na to ‘reaguje’ ;) Pociąga mnie w głąb domu nagle odzyskując siły. Wszędzie jest pełno ludzi i straszny bałagan.
W każdym pokoju. Wciąga mnie do jakiegoś pokoju, w którym nie ma nikogo, ale wygląda na jakiś totalny magazyn. Meble tutaj są stare, antyczne. Ciężkie dębowe komody, szafy i równie ciężkie łóżko stojące w rogu pokoju. Łóżko jest zastawione lekko szafą, tak, że nie widać go od strony drzwi. Na podłodze i rozrzuconych rzeczach widać ślady śmietany.(!) On zanosi mnie do łóżka, ale ja nie mam najmniejszej ochoty na zabawy w takim otoczeniu.
W przeciwnym kącie pokoju dostrzegam kawałki surowego mięsa (bleeeehhhh….) pokazuję mu to.
‘Wszystko się teraz zmieni’ – mówi do mnie. Przytula się i całuje mnie.
‘Nie chce tak.’ – mówię do niego.
On odchodzi kawałek ode mnie a ja leżąc na tym łóżku biorę jakiś kawałek mięsa i zaczynam go rzuć poczym wypluwam z obrzydzeniem.
‘A jak chcesz?’ – on mnie pyta
‘Chodź, pokażę Ci’ – mówię i pociągam go za sobą do wyjścia z domu.
Stwarzam iluzję.
Wchodzimy raz jeszcze do tego domu, ale dom jest pusty. Nie ma w nim ludzi i tylu niepotrzebnych, małych i trudnych do zagospodarowania pokoików.
Ściany są odmalowane, ozdobione jedynie draperiami. Tkaniny delikatne i lekkie. Pokój czysty i prawie pozbawiony jest mebli. Na środku stoi okrągła duża wanna, pełna przyjemnie pachnącej wody. Ciepłe światło świec ogrzewa dodatkowo pomieszczenie.
Mężczyzna wchodzi do wanny. Chwilę potem dołączam do niego. On zamyka oczy i rozkłada ręce (jak Lestat kiedy brał kąpiel z Akashą- Queen of the Damned)
Siadam na nim okrakiem i zaczynam zmywać z niego delikatnie resztki tej nieszczęsnej czekolady.
Obejmuje mnie i patrzy mi w oczy.
‘Czujesz to?’ – pytam go
‘Czy teraz to czujesz?’

/I się obudziłam/

Juniorowi,Owcy, Kotu i jej magicznemu towarzyszowi prosto z Éirinn, Przyjaciółce Srebrnej Smoczycy, Władcy Czasu i Bram Chaosu…Wilkom i Profesorowi i Jasnowłosemu czarodziejowi o stalowo szarych oczach… i Małej Czarnej Wiedźmie

Przerzekam wam miłość dozgonną,
siwe dzwonki szaleju,błędna belladonno,
sowo, nowiu , ropucho,puchaczu i hieno ,
tytoniu bladolicy,
i bzów czarnych posępna zżołkła walansjeno.
Ja, wiedźma bez ożoga,
tęskniąca za dalekim , ubogim demonem ,wpatrzona w świat jak w szklankę,
czarodziejską kulę
Kocham Cię i do serca tulę,
Rodzino czarownicy,
podejrzana, kochana….

„Rodzina Czarownicy” Maria Pawlikowska – Jasnorzewska.

Adnotacja

1 komentarz

Choć w moich notkach pojawia się dużo fikcji musze uprzedzić, że wiele wydarzeń miało miejsce w moim życiu i wiele opisywanych tu osób istnieje naprawdę. Trzeba tylko umieć je wyłowić.
Zatem nie wszystko jest takie jak na pozór wygląda.

Miejcie oczy i uszy otwarte.

Magia naprawdę istnieje.

