maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2007

BROKEN

3 komentarzy

I wanted you to know
I love the way you laugh
I wanna hold you high and steal your pain away
I keep your photograph;
I know it serves me well
I wanna hold you high and steal your pain

Because I’m broken when I’m lonesome
And I don’t feel right when you’re gone away

You’ve gone away
You don’t feel me here, anymore

The worst is over now and we can breathe again
I wanna hold you high, you steal my pain away
There’s so much left to learn,
and no one left to fight
I wanna hold you high and steal your pain

‘Cause I’m broken when I’m open
And I don’t feel like I am strong enough
‘Cause I’m broken when I’m lonesome
And I don’t feel right when you’re gone away

‘Cause I’m broken when I’m lonesome
And I don’t feel right when you’re gone away

You’ve gone away
You don’t feel me here, anymore

/Evanescence/

No i mam za swoje :(

Stare kamienne mury stały niczym niewzruszone w nocnej ciszy.
Wilgoć wdzierała się tutaj przez pozbawione szyb okna. Z żelaznych prętów krat sączyła się kropla za kroplą woda z wieczornej mgły.
Wiatr szeptał w pustych korytarzach, jęczał przeciągle w szybie klatki schodowej. A może to odległe wspomnienia przetrzymywanych tutaj skazańców odzywały się jeszcze echem. Wszystko dokoła było puste i martwe.
Tylko na pozór.
Postać okutana szczelnie w ciemną pelerynę wspinała się wolno krętymi kamiennymi schodami. Szelest jej kroków odbijał się nikłym echem od wilgotnych kamiennych ścian.
Na szczycie schodów postać zatrzymała się nasłuchując. Kiedy echo jej kroków umilkło zapadła głucha przejmująca cisza.
Niewielka postać odetchnęła z ulgą. Jej obecność zdała się pozostać niezauważona.
Ostrożnie wyjrzała zza załomu korytarza i zlustrowała dalszą drogę przed sobą.
Ciemność sączyła się niczym smoła tuż przed nią i za nią.
Nocny gość był tutaj intruzem. Nikt nie przychodził w to miejsce z własnej woli.
Postać zrobiła krok naprzód, szelest peleryny przerwał ciszę.
Powoli, z ręką przyciśniętą do najbliższej ściany postać ruszyła długim czarnym korytarzem.
Wilgoć była nieprzyjemna w dotyku. Stary kamień zdawał się jęczeć pod palcami żywej istoty.
Nie, to nie kamień. Cichy jęk dochodził z oddali i przeciskał się przez kamienne mury.
Ktoś był tutaj. Ktoś cierpiał.
Po kilku kolejnych krokach postać zatrzymała się i oderwała dłoń ściany, by dotknąć sąsiedniej. Tuż pod palcami dało się wyczuć załamanie, oznaczające kolejny korytarz.
Drogę postaci zagradzała jednak żelazna krata.
Intruz naparł na metalowe pręty delikatnie. Bariera ustąpiła cicho i przepuściła bezszelestnie skradającą się postać.
Kolejny korytarz nie był już tak mroczny.
Gdzie niegdzie sączyły się ze ścian srebrnoszare smugi księżycowego światła, zdradzające wejścia do pomieszczeń w których musiały znajdować się okna.
Postać zbliżyła się do najbliższych, rozświetlonych księżycem drzwi.
Żelazna krata zamykała wejście. Wewnątrz na twardym posłaniu leżał więzień.
Spał targany koszmarnymi snami.
Jego długie włosy przypominały szczecinę. Splątane, zszarzałe w księżycowym blasku. Twarz ukrywał równie potargany zarost. Okryty cienką derką drżał wyraźnie.
Postać ukryta w mroku przyglądała się chwilę śpiącemu więźniowi, poczym ruszyła dalej.
Niektóre cele były puste. Postać mijała je szukając.
Korytarz prawie się kończył, kiedy postać nagle zatrzymała się znów nasłuchując.
Podniosła głowę schowaną w przepastnym kapturze jak gdyby wdychając wilgotne, nocne powietrze. Następnie ruszyła naprzód. Jej kroki stały się niecierpliwe, choć bardzo pragnęła poruszać się najciszej jak potrafiła.
Zatrzymała się przy przedostatnich drzwiach. Nie zbliżyła się do księżycowej smugi, mogącej zdradzić jej obecność. Dyskretnie zajrzała do środka.
Na pryczy siedział mężczyzna. Jego długie jasne włosy zdawały się kpić z otaczającej go nocy. Jego strój nosił już ślady długiego noszenia, lecz był nad wyraz elegancki jak na okoliczności, w jakich się znalazł.
Siedział wpatrzony w odległą tarczę księżyca za oknem.
Postać powoli wyciągnęła dłoń i dotknęła żelaznej kraty. Smukłe białe palce zacisnęły się kurczowo na metalowym pręcie.
Mężczyzna nie odwracając się szepnął cicho:
‘Jesteś tylko kolejną zjawą. Odejdź.’
‘Lu…’ – kobiecy głos cicho dobiegł od zakapturzonej postaci.
Mężczyzna spojrzał z niedowierzaniem w stronę drzwi. Potem poderwał się i dopadł do żelaznej kraty, zaciskając palce na bladej dłoni.
‘Mae.’ –szepnął –‘Wiedziałem, że przyjdziesz…’

