maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2007

Chwila

3 komentarzy

Po drugiej stronie lustra wygląda inaczej.
7 dni. Dużo i mało za razem.
Tyle niezałatwionych spraw.
Widzę powolny upadek Państwa Black.
Trudno się na to patrzy. Chciałabym pomóc a nie potrafię.
Mogę czekać i patrzeć a to jest gorsze od wszystkiego.
Grimmauld Place rozsypuje się razem z nimi.
Kiedy oni przeminą ten dom przestanie istnieć.
Czuję, że powinnam wrócić by ratować choć to miejsce.
Jeszcze nie mogę i to mnie przeraża. Czas ucieka nieubłaganie.
Nadal nie mam nic choć chciałabym móc dać innym wszystko.
Z pustego nawet Salomon…
Na Grimmauld Place jest czas na pisanie. Tylko strach dotknąć klawiatury.
Na Grimmauld Place powietrze wypełnione jest przeszłością zapisaną w plikach.
W każdym kącie czuję obecność Lu, choć już dawno go tutaj nie było. Każda deska w podłodze skrzypi echem wspomnień.
Zielona kanapa…i mój ulubiony fotel…
Już nie jest mój. Chyli się ku upadkowi jak cały dom.
Nie wiem czy wrócę. Boję się, że choć jeszcze stoją ściany to tak naprawdę tego miejsca już nie ma. I nie mam juz do czego wracać.
Próba ratowania Grimmauld Place remontem jest ostatnim aktem desperacji…Ale oni nie rozumieją.
Tu nie pomoże remont ścian, dachu.
Tu jest potrzebny remont duszy…
Ten dom żyje.
Żyje i umiera jak jego mieszkańcy.
Trzeba ‚wyremontować’ relacje miedzyludzkie a i dom stanie na nogi.
To jest jednak niemożliwe na Grimmauld Place.
Jest mi żal…

Kiedyś może tu wrócę i na ruinach zasadzę jarzębinę.

mae1.JPG
Świętowałam w The Roosts. Knajpce w Maynooth. W Wojtkowych okularach.
mae.JPG
I było mi bardzo wesoło.

I bardzo przyjaźnie

Były rozmowy. Takie o życiu i śmierci…a rano była jajecznica ;)

Oprócz wielu dziwnych rzeczy wypisanych po wylosowaniu karty, jedno krótkie zdanie.

„Pamiętaj, szanuj to, co masz, doceń to, czego nawet do końca nie rozumiesz.”

Oj…

Bądź wolny od złudnych przeszkód i wyzwolony od lęku, który one rodzą, a osiągniesz najczystszą Nirwanę.

I wracać przyjdzie. Z jednej strony dobrze bo już mi tęskno…
Durna baba jestem.
A tutaj? Załatwiliśmy chirurga.
Tak poprostu. U tej samej pani która nas wczoraj odesłała do nikąd.
Jak?
Zwyczajnie. Przyszłam drugi raz tyle, że na skierowaniu zostało dopisane jedno słowo: „PILNE”
Wyobrażacie sobie? Kiedy jej tłumaczyłam, że Junior cierpi i sprawa jest raczej nie cierpiąca zwłoki nie chciała słuchać. Jak dopisaliśmy na skierowaniu „PILNE” od razu nas przyjeli. Byliśmy pierwsi w kolejce nawet.
Kochana polska biurokracja.
Dobrze, że wracam do domu. Trochę przywykłam do tego, że gdy się komuś płaci to się przejmuje. A niektórzy przejmują się nawet za darmo.
Chyba bym już naprawde nie potrafiła żyć w kraju pełnym znieczulicy, chamstwa, zakłamania i ogólnej agresji.
Jak powiedziałam wcześniej każdy kraj ma swoje wady, ale po Drugiej Stronie Lustra jest poprostu inaczej.

