maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2007

Zlego licho nie bierze. Moja polonistka mawiala, zem diabel wcielony. Mam siostre wiedzme oraz dwie czarownice za przyjaciolki.
A i sam Czort jest ci moim przyjacielem. Nie bedzie zle. ;]

Wyniki

1 komentarz

W normie.

News

4 komentarzy

Mam guza. Wielkości pięści.
Na prawym jajniku.
Zalecenie Pana Doktora?
Natychmiastowa operacja.
Jutro badania.
Jeśli wynik bedzie w granicach 21% można poczekać (choć jego wzrok mówił co innego)
Jeśli powyżej…? Podobno nawet strajk lekarzy nie będzie problemem. Sprawa jest …pilna.

Zawsze mówiłam, że życie jest krótkie.

Urlop

2 komentarzy

Jestem w Polsce.
Drugi tydzień zacznie się jutro.
Jeszcze nigdy w całym swoim życiu nie czułam się tak obco, jak po powrocie tutaj.
To było miejsce w którym dorastałam. Tu żyłam całe swoje życie…nie rozumiem.
Po Oskarze zostało mieszkanie (spółdzielcze jeszcze, ale zawsze).
Rodzice chcę zapisać dom na Juniora.
Niby mieszkać mam gdzie, a jednak…czuję się bezdomna.
Bo nie o to chodzi, że ma się w posiadaniu nieruchomość.
Wszystko można stracić…
Ja po prostu nie czuję więzi z tym miastem.
Ludzie, nawet ci znajomi, są jacyś obcy.
Zazdrość? Bo ja pracuję tam a oni muszą tu?
Nie wiem.
Złość, że ja mimo wszystko miałam odwagę spróbować?
Nie istotne.
Idę ulicami i czuję się jak …intruz.
W swoim własnym domu niemal…
Nic mi już tak naprawdę nie zostało.
Pustka całkowita.
Mnie już nie ma.
Nie ma mnie nigdzie.
Byłam przezroczysta, teraz przestałam istnieć.
I nawet spotkania ze znajomymi są jakieś takie…sztuczne.
Oni są jacyś tacy odlegli.
No tak, każdy ma już własne sprawy. Łatwo przychodzi ludziom wymazanie mnie z pamięci.
I najgorsze, że znów mam to przeczucie.
Że ci, którzy są przy mnie teraz, odejdą.
I nawet nie obejrzą się za siebie.

Dobra wiem, że jestem kochliwa.
Ktoś może nawet powiedzieć, że to desperacja jakaś.
Ja po prostu lubię ten stan.
Najlepiej byłoby gdybym nie musiała zmieniać tak często obiektów swego uwielbienia.
Ten jeden jedyny jednak znaleźć mnie nie chce.
Nie twierdzę, kandydaci pojawiają się co jakiś czas.
Ale tak sobie myślę, że skoro nie zauważyli oni mnie, to chyba tymi jedynymi nie byli.
Nie jest mi łatwo.
Kiedy czujesz, że dla kogoś potrafiłabyś pójść do piekła i z powrotem…
A on wydaje się nie widzieć ciebie, to boli.
Ale ja już wiem, gdzie jest moje miejsce. I choć jeszcze tęsknić będę do tych ideałów jak Jareth, czy Lucius…albo mój Mario – to staram się mimo wszystko pogodzić się z faktem, że są rzeczy na tym świecie przeznaczone nie dla mnie. I ciągle mam nadzieję, że jest w tym jakiś głębszy sens.
Jak powiedziała Koti „Ty nie potrafisz pisać, kiedy jesteś szczęśliwa”
Może właśnie o to chodzi? Może powinnam skupić się na tym co tak lubię robić. Oddać się we władanie wyobraźni i pisać znowu.
Mnóstwo energii wypaliłam tęskniąc do czegoś co i tak poza zasięgiem.

Czy nie dałoby się jednak tego jakoś połączyć?
Ehhh…

Bezdech…

Brak komentarzy

Za każdym razem to mam, kiedy niebo ciemnieje przed burzą.
Chmury wiszą nisko, nie tak nisko nad jak nad Grimmauld Place, ale ciężar ich daje się wyczuć.
I błękit nieba…
To tu, to tam. Wydarty stali obłoków.
Jak pęknięcie czasu.
Jak pęknięcie nieba…
I tylko patrzysz i czekasz, kiedy zstąpią Anioły…
Żeby choć jeden…?

