maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2008

Rozmawiałam z Mariuszem.Zasugerował oczyszczenie karmy.Czuję, że nie będzie łatwo.Jak mam się odciąć od negatywnego myślenia? Cofnąć się w przeszłość, żeby naprawić przyszłość. Podobno byłam kiedyś wiedźmą.I prawdopodobnie spłonęłam na stosie.I najprawdopodobniej ci, z którymi wchodzę w związki to moi oprawcy z przeszłości…Well…Podobno da się cofnąć w przeszłość by przypomnieć sobie magię…Czy można w kolejnych wcieleniach popełniać te same błędy?Czyszczenie karmy…”Szczotka, pasta, kubek ciepła woda, tak się zaczyna wielka przygoda. Czyszczę karmę bo wiem dobrze o tym, kto jej nie czyści ten ma kłopoty…” O efektach będę informować raczej na bieżąco.

Ludzie lubia to robic.
Ptaszki sie tak fajnie zlatuja, przekrzywiaja lebki i przescigaja sie w drodze do okruszkow.
Zwykle karmi sie je okruszkami. Ale mozna tez ziarnem. Teraz specjalne takie mozna kupic nawet w TESCO.
Jakie ptaszki ludzie zwykle karmia?
Ano kaczki, labedzie, gesi, golebie i inne przyjemne ptaszki.
Dzis Mae zrobila zakupy w TESCO i w oczekiwaniu na transport do domu tez dokarmiala ptaszka.
Wyladowal byl bowiem tuz przed nia, ogromny (jak na mutanta irlandzkiego przystalo), z dziobem wielkim jak kajak, czarny jak smola Kruk.
Czym Mae karmi ptaszki?
Ziarnem?
Nieee…
Okruszkami?
Nieee…
Prawidlowa odpowiedz to?
Wedgies’y!
Dla nie wtajemniczonych to pikantne ziemniaki. Smarzone w piekarniku.
Ptaszysko ucieszone na widok tak wykwintnego i jak najbardziej ptasiego jadla, podlecialo bardzo blisko.
Mae pokazujac mu jedzonko robila ruch reka, jak robi sie czasem psu, informujac go „zaraz Ci rzuce” na co Kruk otwieral dzioba i podchodzil bliziutko czekajac na kes.
A kiedy Mae rzucala, ten lapal w locie.

Fantastyczna zabawa.

Ja chce takiego Kruka do domu!!

To nie była dziewczyna łatwa,
Oj niełatwa i co do tego,
Potrafiła tę rzecz zagmatwać,
Aż do stopnia niesłychanego.
A gdy wreszcie zmysłów pociskiem,
Na orbitę mknąłem rozkoszy,
Pospieszyły usta jej bliskie.
Ostrzeżenie takie wygłosić:

Przeklnę cię jeżeli mnie porzucisz,
Przeklnę cię, gdy się ku innej zwrócisz,
Przeklnę cię, jeśli postąpisz, podle,
Dziś się za ciebie modlę, a jutro
Przeklnę cię.
Przeklnę cię i twoje wiarołomstwo,
Przeklnę cię i twoje z nią potomstwo,
Przeklnę cię i już się nie obronisz.
W Paryżu, w Bolonii przekleństwo me gonić będzie cię,
Przeklnę cię, przeklnę cię.

Wykrakała, oj wykrakała,
Że sprawdziło się co do słowa,
I poczułem, że chociaż pałam,
To przyczyna pałania nowa,
Więc do tamtej w żalu i skrusze,
Sam się zgłaszam smutny szalenie,
Bywaj zdrowa, z inną już muszę,
A ty zgodnie z twym przyrzeczeniem:

Przeklnij mnie, bo sam jestem winien temu,
Przeklnij mnie i od dziś się za mnie nie módl,
Przeklnij mnie nie mogłem zrobić podlej.
Niczym mnie nie oblej,
A raczej przeklnij mnie,
Przeklnij mnie, przekleństwo cię pokrzepi,
Przeklnij mnie, donosów tylko nie pisz,
Przeklnij mnie, lecz ugodź słowem słabszem,
Nie w biurze, w teatrze, intymnie już raczej,
Przeklnij mnie, przeklnij mnie, przeklnij mnie.