Na całe 5 dni.
Przyleciałam z gorączką i nawrotem anginy.
Junior potrzebuje wizyty u chirurga, ale dostać się do chirurga w Polsce to nie taka prosta sprawa.
Wszystkie dostępne terminy są po 25 lutym kiedy to my musimy być już w Irlandii. A prywatnie taki Pan doktor nie przyjmuje.
Latam z gorączką po instytucjach i umieram wieczorami.
Tęsknię. Do domu.
Do mojej Irlandii i do MM.
(Wszystkim zaniepokojonym chcę wyjaśnić, że MM absolutnie nie jest kobietą, jak by to mogło wynikać z postów wcześniejszych. To skrót od pseudonimu, który w pełnym brzmieniu jest żeński. MM jest 100% mężczyzną i tyle)
Chcę do normalności. Wiem, że Irlandia też ma wady, ale który kraj ich nie ma?
Tyle, że tam jakoś naprawdę normalniej się czuję. Spokojniej trochę. Nie wiem dlaczego.
Patrzyłam dziś na mijane po drodze domy, na szare ulice, na ludzi…doświadczyłam „uprzejmości” pań z recepcji w szpitalach i wiem, że wyjazd był najlepszą rzeczą jaka mi się przytrafiła.
Już nie potrafię wrócić tutaj bez uczucia, że tam jednak jest lepiej z jednego powodu. Ludzie są częściej uśmiechnięci.

Wracam do domu w niedzielę. I tęsknić będę tylko do mieszkańców na Grimmauld Place…(i kilku przyjaciół tu i tam)

Westchnienie

1 komentarz

11.02.2007

Odgrzebałam piosenkę:

„Była zła, gdy zatrzasnął drzwi.
W środku płacz, w oczach suche łzy.
Pomyślała –‘No tak, znów ten schemat się pcha.’
Oto był ten ich słynny ląd.
Dwa na trzy, wynajęty kąt.
Może śmiesznie to brzmi,
Lecz w tej chwili nie miała już nic.
Trzy tuziny swych lat.
To, co bolało znikło już.
Mimo to – ból.

Jaki ranek taki dzień. Nie dziwi nic.
Jaka woda taki brzeg. Nie dziwi nic.
Jaka pościel takie sny. Nie dziwi nic.
Nawet to, co jest.
Jakie serce taki lęk. Nie dziwi nic.
Jaka słabość taki grzech. Nie dziwi nic.
Jaka kieszeń taki gest. Nie dziwi nic.
Nawet to, co jest.
Jaka róża taki cierń. Nie dziwi nic.
Jaka zdrada taki gniew. Nie dziwi nic.
Jaki kamień taki cios. Nie dziwi nic.
Jakie życie taka śmierć.

Różo, różo nasz jest świat
Zostaniemy wciąż młode
Noc wiruje wokół nas
Spójrz uśpiłam już trwogę
Miłość durna, miłość zła
Nie ma władzy nade mną
Włosy me pochwyci wiatr
Dziesięć pięter i ciemność…
Jakie życie taka śmierć. Nie dziwi nic.
Jaka zdrada taki gniew. Nie dziwi nic.
Jaki kamień taki cios. Nie dziwi nic.
Nawet to, co jest.
Co wyrywa z nas cały zapas słów, cały spokój serc!

Jakie życie taka śmierć. Nie dziwi nic.
Jaka zdrada taki gniew. Nie dziwi nic.
Jaki kamień taki cios. Nie dziwi nic.
Nawet to, co jest.

Bycie chorym ma jedną zasadniczą wadę (poza tą, że jest się chorym).
Człowiek ma czas by się zastanawiać.
Ja się generalnie lubię pozastanawiać nad wieloma sprawami.
Tylko nie lubię dochodzić do odkrywczych wniosków oczywistych.
Można się zastanawiać nad samym zastanawianiem się.