Ten dzień upłynął jej spokojnie na rozmowach z Catty. Obydwie rozleniwiły się lekko nie musząc się nigdzie spieszyć i za niczym gonić. A lekki niepokój spowodowany rychłym opuszczeniem Nokturnu i Grimmauld Place zagłuszyły beztroską i śmiechem.
Wieczorem obydwie wybrały się na spacer.
Pierwsze, jesienne, niskie temperatury dawały im się już we znaki, lecz niestrudzenie parły naprzód w głąb mrocznego lasu. Las o tej porze przypomniał im czas spędzony w Hogwarcie i zakazane wędrówki do jeszcze bardziej zakazanego lasu
Zapadł zmrok a potem kompletne ciemności, kiedy zziębnięte wracały na Nokturn.
Nagle szybki, sportowy, biały samochód wyminął je by po chwili zatrzymać się z piskiem opon.
Spojrzały na siebie i powoli zbliżyły się do pojazdu.
Drzwiczki otwarły się zdecydowanie. Z samochodu wysiadł mężczyzna. Mae przełknęła głośno.
‘Ładnie to tak włóczyć się po nocy?’ – przemówił z szelmowskim uśmiechem. Podszedł do Mae i ucałował ją w policzek niczym najlepszy przyjaciel.
Catty uniosła brwi w zdumieniu.
‘Catty to jest Walden Macnair. Walden to jest Catty Elliott.’ – powiedziała Mae
Macnair podał rękę Catty przyglądając jej się badawczo.
‘Zapraszam’ – wskazał na jak najbardziej mugolski środek lokomocji.
Widząc ich zdumienie dodał:
‘Wyciąga więcej niż najnowszy model miotły wyścigowej. Poza tym trzeba umieć dostosować się do okoliczności nieprawdaż?’
One nadal stały zdezorientowane wiec z westchnieniem otwierając im drzwi powiedział:
‘Pani de Witch wraca dziś do domu czyż nie? Pozwolę sobie zatem odstawić ją na miejsce. Mamy kilka spraw do omówienia po drodze.’
Popatrzył znacząco, lecz uśmiechnął się zaraz. Catty i Mae posłusznie wsiadły do środka.
Samochód ruszył ostro i chwilę później zatrzymał się pod domem Catty na Nokturnie.
Macnair prowadził tak samo jak żył – extremalnie!
Kiedy wysiadły z samochodu i odeszły już kawałek w stronę domu Catty szepnęła:
‘Zaproś go na górę. Tak głupio jakoś…Ja nie wiem. Co on tu w ogóle robi??’
‘Długa historia…’ – westchnęła Mae – ‘Mam go zaprosić? Jesteś pewna?’
‘Czy ja czegokolwiek mogę być w tej sytuacji pewna?’ – Catty spojrzała na nią wymownie.
Mae z westchnieniem zawróciła w stronę mężczyzny, który oparłszy się o maskę samochodu zapalał właśnie papierosa.
‘Może wejdziesz? Wiesz muszę się spakować i w ogóle. Nie będziesz tu tak stał. Napijesz się herbaty…’
‘Dobrze.’ – jego krótka odpowiedź znów zdumiała ja lekko. Zgodny i taki przyjacielski…już zapomniała jaki był. Dawno się nie widzieli.
Pamięta, kiedy pierwszy raz go spotkała. 13 grudnia…tak ta data zwykle przynosiła niesamowite zdarzenia. Magiczny był to wieczór. W całej okolicy zgasło wtedy światło a oni siedzieli w małej knajpce, którą właściciel zmuszony był oświetlić, czym się dało i co akuratnie miał pod ręką. A miał tylko znicze. Siedzieli zatem nad maleńkimi płomykami nagrobnych zniczy i było w tym wszystkim tyle dziwacznego romantyzmu…tyle…magii…ale ona wtedy jeszcze nie wiedziała o istnieniu magii, Hogwartu, Lorda ani Luciusa Malfoy’a. Wiedziała natomiast, że ten mężczyzna jest niezwykle niebezpieczny i bardzo pociągał ją w tej swojej mrocznej aurze. I miała tez nieodparte wrażenie, że zna go już od bardzo dawna. Ale to nie czas i miejsce na tamte wspomnienia.
Teraz stał naprzeciw niej w windzie i obserwował ją z ukosa.
Chwile później zapukali do drzwi Catty.
