maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2005

Congratulations Catty Elliott & Ira Snake.
A ja tam byłam, miód i wino piłam…
Teraz trzeba wracać do pracy i zielonej irlandzkiej rzeczywistości.
Nie wiem jeszcze czy się cieszę, że wracam, czy nie. Mieszane uczucia. Mam nadzieję, że ten koszmarny tydzień już się skończył i wszystko wróci do normy.
Potrzeba mi snu i spokoju.
Potrzeba mi silnych ramion, które by na chwilę, na ułamek sekundy objęły mnie i przytuliły mocno, zdejmując tym samym, zupełnie nie świadomie ogromny ciężar codzienności.
Na razie przygarbiona coraz bardziej jestem. Grawitacja rośnie wraz z moją depresją. Nie widzę przed sobą cienia, w którym znajdę ukojenie i odpocznę…
Co nas nie zabije….

Dobranoc, wylot bladym świtem z Krakowa.

Polska

3 komentarzy

Dziwne uczucie byc na powrot na Grimmauld Place 17. Trzymac na kolanach kota…zywego i mruczacego. Wracam do Eire w niedziele.

Tia…

3 komentarzy

Ktos mnie przeklal w tym tygodniu. Problemy zwalily sie na mnie z wielkim hukiem.
Pomijam fakt ze ciagle naplywaja do mnie informacje o fatalnym i stale pogarszajacym sie stanie zdrowia ojca mojego dziecka. Nie moglam dostac biletu na przelot do Polski na slub Catty i Iry. W tamta strone ceny kosmiczne a z powrotem kosmiczne i wykupione. Koniec koncow znow mam dlug u Catty. Nie pytajcie ile.
Ale mam przelot.Pod warunkiem ze zdaze na ten samolot bo klatwa chyba wisi nademna jakas.
Tuz po otrzymaniu radosnej nowiny ze mam bilet okazalo sie, ze Dee nie ma ochoty dac mi wolnego.
Koniec koncow dala ale, musialam zrobic jeszcze przelew dla Catty na 150 euro (co stanowi zaledwie skromne grosiki tego co jej wisze) a zrobic przelew w Irlandii to jest nie lada wyzwanie. W koncu zrobilam, nie pytajcie jakiego slownictwa uzywalam kiedy nikt nie slyszal. Ale nic to, nagle dzis bowiem okazalo sie ze z mojego konta wyparowalo 500 euro przeznaczone na depozyt mieszkania!!!!!!! Poprostu zniklo. I jesli nie zalatwie tego dzis wieczorem przez telefon to dopiero w poniedzialek ale jade do Polski bez grosza niemal. Bo musialam uregulowac reszte zaleglych oplat z tego co zostalo.
Wczoraj juz bylam w takim stresie ze sie oberwalo biednemu Michaelowi Hawkinsowi (ktoremu sie nota bene wydaje, ze lubi mnie bardziej niz powinien) No i wczoraj chyba rozwialam jego zludzenia, choc dzis mi takiego smsa wysmarowal, ze az mi wszelka zlosc na banki na chwile przeszla. Romantyk normalnie. :]
Trzymajcie kciuki co by sie moje klopoty finansowe szybko skonczyly i cobym nie zaspala na 4:25 na lotnisko.

Wczoraj mnie dopadlo to przedziwne uczucie…Mialam je juz raz, na poczatku, kiedy szlam po raz pierwszy ulicami Dublina.
Obcy kraj, obcy ludzie, obce miasto…a ja bylam u siebie.
Nadal mam problemy komunikacyjne. Znaczy moj angielski to koszmar :]
A jednak. Dwa tygodnie temu weszlam do sklepu. Nagle ktos mnie lapie za ramie.
‚Hi, how are you??’- Brydie, znajoma z pracy
I nagle czlowieku czujesz sie, jak bys tu nalezal. Oni Cie znaja i pozdrawiaja jak starego przyjaciela. Sasiada.
Ludzie w autobusie maja znajome twarze. Usmiechaja sie.
I w najwiekszym tlumie w dniu Sw.Patryka spotykasz znajoma irlandke, ktora Cie wysciska z radosci.
W czoraj znow poczulam sie jak u siebie. Mocniej, intensywniej, glebiej…
Nie pomylilam sie. Ja tutaj naleze. To moj dom. Moje miejsce.
Choc czasem jeszcze moja polska samotnosc zaciska swoje szpony na mym sercu. Juz niedlugo.
Ona traci sily…za daleko od niej ucieklam.
Na wszystkie demony, ja naprawde jestem tu szczesliwa!!!

Znowu, sama sobie winna jestem.
Niebezpieczna jest gra w flirt. Przyjemna i owszem, ale niebezpieczna. Bo nikt nie jest z kamienia.
I chyba sie wpakowalam.
Za duzo o kilka slow.
Nie chce nikogo zranic. Juz nie mam sily brac odpowiedzialnosci za wlasne okrucienstwo…
Nie jestem gotowa…
Nigdy nie bede.
A on jest bardzo milym facetem….nie chce zrobic mu krzywdy.
A moze to on sobie pogrywa? I ma przy tym niezla zabawe, kiedy widzi jak probuje poodkrecac wszystko teraz?
Przeklne go!! Ze mnie sie nie zartuje :>

Reszta newsow? Rosa wrocila. A tydzien temu palila sie moja drogocenna kamienica. W srodku nocy panowie strazacy mnie ewakuowali…Czy ja juz o tym gdzies nie pisalam?