Dziś rano obudziłam się w przeświadczeniu, że najbardziej chcę by ktoś mnie teraz (znaczy w momencie przebudzenia) przytulił.
Nie lubię spać sama w za dużym łóżku. Potem, kiedy mam koszmary nie mam się gdzie ukryć. To łóżko urasta do rozmiarów stadionu, a ja czuję się odkryta i bezbronna.
Ale z kolei wpuszczać kogoś do swojego życia tylko po to, żeby wypełnić za duże łóżko to też nie najlepszy pomysł. Z resztą jakoś nie ma obiektu na horyzoncie, który by się nadawał. MM jest raczej tylko formą przyjemnego spędzenia czasu. Można pójść z kolegą na piwo, albo do kina. A można też spotkać się z MM na seks. Nie wymaga to zbytnich nakładów finansowych ani specjalnych zabiegów dyplomatycznych. Na obecnym etapie MM pyta czy mam dziś czas, albo jakieś plany. Ja w zależności odpowiadam tak lub nie, na co MM informuje mnie, że w takim razie zadzwoni. Ja kiwam głową i już wszystko jasne.
MM pojawia się punktualnie i można niemal od razu przejść do rzeczy, gdyby nie coś, co każe nam przestrzegać konwenansów. Zatem rozpoczynamy rozmową. Nie chcemy by to wyglądało jak…nie wiem. Siłownia? Wpadamy do Sali, wskakujemy na rowerek robimy kilometry, zeskakujemy, prysznic i do domu. To nie o to chyba chodzi. A może o to?
Jedno wiem na pewno. Next time jak do mnie wpadnie, nie będę się certolić. Jak tylko przekręcę klucz w zamku, zabiorę się do rzeczy. Szkoda tracić cenny czas.
Czy już nie ma we mnie ani krzty uczucia?
Nie.
Zaklęłam się wszak w kamień. Teraz to czuję. A kiedy wydaje mi się, że wpadam w jakieś romantyczne uniesienia to są to tylko hormony.
Ale ja wcale nie chciałam pisać dziś o MM.

Chciałam napisać, że zdałam sobie dziś sprawę, że zdradziłam Miłość mojego życia.
Przez hormony, o których pisałam wyżej.
Zapragnęłam kogoś bardzo, bardzo mocno. Faktem jest, że gdyby okoliczności były bardziej dla nas sprzyjające pewnie zostałabym z tym kimś na bardzo, bardzo długo. Być może do końca mojego ziemskiego życia. Czułam to silnie i nawet teraz, kiedy los rozdzielił nas na długo mogę poczuć siłę tamtej relacji.
Jeszcze jest więź pomiędzy mną a nim.
Tak jak kiedyś powiedział, wszystko, co robimy powoduje reakcje i trzeba nam płacić za własne czyny w taki czy inny sposób.
On płaci swoją cenę, ja swoją. Bolesne.
Najbardziej jednak boli mnie fakt, że właśnie uzmysłowiłam sobie, kto był w moim sercu a kogo odrzuciłam, bo perspektywa wspólnego bycia razem wydawała się nierealna.
Może i taka była, ale nigdy nie powinno zdradzać się własnych marzeń.
Miłość mojego życia opuściła mnie.
Długo stał z boku i patrzył na to, co robię. Tak, on pewnie też miał świadomość, że takie dwa gatunki jak ja i on nie mogą razem istnieć. Nie miałam prawa go kochać. Nigdy nie wierzyłam, że on kocha mnie. Nie wiem tego do dziś. Już go nie mogę o to nawet zapytać. Odszedł ode mnie na dobre. Proszę, błagam, szukam, tam gdzie wiem, że mogę go znaleźć, ale jego nie ma. On już mnie nie chce nawet, jeśli kiedyś chciał.
Teraz, kiedy wreszcie zrozumiałam jest za późno.
Ja wiem, że jeśli czegoś się pragnie to wszystko staje się możliwe. Jednak nie łudzę się, bo wiem, że nie potrafiłabym mu wyjaśnić, dlaczego go zdradziłam.
Wiem jedno, Kocham go i chcę by wrócił do mojego życia. Nawet na takich samych zasadach jak poprzednio. Chcę po prostu, żeby znów był. Tak bardzo tego chcę, że nie potrafię oddać słowami. Zrobiłabym wszystko, o co by poprosił, aby znów być przy nim. Chcę znów spojrzeć w jego oczy. Wiem, chcę zbyt wiele.
Spróbuję jeszcze zaklęcia…ale czy mam prawo przyciągać go do siebie po tym wszystkim?