Ażebyś wiedział, przeklnę cię,
Bo ty mnie porzuciłeś,
Przeklnę cię do innej się zwróciłeś,
Przeklnij mnie, nie mogłem zrobić podlej,
Przeklnę cię!
Przeklnę cię i twoje wiarołomstwo,
Przeklnij mnie!
Przeklnę cię i twoje z nią potomstwo,
Przeklnij mnie!
Przeklnę was!

Jeremi Przybora

:) Takoż przeklęłam.
Kiedyś ze złości i było mi źle gdy skończyło się to dla niego w ten sposób.
Później ze złości mniejszej i raczej urażonej dumy.
Dziś dowiedziałam się, że zgodnie z moim przekleństwem on już nie jest z nią. I niemal od początku miał z nią problemy…
Satysfakcja….O, tak. ;]
Teraz przeklinam świadomie. Zdradzona, rozczarowana, zawiedziona bardziej niż kiedyś. Być może nie jest i nigdy nie był mnie wart. Ale zbliżył się za bardzo. Świadomie, dla własnego kaprysu dotknął płomienia. A kiedy płomień odpowiedział na jego dotyk, on cofnął dłoń.
Wzniecił pożar.



„For what we want most there is a cost must be paid in the end.”

Wracajac z pracy Mae przezuwala kolejne przeklenstwa, pod adresem swojego bylego „przyjaciela”.
CZula, jak znow wzrasta w niej frustracja, gorycz i rozczarowanie.
Nic tak nie boli jak zdradzona przyjazn.
Na plecach dzwigala po raz kolejny 20 kg zakupow.
Czula jak boli ja rana pooperacji i wyklinala w duchu:
‚To twoja wina gnojku, jesli cos mi sie stanie. To tylko twoja wina. Bo masz w dupie przyjazn…’
„Moglas zadzwonic do T. poprosic go by przyjechal…” – myslala czujac wbijajace sie w plecy butelki
‚Nie potrzebuje litosci.’ – odwarknela wlasnym myslom.

Aniol pochylil sie nad nia.
Objal ja skrzydlem.
‚Spierdalaj!’ – warknela – ‚Twojej litosci tez nie potrzebuje’

Od kilkunastu dni juz nie daje mi to wszystko spokoju.
Dlaczego musze miec taki burdel w zyciu?
Mialo byc lepiej, tymczasem zaplatalam sie i zgubilam juz calkowicie.
Zycie to nie gra, nie da sie zrobic save’a i wczytac od nowa kiedy sie spieprzy.
A kiedy zacznie sie pieprzyc, to juz tak kosmicznie, ze nic tylko siasc i plakac.

Moi domownicy sie wyprowadzaja.
Szkoda.
Jedni z nielicznych z ktorymi mieszkajac czulam sie jak w domu.
No ale domek nasz ma tylko trzy sypialnie.
Dwie podwojne i jednego singla.
W jednej podwojnej siedzimy my, czyli: Junior, Ja i Wojt.
Druga podwojna zajmuje Magda z Mariuszem i obecnie takze szwagier Mariusza.
Singiel jest Gosi.
Zrobilo sie tloczno.
Nasza sypialnia jest na tyle duza, ze dostawilismy trzecie lozko, ale sypialnia Magdy jest mniejsza, wiec tlocza sie, a szwagier spi na materacu. Przez co Magda i Mariusz, musieli zrezygnowac z zycia seksualnego ;P
Faktem jest, ze zdecydowali sie wyprowadzic.
Przed nami pojawil sie zatem kolejny koszmar zwiazany z pakowaniem i przenoszeniem gratow w nieznane i niewyplacalne na chwile obecna.
W przyplywie stresu, wypowiedzialam slowa „Nie chce sie z tad wyprowadzac” w obecnosci mojego wspolpaczka.
Na co on powiedzial, ze tez nie chce (nadmienic musze, ze on prawie i tak tu nie mieszka, tylko rzeczy przechowuje. Natomiast sypia, i ogolnie rezyduje pod numerem 15, gdzie to przebywa jego nowa 19-letnia fascynacja-glupia-pizda-ktorej-nienawidze)
Doszlismy do wniosku, ze zostajemy.
Tak, wiem.
Pomijam fakt, ze to wlasnie MY powinnismy jak najszybciej przestac z soba mieszkac.
Zycie mnie kocha poprostu i probuje zrobic ze mnie kobiete ze stali.
Zahartowana i nieczula juz na zaden bol.
Bo jesli przetrzymam to co sie dzieje we mnie w srodku i wyjde z tego bez uszczerbku na psychice bede niezwyciezona.

