maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2006

:)

Brak komentarzy

Let me bite You

james_marsters_10.jpg

Jak można się oprzeć??
:)

Ps. Ma coś z Lu…Ehhh…

W mrokach nocy przy Grimmauld Place rozległ się znajomy odgłos wystrzału, oznaczający teleportację.
Mężczyzna wmaszerował do pokoju jak gdyby był tutaj stałym bywalcem, choć na jego widok Mae wzdrygnęła się nieprzyjemnie.
‘Dobry wieczór Maelen’ – uśmiechnął się błyskając bielą zębów –‘Strasznie dawno żeśmy się nie widzieli. Zapomniałaś nas poinformować o swoim powrocie? Mroczny Pan bardzo się zasmucił.’
Mcnair stanął przed nią a ona poczuła jak skręcają jej się na nowo wnętrzności, choć nikt nie używał Cruciatusa.
Mae podniosła się z krzesła na którym siedziała i spojrzała Mcnairowi prosto w oczy.
Następnie bez słowa odwróciła się do niego plecami i podeszła do okna.
Na zewnątrz było czarno, że oko wykol.
‘Pan zaprasza, na małe spotkanie. Będzie kilkoro starych przyjaciół.’ – powiedział nie zrażony jej milczeniem Mcnair.
Podszedł i chwycił ją starym zwyczajem za ramię. W tym momencie Mae odwróciła się a Mcnair stanął jak sparaliżowany. Na jego twarzy zdążyło się jednak odmalować zdumienie.
Mae schowała różdżkę i szepnęła Mcnairowi do ucha.
‘Nigdy więcej mnie nie dotykaj!’ – a potem mruknęła sama do siebie, ale tak, że on mógł ją słyszeć
‘Lubię te zaklęcia niewerbalne’
Obeszła mężczyznę dookoła, przyglądając mu się.
‘Nie wiem jak przedostałeś się przez zaklęcie chroniące to miejsce. Może trzeba je było odświeżyć…’ – zastanawiała się głośno – ‘Wiedz jednak, że od tej pory obowiązuje tutaj zasada zapowiadania wizyt. Czy się to podoba Mrocznemu Panu czy nie.’
Stanęła teraz tuż przed nim i patrząc mi w oczy powiedziała:
‘Za chwilę zdejmę z ciebie to zaklęcie. Nie radzę ci robić nic głupiego. Kto wie czego się jeszcze nauczyłam, prawda?’
Machnęła różdżką i Mcnair zwiotczał nagle. Omal się nie przewracając w trudem odzyskał równowagę.
Kiedy się wyprostował w jego oczach kipiała furia.
‘Zapłacisz za to…’ – wysyczał
‘Tak, tak…’ – powiedziała niedbale Mae, po czym wskazała na drzwi:
‘Lady’s first’
Mcnair zrobił się purpurowy na twarzy ale nie powiedział już nic więcej.
Deportowali się na obszernym tarasie, na tyłach Grimmauld Place.
Chwilę później w wilgotnej piwnicy starego dworku w północnej Anglii, zmaterializowały się dwie postaci.
‘Moglibyście zrobić coś z tym miejscem’ – warknęła z niesmakiem kobieta – ‘Za grosz poczucia estetyki’
Mcnair wydał odgłos jak gdyby chciał zawarczeć, ale ona nie zareagowała. Bezceremonialnie pchnęła stare piwniczne drzwi i już zaczęła wspinać się po schodach na górę.
Kiedy kolejne drzwi stanęły przed nią otworem. Większość zgromadzonych w pomieszczeniu osób odwróciło się w jej stronę.
Pomieszczenie było przestronne i oddzielone rozsuwanymi drzwiami od drugiego mniejszego pomieszczenia w którym, Mae zauważyła odzianego w czerń i stojącego teraz do niej plecami, wysokiego mężczyznę.
Nie zwracając uwagi na mijanych śmierciożerców ruszyła prosto w stronę drugiego pokoju.
Tuż przy drzwiach drogę zagrodziła jej szczupła czarnowłosa kobieta.
Mae zatrzymała się na chwilę bo na nią spojrzeć, a kiedy to nastąpiło Bellatrix Lastrangę odsunęła się przezornie.
Mae weszła do pokoju i ujmując rozsuwane drzwi spojrzała na zgromadzonych śmierciożerców.
‘Zaczyna przypominać ciebie, Lastrange.’ – szepnął z sarkazmem Mcnair w ucho osłupiałej Bellatrix.
Mężczyzna stojący nadal tyłem do Mae uśmiechnął się do siebie.
Mae cicho zasunęła drzwi.