Chcę mu powiedzieć jak bardzo mi przykro i że już nigdy więcej…

Proszę, wybacz mi moją niesubordynację i kierowanie się emocjami.
Wiem, że sprawiłam Ci ból. Chciałabym, byś mógł zajrzeć do mej duszy i zobaczyć, że pokutuję za to każdą minutą… bez Ciebie…
Wybacz, że nigdy nie słuchałam i szłam pod prąd, kiedy tak bardzo prosiłeś mnie o zachowanie rozwagi. Przepraszam, że tyle razy sprawiałam kłopoty z czystej, nieposkromionej ciekawości. Wybacz, że nigdy nie słuchałam, kiedy mnie ostrzegałeś. Jeśli mogę zrobić coś by to naprawić, błagam, daj mi jakiś znak. Powiedz słowo. Pokaż się. A jeśli nie możesz mi wybaczyć, daj mi chociaż znak, że wszystko u Ciebie dobrze. Nadzieję mam, że wrócisz, wybaczysz. Wróć do mnie, proszę…
Podobno każdy zasługuje na drugą szansę…

10.02.2007

Życie naprawdę potrafi nam czasem robić niezłe numery.
Sama już czasem nie wiem co mam myśleć.
Było bardzo podle.
Świat się palił i walił i nagle coś się zmieniło.
MM podobała mi się od początku, kiedy ją poznałam. Ale z racji jej młodego wieku jakoś nie przyszło mi do głowy bym i ja mogła być dla niej atrakcyjna.
Któregoś dnia jednak MM pokazała mi jak bardzo się mylę.
Wiem, że ma bardzo duże mniemanie o sobie. Zdaje sobie sprawę z własnej atrakcyjności. Mimo to, kiedy byście ją poznali odnieślibyście wrażenie, że jest niezwykle cichą i skromną osobą.
Kiedy po kolejnym udanym seksie leżeliśmy w łóżku MM powiedziała, że wie, że wielu osobom się podoba i że te osoby chciałyby z nią „poznać się bliżej” tylko się boją zaproponować.
Leżałam obok i myślałam, co ja tak właściwie robię. Dlaczego potrafię bez emocjonalnego zaangażowania pójść nią do łóżka. I czy czasem nie jestem po prostu kolejną rozrywką obok 1000 innych. Na pewno jestem rozrywką. Podobnie jak MM moją.
Potem przez chwilę myślałam, że jednak się zaangażowałam tylko jestem jeszcze skołowana i tego nie czuję.
Chyba jeszcze nigdy nie byłam w tak udanym fizycznie układzie.
Mugol musiał się wszystkiego uczyć. 4 lata zajęło mu osiągnięcie perfekcji. MM już dokładnie wie, co i jak należy zrobić. Jej doświadczenie jest oszałamiające jak na młody wiek i przyznam szczerze, że czasem, gdy o nim wspomina czuję niepokój.
Pragnę nic nie wiedzieć w takich momentach i żałuję, że podjęłam dyskusję.
Zwykle lubiłam wiedzieć, którą z kolei byłam. Ten przypadek jest inny.
Czuję, że niewiedza jest błogosławieństwem.
Na początku i owszem zachowywaliśmy się bezpiecznie, ale potem nagle MM powiedziała, że ona może i bez zabezpieczeń. A ja nie wiem, dlaczego zaufałam jej bez zastrzeżeń. Czyżbym była aż tak głupia?
To mój instynkt odpowiedział za mnie. Nie zawiódł mnie jak dotąd, mimo to czuję się zaniepokojona swoją reakcją.
Być może jest to pozostałość po Hawkinsie.
Nie wiem, czy będzie następny raz. Już nie jestem głodna. Mój głód został zaspokojony na czas jakiś. Bogowie, to niesamowite jak człowiek potrafi być usatysfakcjonowany, jeśli seks spełnia Twoje oczekiwania.
Dobrze mi.
W dodatku MM zapewnia mnie, że nie ma nikogo innego. Chcę w to wierzyć. Nie mam powodu poddawać w wątpliwość jej słów. Odkąd się znamy (ponad rok) nigdy nie zostałam przez MM okłamana. Mam nadzieję, że tak pozostanie.