Zapytacie, dlaczego sie nie wyprowadze?
Albo, dlaczego nie wyrzuce jego?
Krotko.
Bo mnie nie stac.
Dlaczego mnie nie stac?
Nie wiem.
Nie wiem dlaczego mam ciagle takie problemy finansowe.
Nie kupuje ciuchow, nie imprezuje, nie rozbijam sie, nie zwiedzam, nie obzeram sie…kuzwa juz nie wiem.
Za to od momentu jak przylecialam, mam same klopoty z kasa.
W Polsce tez mialam, ale mialam dach nad glowa, za ktory nie musialam placic, bo nalezal do Panstwa Black.
Zrobilam dzis zatem rachunek.
Zarabiam prosze Panstwa 200 euro tygodniowo. 221,50 dokladnie, po odliczeniu skladki na zwiazki zawodowe.
Co daje nam miesiecznie 886 euro.
Teraz odkad zostalam zmuszona dac sie pokroic, Tesco chce odemnie zwrotu nadplaconej kasy (ktora wykorzystalam i owszem bo za 191,80, ktore to mialam wyplacane podczas choroby, raczej wyzyc sie nie da- dlaczego? Juz pisze)
Miesiecznie za dom/pokoj place 300 euro plus oplaty.
Srednio co dwa miesiace to jest 80 euro za prad (place za siebie i za Juniora)
A tej zimy zostalismy zmuszeni kupic cztery razy olej, (gdzie ja dokladalam sie tylko do trzech zakupow) 100 euro do kazdego zakupu.
Zadluzenie dla Tesco wynosi:
1069,90 euro (6 tygodni zwolnienia mialam)
Dlug na Visie (ktory zaciagnelam dwa lata temu, kiedy musialam na gwalt mieszkanie wynajca, bez wzgledu na kwote, bo junior przylatywal z moja bratanica-ten temat pomine moze bo to kolejne nerwy tylko) wynosi 3080 euro.
Nie moge z niego zejsc. Juz mialam fajnie splacone 400euro mi zostalo i zmienilam prace. :/
Do tego dochodzi ubezpieczenie, ktore musialam wykupic przed szpitalem, a z ktorego teraz zrezygnuje, bo nie dam rady najzwyczajniej w swiecie.
Oplata polroczna w wysokosci ok 410euro.
Do tego wszystkiego dochodzi rachunek za prad, ktory ciagnie sie za mna jak koszmar minionego lata. Od roku 2005.
Pomimo wyslanych pism, oni dalej chca odemnie pieniadze.
Rachunek jest na kwote 1280 euro.
Jak? Skad? Nie mam bladego pojecia.
Za kazdym razem kiedy pytam za jaki to jest okres i prosze o dokladna date, oni mnie zbywaja.
No to na chwile obecna ja tez ich zbywam, ale nie wiem, czy ktoregos dnia jakas ekipa nie wkroczy mi do nie-mojego domu i nie zabierze wszystkiego co mam.
Przynajmniej latwiej bedzie mi sie przeprowadzac.

Na chwile obecna wisze dodatkowo Koticzce 100euro
I Wojtkowi 82,00 euro za bilet do Polski.
Jesli jestem jeszcze komus cos winna, prosze o maila, bo juz sie pogubilam w tych dlugach.
Wciagniemy na liste oczekujacych i rozwazymy ASAP.

I wiecie co?
Zaluje tylko, ze musze czasem cos jesc.
Bo karmiac tylko Juniora moze jakos dalabym rade.
I tak zywie sie kawa i jednym krosantem dziennie.
I wiecie co?
Wcale nie jestem chuda.
Musialam przestac palic bo mnie nie stac (i obiecalam Juniorowi).
Czlowiek ma tak malo przyjamnosci w zyciu i jeszcze trzeba ich sobie odmawiac.