Kiedy przestąpili próg jej domostwa Macnair od razu poczuł się swobodnie. Niczym nieskrępowany zwiedził jej mieszkanie nieomal zaglądając do szafek.
Catty tymczasem zniknęła w kuchni.
Kiedy pojawiła się z herbatą usiedli na chwilę. Gawędzili tak o wszystkim i o niczym. Przy czym Macnair kilkakrotnie podkreślał jak bardzo martwi się losem Mae i jak stara się czuwać nad nią i że to, dlatego postanowił ja odwieźć, by nie włóczyła się sama po nocy. Zadziwiające było ile w nim beztroski i tej niezwykłej lekkości ducha. Zupełnie jak gdyby siedział teraz z nimi inny człowiek, inny Walden Macnair, bez zobowiązań, bez sztywnych reguł i etykiety, którą zwykł był się posługiwać. I bez tej mrocznej złowieszczej otoczki. Choć niezmiennie dawało się ją wyczuć. Jednak Mae widziała, że jest zdenerwowany. Znała go w końcu już dość długo by wychwycić takie rzeczy.
W końcu wstał i powiedział:
‘Maelen de Witch, chyba już czas. Zabieraj się. Jedziemy.’
Mae posłusznie zebrała swój dobytek do podręcznej torby.
‘Grzeczna dziewczynka’ – mruknął z uśmiechem
‘Do zobaczenia panno Elliott.’ – zwrócił się do Catty – ‘ Niezmiernie miło było mi gościć u pani. Mam nadzieję, że niedługo znów się spotkamy.’
Skłonił się w drzwiach poczym ruszył do windy.
Kiedy z cichym szelestem zasunęły się za nimi drzwi i winda ruszyła Macnair nagle podszedł do Mae i zdecydowanym gestem chwycił ją za włosy.
Nie szarpnął, nie zabolało…po prostu wplótł palce w jej włosy i zawahał się…
‘Mae…’ – powiedział cicho – ‘Ech, Mae’
Ten nagły gest sprawił jednak, że przestraszyła się i odruchowo nieznacznie cofnęła. Macnair popatrzył tak na nią jeszcze chwilę a potem puścił ją szybko. Drzwi windy otworzyły się cicho i oboje wysiedli. Otoczył ich chłód późnej nocy jesiennej.
Podeszli do samochodu a on otworzył jej drzwi.
Drżała w środku nie do końca pewna, dlaczego.
Ruszyli w milczeniu, lecz już chwilę później Macnair przemówił. Chyba nigdy jeszcze nie słyszała, żeby mówił aż tyle.
On dawał jej wytyczne, tłumaczył, analizował, krytykował i o dziwno, chwalił jej ostatnie osiągnięcia. Nie miała pojęcia skąd posiadał te wszystkie informacje i o co u diabła teraz mu chodzi, że próbuje jej dawać wskazówki.
Kiedy mijali jedną z licznych stacji benzynowych zatrzymał się i bez słowa wyszedł z samochodu. Kiedy wrócił spojrzał na nią jakoś tak…dziwnie. Chwilę myślał a potem powiedział:
‘Nadal się mnie boisz.’ – popatrzył na nią lecz ona nie widziała co ma mu powiedzieć
‘Nie jestem przecież potworem’ – uśmiechnął się drapieżnie.
‘Mam dla ciebie prezent’ – dodał, poczym wyjął zza pazuchy małe zawiniątko i położył jej na kolanach.
Patrzyła ciągle na niego, a on zapalił mugolskiego papierosa i dodał ruszając w dalsza drogę:
‘Żebyś nie zapomniała, kiedy już będziesz daleko…’
Ściskała w dłoniach pakunek nie mając odwagi go otworzyć.
Późną nocą wysadził ją na Grimmauld Place i odjechał.
Patrząc za nim rozerwała opakowanie i sięgnęła do środka. Kiedy spojrzała na trzymany przedmiot zamarła. To było tak do niego nie podobne…Prezent? Dla niej? I w dodatku…
Jaj oczom ukazała się przekochana mordka pluszowego misia.
Raz jeszcze spojrzała w stronę, w której zniknął biały sportowy samochód.
Przytuliła pluszowego misia:
‘Żegnaj Waldenie Macnair’ – szepnęła w noc.
Czuła, że po raz ostatni spotkali się jak przyjaciele.


  • RSS