Wczorajszą nocą patrzyłam w gwiazdy.
Wiem, to niebezpieczne.
I poczułam nagle, że wiem czego chcę.
Tak! Wiedziałam czego pragnę.
Nie, wcale nie KOGO a CO.
Wiedziałam. Nadal wiem…może jutro zapomnę?

Lecz żadna gwiazda nie spadła…

Cenny czas mojego życia.
Tak niewiele mam go przecież. Pozwoliłam mu przepłynąć obok, wysączyć się ze mnie jak krople krwi z otwartej rany…
Bolało i owszem.
Nie wiem, czy teraz nie będzie bolało bardziej, kiedy uświadomiłam sobie wreszcie, że zmarnowałam kawał życia, na rozpacz po kimś, kto wogóle nie był tego wart.
Kto nie był wart nawet czasu jaki mu poświęciłam. Ale z tego nie chcę się rozliczać.
Nie będę nigdy rozliczać się z czasu jaki poświęciłam komuś.
Musiało być to ważne. Wtedy, dla mnie, ale w jakiś sposób ważne.
Zmarnowałam czas na pragnienia, które nie były warte pragnienia. ;D
If you know what I mean.
Wiem to teraz.

Pytanie: Czy potrafię coś z tą wiedzą zrobić?

Przez chwilę mam odwyk. Odwyk od Przyjaciela.
I jeszcze nie wiem, czy to dobrze czy źle.

Ale już nie chcę tracic więcej czasu.