A najgorsze jest to, ze nie wiem, czy mimo wszystko nasz landlord nie kaze nam sie wyprowadzic.
Mamy takiego grzyba w lazience, ze strach brac prysznic, bo to grozi wciagnieciem w strefe mroku na poddaszu.
Chce jeszcze odmalowac tam przed wizyta landlorda, ale nie stac mnie na farbe. Chyba pasta do zebow zamaluje.

Mam dosyc.
Zabijam mysli i czas siedzac z nosem w ksiazce lub necie.
Bo najzwyczajniej w swiecie nie mam sil.
Kiedy zamykam oczy probujac zasnac, dopadaja mnie te wszystkie zmory i fakt, ze nie mam sie nawet komu pozadnie wyplakac, dobija mnie.
Nabieram powietrza i probuje zdusic wylazace jak dzdzownice po deszczu, emocje.
Junior patrzy. Ja wiem, ze on widzi, czuje i rozumie.
Nie ma pretensji, ze nie dostaje kieszonkowego i ze musi czasem dolozyc do mleka z tego co sobie uzbieral.
Zal mi tego dziecka.
Nie macie pojecia jak bardzo.
Nie takiego zycia chcialam dla niego.
Staram sie wiec trzymac go na tyle na ile moge, jak najdalej od problemow finansowych jakie mam ja.
Smieje sie, zartuje i powtarzam mu, ze jest fajnie i damy rade.
Ale coraz mniej w to wierze.
Coraz ciemniej i zimniej robi sie wokol mnie.

Chcecie, zebym cos napisala?
Wilki? Incendio? Lu & I ?

Sprobujcie zycia samotnej kobiety z dzieckiem, za granica.
Moze zrozumiecie, dlaczego czasem milcze.

Ps. Tak wiem, zawsze moglo byc gorzej.
Na przyklad moj guz mogl okazac sie agresywny…

Wieczorek a Juniorem.
‘Uwielbiam „Władcę Pierścieni” – żekła Mae w zachwycie – ‘Zarówno film jak i książkę’
‘Jackson zrobił kawał dobrej roboty.’
‘On chyba czytał książkę?’ – zapytał Junior
‘No pewnie! Musiał dokładnie trzymać się książki. Inaczej fani Tolkiena by go pokroili w plasterki i ułożyli by z niego ścieżkę z Anglii do Ameryki.’
‘Hmmm….’ – zadumał się Junior – ‘To by musiały być naprawdę maleńkie kawałeczki.’
‘Z drugiej strony jednak…’ – ożywił się nieco – ‘Jakby nie patrzeć, Jacksona jest całkiem spory kawał.’ 

Wyprawa do Tallagh
 

Po załatwieniu sprawy, Mae z Juniorem opuścili zatłoczone centrum handlowe w którym oddali się – kontrolowanemu jedynie przez zasobność portfela Mae – obżarstwu w KFC, gdzie to Junior otrzymał swoje pierwsze w życiu kurze udko z żebrami.
Po chwili konsternacji dochodząc jednak do słusznego wniosku, że jesteśmy przecież w Irlandii. A tutaj mutacje tego typu to sprawa dość powszechna.
Aczkolwiek jego pierwszym komentarzem było:
‘Dziwne to udko. Ten kurczak chyba był z kosmosu.’
Mae parsknęła fasolką w sosie pomidorowym prosto w swoje frytki, gdyż przed oczami jak żyw stanął jej kurczak kosmiczny, przypominający żywcem wyjętego z Monsters Inc. Mike’a Wazovskiego. (Dla niedoinformowanych to ten zielony z jednym okiem taki)
Zmierzając teraz w stronę skąd był odchodził tramwaj mający zawieźć ich do centrum stolicy Irlandii, Mae westchnęła:
‘Ahhhh…Strzeliłabym sobie w płucko.’
‘Jak ci zaraz strzelę w twarzyczkę…’ – skomentował Junior.
No ja nie mogę. Ta dzisiejsza młodzież.

Troche to potrwa, zatem przepraszam za bałagan :)


  • RSS