Po drugiej stronie lustra wszystko jest inne. Ludzie, ulice i domy. Wszystko jest na odwrót. Kolor nieba, ruch uliczny. Życie… Druga Strona Lustra jest chłodna i wietrzna. Słona od morskich fal. Czasem można zobaczyć w niej odbicie własnej twarzy… Zniekształcone. Na odwrót. Zmęczone oczy. Obce. Nie, nasze. Druga Strona Lustra jest piękna, choć obca i boleśnie rzeczywista.
I w ogóle nie przypomina krainy czarów.

***

Samolot wylądował miękko.
Czuła się trochę dziwnie. To był jej pierwszy w życiu lot i do tego w jedną stronę…
Nie miała zamiaru wracać. Nie miała do czego.
Jej relacje z rodzicami nie przedstawiały się najlepiej. Jej małżeństwo wiele lat temu przestało istnieć. Związek, w którym się aktualnie znajdowała, był bardziej niż trudny. O wyjeździe do kraju zielonych traw marzyła całe swoje życie. Przy pierwszej nadarzającej się okazji spakowała walizki i wsiadła w samolot. Kilka godzin później stanęła na kamiennej płycie lotniska, tysiące kilometrów od wszystkiego, co znała.
Nowa rzeczywistość, nowy język, nowi ludzie. Mimo to idąc ulicami swojej nowej stolicy, nie mogła się oprzeć wrażeniu, że już kiedyś tu była. Czuła się jak w domu. Wiedziała, co znajduje się za kolejnym zakrętem. To uczucie fascynowało ją.
Początkowe trudności w znalezieniu pracy minęły po około 3 tygodniach i rozpoczęła karierę w cateringu. Szans na awans zbytnio nie widziała, ale na początek wszystko dobre.
Nie miała niczego, prócz przyjaciół.
Była zatem milionerką!

***

Dwa lata jej minęły niczym pięć minut. Lekcje życia z reguły są niezmiernie bolesne, lecz ona zwykła powtarzać, „Co nas nie zabije, to nas wzmocni.” Kiedyś powiedział to Nitzche. Nigdy go nie lubiła, bo był szowinistą, ale miał mądre powiedzonka.
Dała radę. Jakoś. Z przyjaciółmi. Wytrzymała. Jeszcze trochę wytrzyma.
Przeprowadziła się chyba ze sto razy.
Straciła mnóstwo pieniędzy.
Zrozumiała wiele rzeczy…
Zmieniła wreszcie pracę. Teraz ma mniej godzin i trochę lepsze pieniądze, ale kontrakt czasowy.
Przynajmniej nie musi oglądać, kolejnej pomyłki w swoim życiu. Faceta, z którym straciła sporo czasu i nerwów.
W nowej pracy znów zaczął ją nachodzić, ale po początkowym napadzie furii przyszła pora na kompletny brak emocji. Ten człowiek już dla niej nie istniał. Wymazała go po tym jak okazało się, że była z nim w ciąży.
Usunęła.
Nie żałuje.
Nie jest głupia.
Nie aż tak…
A może właśnie jest?
Czas pokaże.

***

Chiński Nowy Rok. Rok Świni. Jej rok!
Nowy początek. Nowe życie. Teraz już będzie dobrze prawda?

***

Z Piotrem też była w ciąży.
Poroniła.
Żałuje.

***

‘Nie mogę przyjść jutro wieczorem. Nie mogę wziąć wolnego dnia.’ – spojrzał na nią lekko skruszony
‘Rozumiem’ – powiedziała i poczuła, że jeszcze chwila i wybuchnie płaczem. To były jej urodziny a on „nie może wziąć wolnego”.
‘Widziałem, że masz dwa dni wolnego’ – powiedział i uśmiechnął się pocieszająco –‘Środę i czwartek?’
‘Może’ – bąknęła. Jeśli myślał, że zrekompensuje jej urodziny dwoma dniami to był w błędzie…tak jej się przynajmniej wydawało.
‘No jeśli to prawda? Prawda?’ – zapytał
‘Może’ – bąknęła znowu
‘Wpadłbym do Ciebie…porozmawialibyśmy…mam taki drobiazg dla Ciebie, ale dam Ci go dopiero jak przyjdę…’
‘No dobrze…’ – westchnęła – ‘A nie mógłbyś wpaść choć na jedno piwko jutro o ósmej?’
Skrzywił się.
‘To będzie raczej bardzo trudne’ – powiedział- ‘Mam pewne spotkanie…’
Serce jej się ścisnęło…Tak, wiedziała! Czuła, że on się jeszcze z kimś spotyka!
‘ Co, kolejka?’ – zapytała
‘Co masz na myśli?’ – zapytał nie rozumiejąc
‘Znaczy, wiele osób czeka by się z Tobą spotkać…’ – mruknęła
Zrozumiał o co jej chodzi.
‘No wiesz?’ – powiedział z wyrzutem.
Patrząc w te jego brązowe, psie oczy mogłaby mu uwierzyć we wszystko.
‘Mam interesy…’ – zaczął – ‘Nie do końca legalne’
Boże! Ta jego szczerość czasem przyprawiała ją o gęsią skórkę.
‘Ale ja nie pytałam…’ – westchnęła
Przez chwilę wrócili do pracy.
‘Piotrze?’ – powiedziała niepewnie
Podszedł do niej
‘Tak?’
‘Ja nie chcę prezentu’ – szepnęła i zbliżając się do niego położyła dłoń na jego torsie. –‘Ty będziesz dla mnie wystarczającym prezentem. Tylko przyjdź…’
Uśmiechnął się niepewnie i rozejrzał czy nikt ich nie widzi.
‘Wiesz, że ja tak nie potrafię…Będzie prezent tak czy inaczej.’ – uśmiechnął się i wracając do pracy szepnął – ‘No dobrze, a teraz ciii…’
Odwzajemniła uśmiech i też wróciła do pracy.
Poczuła się źle. Przecież chciała skończyć te spotkania a tym czasem sama usłyszała swój głos mówiący wręcz coś zupełnie innego.
Popatrzyła na niego z ukosa.
Tak, pragnęła go. Był dla niej jak narkotyk. Miała ochotę go pocałować tu i teraz. Spuściła wzrok. Spróbowała skoncentrować się na pracy.
Niech on tylko przyjdzie do niej, w środę, czwartek…kiedykolwiek. Niech tylko przyjdzie. Nie będzie traciła czasu na gadanie. Rzuci mu się na szyję już w drzwiach. Tak bardzo go chciała…
Niech no tylko do niej przyjdzie…