Porządeczki w księdze. No ja przepraszam, ale za reklamę się płaci. Nie będzie mi się tu reklamować i już.
Chcecie to bluzgajcie na moją grafomanię albo i nie, ale jak już zostawiacie ślad niech to będzie naprawdę coś od Was. Sieć jest wystarczająco odarta z osobowości.
Podzielcie się zatem słowem.
Dorzućcie iskierkę bym mogła skrzesać twórczy płomień…

Pozdrawiam

Match yourself with James Marsters

Now she’s gone
Alone again
You made her cry
Now you win

Made her leave, no goodbye
Pissed you off, don’t know why

And all that she wanted
All that she wanted
All that she wanted was you
And all that she wanted
All that she wanted
All that she wanted was you

You miss her hair
And her skin
She’ll never see
You again

And all the tears you’re gonna cry
She’ll never see them in your eye

And all that she wanted
All that she wanted
All that she wanted was you
And all that she wanted
All that she wanted
All that she wanted was you

She has such sweet
Strawberry wine inside
She has such sweet
Strawberry wine inside
Yeah

Now she’s gone
Alone again
You made her cry
Now you win

And ain’t it strange, how you find
The love inside after goodbye

And all that she wanted
All that she wanted
All that she wanted was you
And all that she wanted
All that she wanted
All that she wanted was you

© Copyright James Marsters

Mae przeszła przez lustro.
Te przejścia zwykle pozostawiały w niej poczucie senności i rozkojarzenia.
Rzeczywistość po drugiej stronie wzbudzała w niej mieszane uczucia.
Czuła się jak gdyby nagle ktoś obudził ją z bardzo długiego i dziwnego snu.
Jak człowiek po wyjściu z komy. Teoretycznie zna otaczający go świat a jednak wie, że coś się zmieniło. Próbuje znaleźć te drobne szczegóły, którymi teraz różni się świat od tego, który znał. I ma nadzieję, że tak naprawdę nie było go tylko chwilę, gdy w rzeczywistości minęły już lata…
Powroty zawsze są trudne.
***
Kiedy Mae stanęła w progu domu przy Grimmauld Place 17, nie powitał jej znajomy wrzask. Pani Black spojrzała na nią tylko i nie powiedziała ani jednej uszczypliwej uwagi. Ani jednej obelgi.
Niezwykłe to.
Jednak nie często zdarza się, że ktoś z rodziny wiąże się z potomkiem Salazara Slytherina i wychodzi z tego związku prawie bez szwanku.
Tak. ON był Wężem. Samym w sobie.
Dała się zwieść jego koneksjom rodzinnym. Wmawiała sobie, że on nie może być zły. Ma przecież w rodzinie samego Dumbledora. Pominęła drobiazg. W jego żyłach nie płynęła ta sama krew. To brat Dyrektora wszedł w tą rodzinę.
Tylko po to by zostać zniszczonym…
Nie wielu wie, że Aberforth Dumbledore związał się z pewną kobietą. Kobieta ta, której imienia nie zdradzono, urodziła mu dwoje dzieci. Córkę i syna. Po kilku latach małżeństwa nastąpił jednak rozwód. Z czyjej inicjatywy czy winy, nie wiadomo. Być może pewne fakty zostały zatuszowane.
Nie wiadomo też co stało się z Aberforthem. Jedno jest pewne. Dawno opuścił ten padół.
Jego była żona wraz z dziećmi, żyje sobie w dostatku do dnia dzisiejszego na terenie Australii. Syn Aberfortha okazał się życiowym nieudacznikiem. Córka zaś, pomimo wątpliwej urody żyje w podobno udanym związku z inną kobietą. Z tego co nam wiadomo żadne z dzieci nie posiada bodaj cienia uzdolnień magicznych.
Co zaś się tyczy byłej Pani Aberforthowej? Istniały podejrzenia, o używanie przez nią modyfikacji pamięci w stosunku do kilkunastu mugoli. Jednak Pani Aberforthowej udało się w niewyjaśniony do dziś sposób odeprzeć wszelkie zarzuty. Po tych kilku incydentach podejrzana zaprzestała kontaktować się ze swoją rodziną. W szególności ze swoją siostrą.
Owa siostra zaś była nie kim innym jak ciotką Węża z którym Mae postanowiła się spotykać.