Jak gdyby tego było mało.

Czuję, że nareszcie jestem gotowa by podążyć wybraną przez siebie ścieżką, bez lęku.
Do tej pory zbyt wielu rzeczy się obawiałam. Zbyt wiele spraw mnie przerastało.
Teraz poczułam, że już się nie boję. Wiem, że nie będzie łatwo, ale proste ścieżki są dla słabych.
Wstępuję do Children of Artemis i być może do kowenu, jeśli znajdę odpowiedni. Chciałabym zostać inicjowana.
Mnóstwo ostatnio czytałam. Mam dziwne uczucie, że jestem dopiero na początku choć wydawało mi się, że mam już pewną wiedzę i doświadczenie.
Czuję się dziwnie osamotniona w sztuce. Potrzebuję siły Kowenu. Potrzebuję zaczerpnąć mocy.
Tylko czy potrafię być w grupie, kiedy moja dusza rwie się do samotności?

31.01.2007

Przeczytałam swoje własne archiwum.
Wierzyć się nie chce, że to ja pisałam.

„Świat składa się z kawałków wyrywanych z otaczającej nas rzeczywistości, kawałków zobaczonego przez nas świata realnego, z fragmentów w całym jego ogromie tak drobnych niczym puzzle.
Życie składa się z momentów. Lepszych lub gorszych ale żeby mogła zaistnieć całość łatamy wspomnienia niczym patchwork. I to jest piękne!
Relacje międzyludzkie to szereg drobnych gestów.
Kwiatek bez powodu, obcy człowiek uśmiechnięty do nas w autobusie, podanie dłoni, kiedy się potkniesz, czy uścisk dla pocieszenia.
Zapominamy o tych drobiazgach.
Więc jak ma wyglądać ten nasz świat, kiedy brakuje w nim bardzo ważnych kawałków?…

(O takich właśnie rzeczach Mae myśli w autobusie…:] )

Dla wszystkich, którzy wiedzą, o co chodzi mam jedno słowo:

BOTHER!!

Nigdy nie zapomnę drobnych Waszych gestów.”

Gdzie jest tamta Mae? Ta, która potrafiła napisać:

„Święta już blisko. Znów dom będzie pachniał cynamonem i …magią. Zapach ziół uniesie się w powietrzu niczym senne marzenia. I wszystko będzie takie senne i proste, jak śpiący kot na parapecie.”

„Znalazłam go. Stal tuz za szklana szyba mojego serca. Cierpliwie czekał aż rozbije jego tafle i pozwolę mu wyjść.
Teraz jego oczy śmieją się do mnie i mówią mi „A Ty mnie szukałaś po całym świecie”
Nie oddam go już, nigdy z ramion nie wypuszczę i całować będę przed zaśnięciem.
Otwarłam drzwi. Teraz możemy przechodzić z jego świata do mojego i już się nie bać. On mnie osłoni od wiatru swoimi silnymi ramionami. Ja oplotę go czarem ochronnym. Jesteśmy jak splątana winorośl. Nierozłączni. A nasza miłość to zupełnie nowy rodzaj magii.
Tak bardzo kocham jego rubinowe oczy.
I długie, białe jak mleko włosy. I ten uśmiech magiczny i iskry, które sypie co wieczór by zapalić niebo.
Zamieniam się w kota i zasypiam mrucząc na jego kolanach. Za parę godzin wstanie świt…znów pójdziemy przez życie siejąc zboża radości, rosząc kroplami szczęścia wszystko co żyje…budzić pocałunkami każdego ptaka i każdy kwiat. Ja Kot i On Sokół.”

“Chyba czas w drogę. Zawsze trudno wyczuć dobry moment żeby odejść.
Właśnie…kiedy najlepiej powiedzieć dość i zamknąć za sobą drzwi? Ile błędów trzeba popełnić? Ilu szaleństw się dopuścić?
Jakich zaklęć użyć, by to wszystko znów zakwitło?
Popełniłam setki, tysiące, miliony błędów. Dopuściłam się miliardów szaleństw. Wywróciłam swój świat sto razy do góry nogami, zburzyłam kilometry mostów, przemierzyłam oceany czasu…i nic. Noc ciągle taka sama i ja ciągle taka sama. Jak ciemna strona księżyca…
Może to właśnie dobry moment by zamknąć za sobą drzwi? Zanim…znów komuś stanie się krzywda?