Wszystko się może zdarzyć. Niezaprzeczalny to fakt.
Jestem zaskoczona. Bardzo mile, że sprawy przybrały taki obrót.
W Wigilię powiedziałam coś Olegowi.
„W moim życiu było już wszystko, czego chciałam. I zawsze dostaję to, czego chcę.”
Dziwne to, ale prawdziwe. Choć czasem sytuacja wydaje się beznadziejna to jednak prędzej czy później wychodzę na swoje.
Zapragnęłam człowieka, który na pozór wydawać by się było jest nieosiągalny z kilku powodów.
1. Młody. 6 lat różnicy.
2. Przystojny. Jakiś taki słodki z wyglądu więc zupełnie nie mój typ ;P
3. Zachodni znak zodiaku Panna. – w życiu mi z żadną Panną nie wyszło, a kilka prób miałam. One jakieś zimne i w ogóle.
4. Chiński znak – Wąż. – Kolejny Wąż. Dla mojego znaku przeciwnik. Z poprzednim Wężem miałam niezłe jazdy.
5. Sądziłam, że w ogóle mnie nie dostrzega i traktuje aseksualnie.
No i jakoś tak się porobiło, że po pijaku pocałowaliśmy się kiedyś, przez przypadek.
Pomimo upojenia alkoholowego, nie mogłam zapomnieć jak on całuje.
Myślałam, że już nigdy nie będzie mi dane spróbować…
Tydzień temu pomyślałam, że chcę tego tak bardzo, że zrobię coś, czego obiecywałam sobie już nigdy nie robić.
Rzuciłam zaklęcie.
Księżyc akurat był w nowiu. Przygotowałam się. Otwarłam krąg, (o czym często zapominam a potem się dziwię, dlaczego zaklęcie nie działa) wezwałam żywioły, zwróciłam się do Bogini i Rogatego Boga, wypowiedziałam zaklęcie, na czerwonej świecy wygrawerowałam runy i jak nakazywała księga wypisałam imię. Nie powinno się tego robić, gdyż jest to niezgodne z kodeksem. Nie wolno nam wpływać na odczucia innych konkretnych osób dla własnych celów.
Ale ja chciałam, bardzo. Konkretnie. Zgrzeszyłam łamiąc Rede.
Jeszcze nie wiem jak odpokutować…
Świecę wzmocniłam pewnym specyfikiem ;)
Wypaliłam ją do końca jeszcze tego samego dnia. Zamknęłam krąg. Odesłałam żywioły dziękując im i Bogini oraz Rogatemu Bogu za opiekę i prosząc raz jeszcze by dali mi moc tworzenia. Miało to miejsce 18 styczna 2007 roku.
24 stycznia tego roku, kiedy księżyc wszedł właśnie w znak Barana (mój znak) dostałam to, czego chciałam.
Dostałam wszystko.
I wiecie co?
Warto było. Bez względu na cenę jaką teraz przyjdzie mi za to zapłacić. :D

Czasem myślę, że może to nie moje zaklęcie. Może tak miało być po prostu od początku. Ale odrzucam tą myśl. Nie mogę stracić wiary. Nie chcę.
Dziwna jestem.
Kiedy nie mam żadnych dowodów na to, że magia działa wierzę w nią niemal fanatycznie.
A kiedy widzę jej działanie, zaczynam być sceptykiem.

Magia działa. Naprawdę. A ja zawsze dostaję to, czego chcę. Gdyby tylko milion euro był obiektem mego pożądania… ;) Nigdy jednak nie czułam miłości do pieniędzy. Szkoda.

Newsy

Brak komentarzy

Ukrainska Mafia wyjezdza w next week. BYWA. Bez zalu. Sprawdzilam co mialam sprawdzic. Dostalam co mialam dostac.
Moldawska Mafia…Ojojojojojoj…sie porobilo, ale bylo extraaaaasssssyyyyyy!!!!!!

W tej irlandii??? ;P

wigilia.jpg

Styczen

3 komentarzy

Zyjemy.
Piszemy. Powoli budzimy sie z zimy.
Dalej nie wiem co zrobic.
Ale nie mysle.
Nie chce.
Tesknie do czasow kiedy byl Nocturn i Lucius z Profem wpadali na moje Grimmauld Place.
Teraz nie mam nic choc mam juz dwa domy…
Zostaje sama. Wszyscy ktorych lubie uciekaja z tej przekletej pracy. Tylko ja nie mam dokad.
Trzymajcie sie w Nowym Roku.
Bedzie dobrze, wiem. Tylko nie wiem kiedy.


  • RSS