***

Kolejny dzień nie przyniósł zbyt wielkich zmian. Kiedy wybiła północ sama sobie cicho szepnęła „Happy Birthday”.
Choć inni składali jej życzenia nie czuła się urodzinowo. Czegoś w tym wszystkim brakowało.
Podszedł do niej cicho i szepnął:
‘Szykuj się. Środa albo czwartek są nasze. Będziesz umierać.’ – uśmiechnął się przekornie. Wiedziała, co ma na myśli. Dokładnie to samo, co ona. Dziki, namiętny i wyuzdany seks… Najlepszy, jakiego dotąd doświadczyła.
‘Dlaczego środa albo czwartek?’ – zapytała – ‘Ja chcę środę i czwartek’
Uśmiechnęła się figlarnie.
‘I jeszcze zobaczymy, kto będzie umierał’ – czuła się głodna. Głodna jego dotyku, jego zapachu i smaku. Jeszcze pamiętała dotyk jego rąk. Widziała jego nagie ciało kiedy zamknęła oczy…nawet nie musiała ich zamykać… Pamiętała jak cudownie umierało się w jego ramionach.
Był idealny. Nie był tym, o którym marzyła, ale wiedziała, że ten, którego wyczekuje nigdy nie nadejdzie.
Wśród śmiertelników dotąd spotkanych, ten był idealny.
Czuła też, że te spotkania posunęły się za daleko. Przyzwyczaiła się do niego…chyba nawet zaczynała go kochać na swój sposób. A to było zachowanie w tym układzie wysoce niewskazane.
Kiedy dzień pracy dobiegł końca, jak zwykle wraz z grupą współpracowników przystanęła jeszcze na papierosa.
Dawno nie paliła. W sytuacjach stresujących zdarzało jej się sięgnąć po tą używkę. Ostatnie dnie stresowały ją bardzo. Przerażały ją jej własne uczucia.
Nagle przy drodze zatrzymał się niebieski samochód i wysiadł z niego Piotr.
Serce zabiło jej jak oszalałe!
ONA od niedawna miała samochód. Co on robił w jej samochodzie? Na parkingu? Tak długo??? Jak śmiał okłamywać ją, że nie spotyka się z tamtą!? Kiedy tutaj nagle tak oficjalnie podjeżdża pod pracę JEJ samochodem?!
Przestała widzieć i słyszeć. Oczy jej pociemniały z zazdrości i rozczarowania!
Współtowarzysze zaczęli żartować, że już mogła go do domu podrzucić, ale on powiedział:
‘Ja tylko pomogłem jej zanieść ziemniaki do samochodu. Poza tym powiedziała, że niestety mieszkam nie po drodze.’
Zaśmiał się. Patrzył na nią. Czuła to bardziej niż widziała. Czy wszyscy zauważyli jej zdenerwowanie?
Kiedy odchodził by złapać swoją kolejkę do domu, powiedział:
‘Do zobaczenia wam zatem.’ – uniósł dłoń, nadal nie patrzyła w jego stronę – ‘Anno?’
Uniosła dłoń, choć nadal nie mogła na niego spojrzeć. Bała się, że zauważy w jej oczach wszystko to, co starała się w tej chwili ukryć.
Przez moment jeszcze dławił ją żal, choć on już zniknął jej z oczu. Dopaliła papieros i ruszyła powoli do domu.
Kiedy przekroczyła próg własnego mieszkania, dotarła do niej jej pomyłka!
To był niebieski samochód. ONA ma czerwony!

