maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2005

Od wszystkiego można się uzależnić.
Od nic-nie-robienia też. Od marzeń nawet…
Jestem poważnie uzależniona. Od bardzo wielu rzeczy.
A wydawało mi się, że jeden mam tylko nałóg.
Człowiek sam siebie oszukuje.

Tym czasem trwa końcowe odliczanie. Odliczanie do początku Nowego.
To będzie mój sylwester. Mój Nowy Rok. Mój nowy dom, nowy kraj, nowy nieznany.
Nie boję się.
Powoli otwieram oczy.

Dla wszystkich moich przyjaciół:

„Widzisz tą muchę, która chodzi po słupku? za muchą słupek odchodzi w przeszłość a przed muchą wyłania się z przyszłości. Tak uważa mucha bo tylko tyle widzi ale przecież słupek nie może minąć za muchą choćby chciał. Tak samo jest ze wszystkim co się w życiu zdarza, bo rzeczy nie mijają tylko przesuwają się przed oczami tak jak słupek pod tą muchą. Zmruż oczy, spójrz trochę z góry tak jakbyś się unosiła i zobaczysz (…) tak samo jest z tym wyjazdem skoro zdecydowałaś się tu ze mną posiedzieć to ja juz zawsze będę tu z tobą siedział, nawet jeśli zaraz wyjadę. Za tydzień zmrużysz oczy i zobaczysz, że dalej tu siedzę i rzeczywiście będę tu z tobą siedział tylko będę trochę bledszy bo ty cały tydzień będziesz leciała i trochę się oddalisz”

/Zmruż Oczy/

Dla tych co jeszcze nie wiedzą. Od 03 lutego 2005 będę bowiem w Irlandii. Kiedy wrócę? Nie wiem.

‘Luciusu, czy ty próbujesz mnie przekupić?’ – stała wpatrzona urzeczonym wzrokiem w ogromne płatki śniegu spadające z nieba.
Mężczyzna zaśmiał się lekko.
‘Czy naprawdę myślisz, że mam wpływ na pogodę?’
‘Tak. Tak właśnie myślę.’ – odpowiedziała nie odwracając wzroku
‘Niech będzie. Traktuj to jak prezent pożegnalny.’ – uśmiechnął się
‘Nie lubię tego słowa…’ – nadąsała się lekko
‘Którego?’ – zapytał nadal się uśmiechając
‘Och! Dobrze wiesz! W ogóle nie znoszę… pożegnań.’ – spuściła wzrok na skrzące się w blasku księżyca śnieżne drobinki.
‘Niewiele jest osób, które rozstania z przyjaciółmi uważają za hobby’ – jego rozbawienie dziwnie nie ustępowało. Machnął jednak różdżką i śnieg zaczął zdawać się ich omijać.
‘Nie…’ – zaoponowała jednak zbyt późno – ‘Tak lubię kiedy pada.’
‘Cóż, pozostawię cię zatem teraz samą w towarzystwie tej ekscentrycznej rozrywki. Wybacz, ale mam kilka spraw nie cierpiących zwłoki. Zobaczymy się dziś na kolacji?’
‘Tak. Sądzę, że tak.’- popatrzyła na niego ufnie. Uśmiechnął się. Ucałował jej dłoń. Ukłonił się i zniknął.
Śnieg znów zaczął padać jej na twarz.
‘Tak lubię jogo dotyk…’ – mruknęła do siebie zamykając oczy i pozwalając płatkom swobodnie dotykać jej twarzy
W głębokim cieniu, ukryty przed ciekawskimi spojrzeniami stał otulony czarną peleryną mężczyzna.
‘Jest tak delikatny i zimny jak…’ – szepnęła znów do siebie Mae
‘Dotyk śmierci lub dłoni wampira…’ – dokończył niedosłyszalnym dla niej szeptem.
Jego oczy zalśniły fosforyzująco nim zamknął je i zniknął.

Muzyka wypełniała ją po brzegi. Dragała w niej i każda strofa zdała się płynąć z jej wnętrza. Z najodleglejszego zakamarka jej duszy. Jak krew…tetniąca, dająca życie, kusząca…

Komputer szumiał cicho przetwarzając dane. Z pulpitu wampir Lestat spoglądał zmysłowo podczas gdy film ‘Queen of the damned’ powoli ładował się na dysk.
Zamyślona patrzyła na ekran monitora nie widząc go zupełnie. Przed oczami miała oblicze mężczyzny z burzą brązowych włosów rysujące się mgliście za barierą wspomnień…
„Gdzie odszedłeś mój Strażniku Snów…?”
Nagłe poruszenie, błysk, przywrócił ją rzeczywistości.
Nie wiedzieć skąd i jak, na ekranie monitora pojawił się komunikat.
‘I know where you are’
Wszystko zastygło. Lestat, ‘Queen of the damned’ i krew w jej żyłach…