Nie chce to być ja.”

“Potrzeba mi azylu. Miejsca na ziemi tylko dla mnie. Kawałka nieba i trawy. Trochę surowej ziemi. Powietrza i deszczu. Potrzeba mi siły. Tylko trochę, malutko. By unieść codzienność. Ręce mdleją już od dźwigania szarości dnia.
Wyjadę na dzień lub dwa. Myśli pozbieram rozrzucone. Może poszukam straconych chwil…tych w których zaklęta jestem od lat. Może odnajdę po drodze kawałki mojego rozbitego serca.”

Czy już nie potrafię czuć jak kiedyś? Nie potrafię ubierać tego co czuję w słowa?
Spadłam na ziemię? Na wymarzony jej kawałek. Na Zielonej Wyspie straciłam tamto życie…tamtą siebie?
Przestałam czuć czy myśleć? A może jedno i drugie?

A na deser znalazłam sobie to. Pamiętam tą noc. Bogowie, jak wyraźnie to pamiętam!

‘Ciemna noc. W zadymionym klubie wypełnionym muzyką techno, ludzie w mrocznych kątach pochylają ku sobie głowy. Przyszłyśmy tutaj we cztery. Trzy z nas właśnie podrygiwały w dziwaczny sposób na parkiecie. To nie mój klimat, więc siedzę przy stoliku i patrzę. Trochę na ludzi trochę na moje koleżanki. Przez chwilę zdawało mi się, że dostrzegłam znajomy czarny płaszcz…nie, sami młodzi ludzie i one na parkiecie…
Nade mną włoska flaga wymalowana na stromiznach dachu. Na wprost mnie Statua Wolności. Debilny kontrast, ale gin z tonikiem 8 złotych, chyba nie tak źle.
Ja tu nie pasuję. Przyszłam tutaj…sama nie wiem po co. Chyba dla niej, jednej z trzech tańczących właśnie blondynek…Ostatnio jest smutna i potrzebowała tego. Mnie z resztą nie przeszkadza, że tu jestem…
Była pełnia. Pomyślałam sobie życzenie nad szklanką z ginem i tonikiem…’Już nigdy więcej…’
Ktoś stanął tuż przy mnie. Odsunął sobie krzesło. Usiadł. Spojrzałam w stalowo szare oczy.
„Are you happy now?”
„I`m much more happier with you..”
„So what are you doing here?”
„I don`t know maybe I’m trying to learn by myself how to live withought you?”
Popatrzył mi w oczy przez chwilę…długo…
„I`ll be waiting…”
Zniknął w mroku nim dziewczyny wróciły do stolika.
A kiedy nad ranem wróciłam do domu. Stał w ciemnej kuchni wpatrzony w księżyc za oknem. Podeszłam do niego cicho. Odwrócił się do mnie podając filiżankę:
„Jasmine tea…It`s Your favourite” ‘

„Człowiek z gwiazdą na czole nie przybył. Jeszcze nie zalśniło odbicie rubinowych oczu w moich oczach jeszcze wiatr nie rozwiał białych jak śnieg włosów…i jego kroki nie niosą się echem przez mój dom…”

O matko.

„I nie wiem gdzie podziała się tamta Mae…ta która pisała listy codziennie i ciągle miała dosyć słów by obdzielić nimi wszystkich swoich przyjaciół.
Patrzę w lustro…jedyne jakie posiadam…Twarz naznaczona czasem…papierosami…winem…uśmiechem…słońcem…mrozem…wiatrem…łzami…oczekiwaniem…
Nikt nie przyjdzie. Może jeszcze list przyleci…
List który będzie odpowiedzią na zawarty cynizm w moich słowach.
Ja zawsze sprawiam zawód.
Zawsze robię numery…zawsze wystawiam ludzi do wiatru…Pamiętajcie o tym…
Podła jestem…”

Amen.


  • RSS