:]

Noce

3 komentarzy

Snilam. Sen stracil ostrosc i niewiele go teraz pamietam.
Wiem, ze byl w nim Jakub…( ;) ) i ze to bylo pozegnanie.
On jest jak ta wersja Nickolasa Cage’a z Miasta Aniolow. Nie nosi co prawda dlugiego czarnego plaszcza i jest przystojniejszy niz oryginal, jednak ma w oczach te sama lagodnosc. Niezwykle cieplo i jakies swiatlo…
Niedlugo na prawde odchodzi…wraca do domu, do Bratislavy.
Wczoraj przyleciala tu jego dziewczyna.
Tak, a co mysleliscie? Kazdy Aniol ma drugiego do pary. W mojej samotni bez zmian.

3 komentarzy

Zatapiam sie w ramionach Lestata.
Spijam jego historie, jak slodkie wino.
Nie moge przestac. Moj glod jest wiekszy niz jego zadza krwi.
Inaczej czyta sie oryginal.
Albo czujesz ksiazke kazdym kawalkiem swojego ciala albo nie.
Nic nie jest narzucone przez tlumacza. To Twoj odbior. Twoje uczucia. Twoja interpretacja.
Dlatego Lucius jest dla mnie tak wyjatkowy.
Bo to ja sama przy pomocy braila mojej wyobrazni, dotykalam go wlasna imaginacja. Uczylam sie po swojemu, jaki jest i jak wyglada.
To prawda, ze dzwieki maja kolory.
Prawda tez, ze czarne litery na papierze to nic innego jak obrazy, uczucia, zmysly…
Czerwony to czerwony. Widzicie to, prawda?
To nie tylko zlepek samoglosek i spolglosek. To cieplo. Pasja. Zadza. Ogien. Krew…
Na koniec ten, ktorego wymyslilam dostal cialo Jasona Isaacsa…poezja.
Czy moze byc lepiej uwienczone dzielo mojej wyobrazni? Byc moze tak, ale nie chce lepiej. Lepsze wrogiem dobrego.
Teraz Lucius jest bardziej realny niz…ja.
Ja. Za zaslona wlasnych wyobrazen bledne,nikne. Oddaje siebie sennym marzeniom. Chce spac i snic tylko jeden sen. Ten pierwszy. O moim strazniku…ktorego zdradzilam…odeslalam w niebyt wlasna krwia….

Krew ma smak metaliczno-slodki.
Gdy pijesz jej zbyt wiele, przyprawia o mdlosci.
Zostawia czerwony slad na ustach po spozyciu i trudno, wrecz niemozliwie trudno usunac ja z siebie.
Nawet jesli „na oko” sie spierze po czasie, to jej molekuly pozostaja. Wzeraja sie w skore, tkanine…gleboko. Nieusuwalnie.
Znam tylko jedna „substancje” majaca identyczne wlasciwosci.

To samotnosc.

Zmiany :]

3 komentarzy

Wiem, mialam opisac to juz dawno temu, ale pewnie szok jakiego doznalam nie pozwolil mi na to.
Otoz w drugiej polowie maja zdjeto mnie z wash up’u.
Hurray!!I wogole…Ale nie to wprawilo mnie w oslupienie.
Wiedzialam, ze moja „promocja” moze nie nastapic szybko, bo ciagle nie mamy ludzi.
Az tu dnia pewnego na dziendobry dostaje informacje, ze ide na Barnhall Grill.
Zdumiona i szczesliwa rozpoczelam moja nowa kariere „kucharki-barmanki”, gdy przybiegla Catty z dziwnym blyskiem w oku:
‚Chodz szybko!’-pociagnela mnie do rozpiski z rozplanowanymi stanowiskami.
‚Patrz! To sie nazywa poswiecenie!’
Patrze w rozpiske i oczom nie wierze!
A tam, czarno na bialym widnieje:
Wash up – Lucius
Hmmmm….ten facet chyba bardzo mnie lubi. ;)

Opuscilam zatem, maly domek przy Gryffindor Place. Catty Elliott zostala tam z Ira Snake’iem. Zamieszkalam przy Liffey Street West. Centrum miasta.
Dwa tygodnie pustego mieszkania. A tak sie cieszylam, ze Rosa jedzie do Hiszpanii. Dlaczego teraz tak trudno mi wrocic do pustego domu?
Pozatym napisalabym wiecej ale mam koszmarny headake. I powinnam isc sobie juz z tej kafejki.
Duszno tu dzis.

No dobra…
Mam pokoj z widokiem na… drzewo. Bo ogromne to iglaste stworzenie. Zas z pokoju dziennego widze Phenix Park na wprost, na prawo muzeum a na lewo browar Guinessa.Noca swiatla przejezdzajacych samochodow robia iluminacje na suficie.
A kiedy klade sie do lozka mam nad glowa gwiazdy…
Poprzedni lokatorzy zostawili. Fantastyczny pomysl. :D

Tylko daleko do wszystkich…i bardzo samodzielnie.


  • RSS