Zbyt późno zorientowała się, że snuł intrygę. Niezauważalnie zatruwał ją jadem, na który nie ma antidotum. Zostanie skażona już na zawsze.
Kiedy to odkryła, już nic nie można było zrobić.
Jego piętno rozwijało się w niej niczym pasożyt. Paląc ją nienawiścią do nieprzytomności.
Grimmauld Place było teraz jedynym wyjściem. Jedynym schronieniem. W zakamarkach tego domu, poukrywane były niezwykłe, mroczne sekrety. Teraz jej jedyna nadzieja na uratowanie życia.
Kiedy tylko przekroczyła próg uderzył ją postęp ogólnego rozkładu.
Dom coraz bardziej chylił się ku ruinie. Płaty farby odrywające się od sufitu w kuchni, zaczęły odpadać. Pojawiły się nowe wilgotne plamy i w wielu nowych miejscach zauważyła ślady przecieku. Jeśli szybko nie wymieni się tego dachu, dom pewnie wkrótce się zawali. Skrzaty same próbowały ratować sytuację, ale biorąc pod uwagę ich znajomość budownictwa, efekt był dość mizerny.
Powoli zaczynała wczuwać się w rytm tego domu. Wsłuchiwać w echa przeszłości odbijające się od ścian.
Ciche skrzypienia podłogi zdawały się szeptać jej cicho słowa pożegnania…
Kto wie, czy za kolejny rok jeszcze będzie miała Grimmauld Place?

Jeszcze nigdy tak nie smakowało jej jedzenie podane przez skrzaty.
Jej zmysł smaku zdawał się być obudzony na nowo.
Trudno to jednak opisać. Ktokolwiek był kiedyś po drugiej stronie lustra ten zrozumie.
Tam wszystko ma lustrzany smak i zapach. Lustrzane barwy ranią oczy. Lustrzany chłód jest przenikliwszy i bolesny.
I gdyby mogła zostałaby tu. Na Grimmauld Place, gdzie farba odpada z sufitu i odrapane ściany szczerzą zęby w pożółkłym uśmiechu. Musi jednak wracać. Ale jeszcze nie dziś.
Dziś musi zadać sobie ból.
***
Następnego dnia przyjechała Anna.
Rozmawiały. Analizowały sytuację.
Jedynym ratunkiem dla Mae był pewien eliksir…
Zawahała się krótko.
To wszystko było jej winą. Powinna ponieść konsekwencje…
Zażyła….
Rzuciła zaklęcie…
‘Crucio!’
Poprzez tępy ból wyszeptała jeszcze:
‘Sectusempra!’

Poczuła jak jad wysącza się z jej żył.
Boleśnie.
Jak rozgrzane do białości żelazo.
Anna z różdżką w pogotowiu czuwała całą noc by zdjąć zaklęcia gdyby się nie powiodło.
Ale następnego dnia ból sam ustąpił.
Skutki Sectusempry trwały trochę dłużej.
Wyglądało na to, że i tym razem się jej udało.
Anna wyjechała następnego dnia wzywana obowiązkami.
Wtedy pojawił się gość z goła nieoczekiwany.