***

Brak komentarzy

Niemal poderwało ją z miejsca, kiedy usłyszała odgłos deportacji w przedpokoju.
Wybiegła na spotkanie, lecz nie zobaczyła tego, którego tak bardzo pragnęła zobaczyć.
Tuz przed nią stała natomiast, niemal identyczna, aczkolwiek dużo młodsza kopia Luciusa Malfoya. Jego syn – Draco!
Tuż za nim, niczym anioła zagłady, stał Severus Snape.
Obaj wyglądali jak gdyby właśnie wrócili z pola bitwy.
Ich włosy były w nieładzie i na całym ciele nosili ślady …krwi!
Oczy młodego Malfoya pociemniały z gniewu na jej widok. Odwrócił się w stronę swojego opiekuna:
‘Po co przyprowadziłeś mnie do tej szlamy?!!’ – krzyknął
‘Nie waż się tak mówić do niej!’ – warknął Snape chwytając Draco za kołnierz – ‘To czystej krwi czarownica! I…w ogóle…ZAMILCZ!’
Mae postanowiła zignorować wybuch młodzieńca.
Dużo bardziej interesował ją powód tego najścia.
‘Na brodę Merlina! Co się stało?’ – zapytała wprost Snape’a
‘Wolisz nie wiedzieć’ – odparł Mistrz Eliksirów w tym samym momencie, w którym Draco krzyknął:
‘To nie twój cholerny interes!’
Tego widać było już za wiele, bo Snape wyjął różdżkę i wysyczał:
‘SILENCIO!’ – po czym młody Malfoya wyglądał jakby się zachłysnął, ale nie powiedział już nic więcej.
‘Może…wejdziecie?’ – powiedziała Mae, kompletnie nie wiedząc jak powinna zareagować.
Snape bezceremonialnie wyjął Draco różdżkę z wewnętrznej kieszeni jego szaty. A kiedy ten próbował go powstrzymać podniósł swoją na wysokość jego twarzy.
‘Nigdy-więcej-mnie-nie-prowokuj!’ – wywarczał, po czym pchnął Malfoya stronę pokoju gościnnego.
‘Potrzebujemy trochę wody.’ – zwrócił się do Mae
‘Łazienka jest na górze…’ – odpowiedziała
Snape pchnął Malfoya na kanapę, żeby usiadł.
‘I radzę ci się nie ruszać! Chyba, że wolisz zostać spetryfikowany lub, co gorsza…schwytany!’
Widać podziałało, bo Draco spuścił głowę i siedział spokojnie wpatrują się w swoje zakrwawione palce.
‘Zaraz wracam’ – powiedział Snape zniknął za drzwiami.
Mae stała na środku pokoju patrząc na brudne od krwi włosy Draco.
Nie wyglądał na rannego, zatem do kogo należała krew na ich ubraniach?!
Dwie minuty później wrócił Snape. Bez krwistych plam na twarzy wyglądał dużo lepiej.
‘Lepiej usiądź’ – zwrócił się do kobiety – ‘Pewnie i tak się dowiesz, więc…’
Urwał. Nie wydawał się zmieszany. Raczej…zmartwiony.
‘Co się stało?! Cos z…’ – spojrzała na Draco
‘Nie!’ – powiedział Snape krótko i ostro, po czym dodał łagodniej – ‘Usiądź, proszę.’
Usiadła w fotelu naprzeciwko.
Snape stał chwilę po środku potem usiadł obok Draco.
Właściwie zapadł się w kanapę, jak przytłoczony ogromnym ciężarem.
‘Dumbledore nie żyje.’ – powiedział twardo.
‘Proszę?!’ – zapytała nieprzytomnie
‘Słyszałaś’ – odpowiedział – ‘A ja chyba do reszty straciłem głowę przychodząc do ciebie’
W oczach Draco pojawiła się aprobata.
‘Jak to Dumbledore nie żyje?! Jak?! Kto? Kiedy? Voldemort??!!’
Snape popatrzył jej w oczy, a potem powiedział bez tchu:
‘Jest martwy! Tak jak ty i ja jesteśmy żywi! Avada Kedavra. Dziś – przed chwila! Nie Voldemort…’ – urwał – ‘Ja’
Zaśmiała się histerycznie w odpowiedzi.
‘To jakiś żart?!’ – ale nikt inny się nie śmiał
‘Czy kiedykolwiek mi naprawdę ufałaś?’ – zapytał
Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami.
‘Czy teraz mi ufasz? Czy mi wierzysz?’ – zapytał ponownie
‘Nie wierzę! Ty nie! To nie możliwe! To głupi dowcip…! – szeptała – ‘Ale…ty nie żartujesz, prawda?’
‘Chciałbym móc ci to wyjaśnić, ale nie mogę’ – powiedział Snape – ‘Mogę cię tylko prosić o kilka dni.’
Przerwał. W pokoju zapanowała przejmująca cisza.
‘Składam nasz los w twoje ręce.’ – wyszeptał Profesor – ‘Możesz nas wydać, ale wiedz, że zrobimy wszystko by nie dać się schwytać. Możesz też zaufać mi po raz ostatni i…pozwolić nam tu zostać na kilka dni.’

Pokochac czlowieka.
Dziwne uczucie.
Kiedy zdajesz sobie sprawde, ze kochasz kogos za jego wady i zalety. Czy mozna kogos kochac za jego wady?
Kochac za to jaki jest…i ze jest specjalny, wyjatkowy w tym jaki jest i co robi.
I jak to sie stalo, ze wczesniej nie widzialo sie tego wszystkiego.
I kocha sie za ten wyjatkowy usmiech…
Co to znaczy kogos kochac?
Czy to wtedy gdy patrzysz na czlowieka i myslisz ‚Bedziesz kiedys fantastycznym staruszkiem, chce byc przy tobie kiedy to nastapi’?
Czy wtedy, kiedy nie wyobrazasz sobie zadnego ‚Jutro’, bez tego kogos?
Ale nie bylo przeciez tego kogos tyle lat obok ciebie i dalo sie jakos zyc.
Co zatem sprawia, ze nagle tracimy zmysly?
Feromony? Ale dlaczego wlasnie teraz a nie od poczatku? Jesli to feromony, to powinny dzialac juz dawno. Od razu. Bo chemia to chemia. I ten drugi czlowiek zawsze tak samo pachnial. :)

Zastanawiam sie czasem.

Podziwiam zakochanych.
Oni nie maja zadnych watpliwosci.

Czasem…

6 komentarzy

Czasem tęskni się za kimś, kto jeszcze nie wyjechał…
To nie jest chyba normalne…


  • RSS