Child of the wilderness
Born into emptiness
Learn to be lonely
Learn to find your way in darkness
Who will be there for you
Comfort and care for you
Learn to be lonely
Learn to be your one companion
Ever dreamed out in the world
There were arms to hold you?
You’ve always known
Your heart was on its own
So laugh in your loneliness
Child of the wilderness
Learn to be lonely
Learn how to love life that is lived alone
Learn to be lonely
Life can be lived
Life can be loved
Alone.

/Album: Phantom Of The Opera Soundtrack/

nocą…

2 komentarzy

Nie zmrużyła oka aż do świtu.
Śląc w myśli niemą prośbę, czekała by odpowiedział na wezwanie.
Daremnie.
Kiedy pierwszy brzask wstąpił na niebo zamknęła oczy pełna żalu. Echo słów drżało w niej aż na granicę snu…

„I’ve passed the point of no return”

no return

no return
no return….

4 komentarzy

Na sali wypełnionej po brzegi, powoli przygasły światła.
Jej towarzysz rozsiadł się wygodnie z lewej strony, podczas gdy jedynie dwa miejsca po prawej były puste.
Szmer głosów cichł powoli i czerń dużego ekranu rozświetlił płomień świecy….
Obraz rozjaśnił się powoli ukazując starą widokówkę przedstawiającą paryską operę. Czerń i biel. Zakurzony obraz jak z niemego kina…żyrandol…niemy świadek …i nagle sala kinowa przestała istnieć. W przestrzeń otaczającą ją wdarły się dźwięki dobrze jej znanej uwertury…
Nie wiedziała kiedy miejsca obok niej zostały zajęte.
I gdy po raz kolejny ukradkiem ocierała łzy, tuż pod jej nos podsunął się kawałek śnieżnobiałego jedwabiu.
Drgnęła i patrząc na tkaninę jak na widziadło powoli spojrzała w bok.
Napotkała spojrzenie stalowoszarych oczu i niedosłyszalny dla innych głos zadrgał jej w głowie:
‘Wciąż o nim myślisz.’
‘Proszę?’ – odesłała zdumiona patrząc raz jeszcze tym razem bardziej przytomnie na Luciusa
‘Inaczej nie patrzyłabyś tak na niego.’ – wskazał głową ekran
W czerwieni i czerni Upiór w operze pytał Christine :

„What raging fires shall flood the soul
What rich desire unlocks its door
What sweet seduction lies before us”

‘Nie rozumiem. Czy możesz…nie przeszkadzać, proszę?’ – popatrzyła z ukosa na Malfoya i spróbowała skupić się na oglądanym obrazie.
Tym razem wyraźny szept rozległ się tuż przy jej uchu:
‘Ale to nie ON. Wiesz o tym. Choć faktycznie jest niezwykle do NIEGO podobny.’
‘Oglądam film.’ – syknęła, lecz poczuła stalową obręcz zaciskającą się wokół jej serca.

„Say you’ll share with me
One love, one lifetime
Lead me, save me from my solitude
Say you’ll want me
With you here
Beside you
Anywhere you go
Let me go too
Christine that’s all I ask of…”

Kolejna łza, tym razem wtopiła się w jedwab chusteczki.
Tak, patrzyła na Gerarda Butlera a tak naprawdę widziała kogoś zupełnie innego. W tej niezwykłej oprawie jaka była dla niego rola Upiora w Operze, tym mocniej przywodził jej na myśl kogoś kim z pewnością nigdy być nie może. Kogoś kogo sama odepchnęła jak ta głupia Christine…
Nie to nie tak…przecież Lu jest…
Popatrzyła na niego. Udawał, że śledzi akcję na ekranie.
On wiedział. Inaczej nie zjawiłby się w mugolskim pełnym kinie.
On czuł, że jej tęsknota jest ogromna.
Nagle spojrzał prosto w jej oczy.
‘Do zobaczenia wieczorem’ – usłyszała w myśli. Potem wstał, nie bacząc na niezadowolenie mugoli, którym przesłonił obraz i wyszedł.
Kolejne uderzenie dźwięków wciągnęło ją na powrót w magiczny świat Upiora, a ona poczuła jego ból.

“Past the point of no return
The final threshold
The bridge is crossed
So stand and watch it burn
We’ve passed the point of no return.”