Późnym wieczorem usłyszała w przedpokoju odgłos teleportacji.
Mężczyzna wkroczył do pomieszczenia w którym siedziała lekko kulejąc. Jego czarne ubranie, było przykurzone i lekko wyświechtane.
‘Profesorze?’ – przemówiła zdumiona –‘Miał się Pan nie pokazywać…’
Uciął jej gestem.
‘Zatem nie widziała mnie Pani pozatym mnie również miło Panią widzieć.’ – powiedział. Głos miał ochrypły i zmęczony.
Jednak nawet w mizernie oświetlonym pokoiku nie dało się ukryć, że w ostatnich dniach nie spał chyba zbyt wiele.
Miał wyraźne cienie pod oczami a jego skóra przybrała prawie przezroczysty odcień. Poczuła się głupio.
‘Wszystko w porządku, Profesorze?’ – zapytała, choć oczywiste było, że nic nie jest w porządku.
Skinął głową.
‘Jak się Pani czuje?’ – zapytał. Dotknął jej czoła. – ‘Chyba Pani gorączkuje’
‘Nie, to nic takiego…’ – zaczęła, lecz znów nie pozwolił jej skończyć
‘Proszę to zażyć. Zniesie temperaturę. Nie będę mógł odwiedzić Pani drugi raz. Proszę mi obiecać, że potem uda się Pani do Świętego Munga na badania.’
Patrzyła nie bardzo rozumiejąc.
‘Kto Panu powiedział?’ – zapytała
‘Proszę mi obiecać, że Pani to zrobi!’- powtórzył z naciskiem
‘Obiecuję, ale kto..?’
‘Pani de Witch, ja wiem wszystko.’ – westchnął – ‘Szkoda, że nie dało się tego uniknąć. Że… z resztą nie istotne. To silne zaklęcie. Może pozostawić ślady.’
Przyjrzał się jej uważnie.
‘Powinienem zapytać, kto śmiał to Pani zrobić. Ale odpowiedź może zbudzić chęć zemsty. Nie wolno nam się mścić.’
Patrzyła mu w oczy.
‘Ale ja chcę się zemścić…’ – szepnęła
Pokręcił głową.
‘Zemsta uwłacza naszej godności.’
‘Mam mu pozwolić tak odejść? Bezkarnie?’ – oburzyła się i poczuła, jak kręci jej się w głowie
‘Na wszystko jest miejsce i czas.’ – uśmiechnął się lekko a zmęczenie w jego oczach przybrało na sile.
‘Slytherini się nie mszczą.’
Odwrócił się jeszcze przy drzwiach.
‘My tylko wyrównujemy rachunki.’
Deportował się w mroku zakurzonego przedpokoju, a ona poczuła jak bardzo tęskni do jego odwiedzin. Do czasów, kiedy ich tak bardzo nie znosiła…Do czasów, kiedy …
Usiadła do pisania. Drżącą ręką, przy chybotliwym blasku świecy litery na pergaminie zalśniły jak czarne łzy:

„ Mój Drogi Lu… gdziekolwiek jesteś…”

Czy próbowaliście kiedyś rzucić Cruciatus na siebie?
Ja to właśnie zrobiłam.
W połączeniu z Sectusemprą efekt jest porażający.
Jest tylko jeden problem. Nie da się samemu zdjąć tych zaklęć.
Muszę czekać. Albo przejdzie samo, albo…
Może Profesor mnie odwiedzi…gdziekolwiek jest.
Nie ważne.
I tak już się stało. Popełniłam Niewybaczalne.
Pierwszy raz. Świadomie i pełną premedytacją.
Oby ostatni to był raz.
Czy teraz jestem już prawdziwie Wicked Witch?

Czy żałuję?

Nie.

Czy mnie potępicie?

Strach

6 komentarzy

Sa rzeczy, ktore zmieniaja nasze zycie radykalnie. Sa decyzje, ktore – pomimo iz jestesmy pewni w 100% o ich slusznosci- moga zostawic w nas wieczne pietno…lub pozbawic wszystkiego…
Stanelam przed wyborem.
Miesiac i 5 dni myslalam nad podjeciem ostatecznej decyzji.
Wahalam sie wielokrotnie.
Przed dziesiecioma minutami tez sie zawahalam, ale tylko dlatego, ze…tak naprawde to nie chce jeszcze odchodzic.
I gdyby tak sie stalo, ze bede zmuszona…bedzie mi zal. I nie bedzie czasu na uzywanie zycia do ostatniej chwili, bo to jak z przecieciem niewlasciwego kabla w bombie zegarowej.
Zegar przyspiesza oszalamiajaco i juz nie ma nic…
Boje sie o siebie.(Egoistka jedna :] )

Zawsze chcialam byc niesmiertelna…

Spike

Brak komentarzy

marsters_01.jpg


  • RSS