***

Przyszedł tak jak zapowiedział. I tak jak obiecał przyniósł jej prezent.
‘Prosiłam’ – mruknęła – ‘Miało nie być prezentów’
‘Przecież powiedziałem, że ja tak nie potrafię. Miałaś urodziny.’
‘Dziękuję’ – powiedziała i pocałowała go mocno.
Potem już tylko pamięta smak wina i truskawek i…jego smak.

Jej ciało już miało dosyć uniesień, ale nie ona. Czuła się jeszcze głodna, choć już zaspokojona wielokrotnie.
Nie potrafiła pojąć, co ten człowiek z nią zrobił.
To jakiś nowy rodzaj magii…
Spał wyczerpany tuż obok. Taki ciepły i bezpieczny. Jej na ten krótki moment. Tylko jej.
„Wystarczy uwierzyć, że sprawy potoczą się pomyślnie i tak też będzie.” – powtarzała jej siostra, przebywająca tak jak ona, daleko od domu. Czasem sama o tym zapominała, ale uparcie wpajała to Annie.
„Chcę, żeby on mnie kochał.” – myślała patrząc na niego. Chciała go dotknąć, zapamiętać opuszkami palców. Właśnie takiego. Tylko jej. Śpiącego ufnie w jej łóżku. Już za chwilę go tutaj nie będzie. Zostanie po nim zapach. Co to takiego na dziś? Kalvin Clain? Nie ważne… Przesunęła opuszkami palców kilka milimetrów od jego skóry. Bała się, że go zbudzi…Było jej dobrze. Tak dobrze, że chciało jej się płakać…
Kiedy go poznała od razu pomyślała „Przystojny. Zbyt przystojny, by zwrócił na nią uwagę.” Kolejna myśl, jaka przyszła to „Pamiętasz jak było z Grzegorzem? Pomyślałaś tak samo i co się stało?” Lecz zaraz potem kolejna myśl „Nie bądź głupia. Zapomnij.”
Zapomniała.
Nawet przez chwilę go nie podrywała. Traktowała go wręcz aseksualnie.
To on pierwszy ją pocałował…
Teraz leżała obok niego.
Jakimś dziwnym sposobem, zawsze dostawała to, czego chce.
A jeśli mimo wszystko czegoś nie dostawała to naprawdę okazywało się to cudownym łutem szczęścia. Już przestała żałować, że parę rzeczy ją ominęło. Z perspektywy czasu wiedziała już, że nie były warte zachodu.
Tak…chciała go. Choć coś w niej ciągle szeptało, że to przecież nie to. Że to się nigdy nie uda. Zbyt się od siebie różnili. Łączył ich tak naprawdę tylko seks.
Nikt nie wiedział, że się spotykają. Nikt nawet się nie domyślał.
Czuła spokój. Wiedziała podświadomie, że on należy do niej i że będzie jej póki ona nie zdecyduje inaczej. Tylko obecność TAMTEJ zakłócała ten spokój. Być może to jej bezpośrednie adorowanie go. Kiedy ona sama będąc z nim w intymnych stosunkach zmuszona była milczeć i nie okazywać bodaj odrobiny zainteresowania, tamta podrywała go otwarcie.
Annie gotowała się wtedy krew. Miała ochotę złapać ją za włosy i wytargać, krzycząc „Daj mu wreszcie święty spokój!!! On jest MÓJ!!!”
Tym czasem uśmiechała się tylko i odwracała wzrok. W gardle rosła jej kula niedająca się przełknąć.
Tamta była młodsza i zgrabniejsza, choć miała wąskie usta i twarz poznaczoną doświadczeniami.
Piotr powiedział jej, że tamta w ogóle mu się nie podoba, ale zazdrość jest przebiegła. Znajdzie drogę do serca, czy tego chcemy czy nie.
Czasem chciała tylko by tamta dowiedziała się o ich spotkaniach…I żeby się od niego odczepiła…
Teraz jednak patrzyła na niego i zastanawiała się, co z nią się stanie, kiedy jego już przy niej nie będzie.

***

Wieści z domu nadchodziły niepokojące.
Żona jej brata dostała skierowanie do szpitala. Guz w macicy. Poziom komórek 50. Lekarz pociesza, że u osób w stanie poważnym i niemal nie odwracalnym ten poziom wynosi 120 – 200 i więcej.
Mimo to wszyscy są przerażeni. To przecież niespełna 8 miesięcy odkąd zmarł Aleks, mąż Anny…
Uwalniając ją w pewnym sensie i pozwalając na nowe życie. Mieli się rozwieść. Nie zdążyli.
Paląc kolejnego papierosa myślała, że kusi los.
Jej Anioł Stróż był bardzo zapracowaną osobą.
Ale to już ostatnia paczka. Obiecuje sobie i kupuje następną.
To już naprawdę ostatnia.
Być może jej bratowa to kolejne ostrzeżenie od Boga.
„Przestań palić!”
To już ostatnia paczka.