Znała to aż zbyt dobrze….

044.JPG

Przyjechali. Starzy znajomi. Przyjaciele. Tak, oni mają mało przyjaciół ale Ci są prawdziwi. Sprawdzeni w życiu. Poznali się na szpitalnej sali. Kiedy Pani Black i Pani Miner leżały po wypadku.
Pani Black miała poparzoną twarz bo w fabryce, w której pracowała w latach…(ho,ho,ho kto by to pamiętał :P )
nastąpił wybuch i maszyna wystrzeliła roztopiony plastik prosto na nią. ( Cud, że nie zostały jej blizny).
Zaś Pani Miner, pracowała też na maszynie ale w innej fabryce i ta maszyna z kolei postanowiła skonsumować jej palce w jednej dłoni. ( W dodatku prawej. Teraz bez palców kobieta robi najniezwyklejsze ciasta na świecie, a jej zdolności manualne przewyższają pełnopalczastych)
Tak się poznali i zaprzyjaźnili.
Ale nic to. Przez lata całe kiedy nas odwiedzali byli zmuszani wysłuchiwać skarg Pani Black na to jak okropną jestem dla niej córką.
Wczoraj nie odbiegało w niczym od tego schematu.
Do momentu kiedy głos zabrał Pan Black.
Jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby tak twardo stał w mojej obronie. A już parę razy mu się trafiło. :]
Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie słuchać (choć podsłuchiwać to nieładnie)
Pan Black powiedział DOKŁADNIE TAK JAK BYŁO. Pierwszy chyba raz usłyszeli prawdziwą wersję wydarzeń. Nie ważne czy uwierzyli i jaki jest ich osąd. Czuję się pewniej kiedy wiem, że ktoś w tym parszywym domu trzyma czasem moją stronę.

Panie Black – Jest Pan Wielki!!
Dziękuję.

Nadchodzi dzień w którym zerwę się do lotu. Dosłownie. Powinnam czuć, że rosną mi skrzydła. Tak bardzo tego pragnęłam…
Ale z marzeniami już tak jest. Kiedy wydają się być nieosiągalne czujemy je każdym fragmentem duszy. Zapominamy, że pragnienia, szczególnie te najsilniejsze mają skłonności do spełniania się (szczególnie kiedy jest się wiedźmą i rzuca stosowne ku temu zaklęcia ;) )
Zapomniałam, zbyt często pozwalam sobie na to. Zapomniałam o bardzo ważnej zasadzie, którą powtarzam wszystkim moim kochanym czarownicom (no prawie wszystkim- jedna notorycznie sama wyznaje tą zasadę, odkąd to gwiazdka spadająca przyniosła jej…to, co przyniosła)

„Careful what you wish
You just might get it”

A ja pozwoliłam sobie na nieuwagę.
Bo kolejna ważna zasada mówi „Nie wolno uprawiać magii, kiedy się nią pogardza” lub… wątpi w jej działanie – jak to było w moim przypadku.

Teraz pozostaje mi mieć nadzieję, że nie będę żałować.
Przez wieki żyłam z dala od tego miejsca. Tracąc nadzieję, że kiedyś do niego wrócę. Nagle w XXI wieku w roku 2005 mam bilet w dłoni. Bilet w jedną stronę. Do domu.
Pytanie, co zastanę kiedy do niego wrócę? To już nie to samo miejsce co przed wiekami. Nowe, żywe, inne…a jednak to samo. Ten sam dom, choć zmienili „umeblowanie i tapety”… i mieszkańców przybyło.
Czy przyjmie mnie z otwartymi ramionami? Czy może zatrzaśnie przedemną swoje drzwi i będę musiała spać na progu?
Czy poczuję inność po tak długim czasie i zostanę wyalienowana…
CZy wreszcie poczuję to co czułam będąc tak daleko?
Że wróciłam DO DOMU???
Nie ukrywam, że czuję niepewność. Coś co do wczoraj było jasne i wyraźne, dziś zamgliło się i nie dostrzegam barw ani szczegółów.
Ale to nie jest strach. Powinnam się bać. Ale nie potrafię. :)

‚Careful what you wish
You just might get it
Careful what you wish
You may regret it’

Będzie wisiało w moim domu nad łóżkiem :P

Jak zwykle

3 komentarzy

Znowu dostałam w dupę. No cóż, moja wina bo jestem głupia.
To tyle tylko.
Siły ze mnie ulatują jak z dziurawego balonika. Zniechęcenie wypełnia mnie aż po końce włosów.
Nie chce mi się już mówić o powodach tego stanu. Koniec kropka.


  • RSS