maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2008

Powrot…

4 komentarzy

Na razie do pracy.
Ciesze sie.
Oklamuje sie, ze bedzie jak dawniej, choc juz nie bedzie.
Oddalabym dusze…
Ale nawet diabel jej nie chce.
Za chwile ubiore sie i pojde znow sama.
Zawsze sama.
Nie mowcie mi, ze mam sobie dac spokoj.
Nie potrafie.
On jest katedra w ktora wroslam jak drzewo.
Kazdym zmyslem.
Musze nauczyc sie zyc z tym bolem.
Juz wiem, ze nie dam rady tego zmienic.
Wiem tez, ze on kiedys odejdzie. Calkiem, fizycznie, na zawsze.
Na chwile zamkne oczy i on zniknie.
Wtedy sobie poprostu przestane istniec.

I choc zelazna obrecz uniemozliwiajaca oddychanie, zniknela, bol nie zniknal.
Dusi.
Bo dzis wieczorem, jak co wieczor, on pobiegnie do niej, by jej towarzyszyc w drodze do pracy…
Mlodsza, ladna, lepsza ona.
Ja, wybrakowana.

Shall I run or hide
And die inside
Or pretend
That I never knew you, even as a friend?

Can I go back in time,
Before your hand was in mine,
Or erase the kiss,
That I will forever miss,

Or forget your eyes
That seem to hypnotize?
Can my mind erase
The feel of your embrace?

How can I forget all of this
And pretend it doesn’t exist?
I want you to know one thing that will never end – my love for you.

I love you, my friend

Wybrak

4 komentarzy

Nic na to nie moge poradzic. Czuje sie jak zero.
Wiem, przerabialismy juz ten temat.
Jestem niedojrzala emocjonalnie.
Wpadlam w kosmiczny dol.
Szukalam akceptacji drugiego czlowieka przez zbyt wiele lat.
Teraz jestem juz tak skostniala z samotnosci, ze byle cieplejszy podmuch rozwala mnie na kawalki i powoduje slepe przylgniecie do zrodla.
Co sie ze mna stalo?
Moje zycie to pasmo porazek towarzyskich.
Moja mam pewnie jak zwykle ma racje mowiac, ze wszyscy tylko udaja zainteresowanych, dopoki czerpia z tego ukladu korzysci.
Potem i tak odchodza.
Kiedy znajda cos/kogos lepszego.
Jestem chora psychicznie.
Samotnosc sprawila ze sfiksowalam.
W swojej naiwnosci sadzilam, ze dziecko zrekompensuje mi brak partnera. Ze na niego przeleje cale poklady tej nieoddanej milosci.
Kocham moje dziecko. Bardzo.
Na tyle na ile potrafie, bo koszmarnie boje sie go kochac.
Wiem, ze bez niego moje zycie byloby juz dawno skonczone.
Zawsze wkladalam cala siebie w relacje z drugim czlowiekiem.
Nie jestem jednak tak dobra, by znalazl sie ktos, kto zniesie moja innosc. Moja niedoskonalosc.
Mam 37 lat.
Zachowuje sie, pisze, czuje, mysle, reaguje jak gowniara.
Kobiety w moim wieku maja kariery, dyplomy, rodziny.
Ja mam schizofrenie. Przez bycie odrzucana cale swoje zycie.
I w zasadzie nie ma kogo za to ukarac.
Sile wyzsza chyba.
Zebym choc miala rodzine z ktora moglabym byc blisko i czuc sie przy nich bezpiecznie i dobrze.
Zeby choc oni wierzyli we mnie. Zeby choc oni potrafili mnie zaakceptowac.
Tym czasem znow uslyszalam „dlaczego nie jestes jak twoje kolezanki?”
Nie, ze „dobrze sobie radzisz, jestesmy dumni z tego, ze mimo ze daleko i calkiem na wlasny rachunek, to jestes taka silna i nie poddajesz sie”
Nie, ze „wierzymy w ciebie, zawsze mozesz na nas liczyc”
Tylko „dlaczego nie jestes kims innym? Kims kogo bylo by latwo kochac, kim mozna by sie chwalic”
I nie potrafie powiedziec mojej mamie „Kocham cie mamo”
Choc kocham ja jakos. Akceptuje to, ze tak trudno z nia dojsc do porozumienia. Chcialabym powiedziec jej, ze bardzo sie martwie i chcialabym, zeby byla w pelni formy jak kiedys. I ze jest mi ciezko byc daleko. Chcialabym, zeby wiedziala.
Nie moge wydusic slowa kiedy odjezdzam.
Mowie tylko „dbaj o siebie i nie denerwuj sie tak bardzo, nie przejmuj sie”
Chcialabym powiedziec ojcu, ze go kocham. Ale nie potrafie.
Nie chce zarzucac nikomu, ze nigdy tak naprawde nikogo z nich nie bylo, kiedy ich potrzebowalam. Ale nauczylam sie zyc obok swojej rodziny.
Dla nich tez nigdy nie bylam dosc dobra.

Kosmos. Pustka. Zimno. Samotnosc.
I maska na twarz.
Tyle, ze nie tlenowa i podtrzymujaca zycie.
Maska, ktora dusi. Wrasta mi w twarz…

Jestem juz w domu.


  • RSS