maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2008

Gdzie ta Mae z Archiwum?
Czytalam wlasne notki i wylam.
Co sie stalo?
Gdzie sie zgubila tamta Ja?
Gdzie mam jej szukac?
Splowialam, wyblaklam.
Rozpadlam na milion kawalkow…

A kiedys byla we mnie sila i pasja.
Slowa rodzily sie lekko i jakos tak…radosnie.

Kim bylam wtedy?
Czy naprawde umarlam emocjonalnie?

Gdzie jest ta, ktora potrafila napisac, ze:

‘Kilka dni mogą być
wiecznością.
Wieczność może się stać zaledwie sekundą.

Czas nie
jest naszą własnością.

Jaki jest
sens tracić coś, czego i tak nie mamy?’
 

‚Wszystko jest zartem, przemija i gasnie’*
nawet ja sama w sobie, dla siebie…

*)K.Kowalska

 

Koci los.

1 komentarz

Wracala z pracy.

Ciemność już wisiała nad miastem.

Tuz przy głównej drodze, na dosyc wysokim murze dostrzegla
kota.

Zagadala, jak to bywa w jej zwyczaju.

Kot odpowiedział.

Zalosnie, rozdzierająco serce.

Podeszla bliżej.

I wtedy zrozumiala ten koci lament.

Stworzonko pozbawione było calej przedniej lapki.

Rana była zasklepiona, ale samoistnie. Najwyżej tygodniowa.

Jeszcze plyn fizjologiczny saczyl się z tej rany.

Lzy stanęły jej w oczach.

Kot nie przyjal jej reki wyciągniętej w strone zbolałego lebka.

Odwróciła ja wiec do gory dłonią i pozwolila mu się poznac.

A kiedy się z nim zegnala, wiedziała, ze nie zasnie
spokojnie.

Nigdy nie zrozumie okrucieństwa.

I nigdy nie przestanie czuc bolu tych malych istot.

Pewnie ma zbyt wielkie i zbyt miękkie serce.

Długo jeszcze dźwięczał jej w uszach koci placz…

 

Zatracenie

Brak komentarzy

Cialo ludzkie jest swiatynia.

Ktos kiedys powiedział.

Chyba nigdy tego nie czula, az do piatku.

Zwyle mężczyźni, którzy jej pragnęli mowili cos w stylu ‘Mam
na Ciebie ochote, będziemy się pieprzyc, uprawiac seks.’

Jeszcze nikt nie powiedział jej wczesniej:

‘Chce się z toba kochac.’

Kochac.

Uczynic z ciebie swiatynie. Celebrowac ten moment.

I przez krotka chwile poczula, ze nie jest tylko kobieta.
Cialem. Fizycznością.

Poczula, ze jest osoba.

Istota.

Jest czyms wiecej.

Odkryla, ze tak naprawde ma jeszcze oczy, którymi może
patrzec w czyjes oczy.

Ze ma ramiona, dlonie, szyje…ale tak naprawde to nie jest
istotne bo najistotniejsze jest światło w niej. I cieplo.

Pozwolila sobie zatracic się w tym nowym odczuwaniu siebie.

I zalśniła.

 

Kobieta ma tyle siły, że zadziwia mężczyzn…

Dźwiga ciężary losu, rozwiązuje problemy, jest pełna miłości, radości i mądrości.

Uśmiecha się gdy chce krzyczeć,

śpiewa gdy chce się jej płakać,

płacze gdy się cieszy i śmieje gdy się boi.

Jej miłość jest potężna.

jedyna niesłuszna w Niej rzecz to to, że często zapomina ile jest warta.

Wyślij to wszystkim cudownym kobietom, które znasz. Ja właśnie to zrobiłam:)

Litha.

2 komentarzy

Magiczna noc.

Najkrótsza w roku.

Wiedźma siedziała na łóżku porządkując papiery.

Tuż obok, śledziły jej ruchy, czujne oczy Maga.

Czuła, że coś wisi w powietrzu.

Jej współmieszkańcy rozochoceni zbliżającym się pogańskim
świętem, nie do końca rozumiejąc jego naturę i prawdziwą moc, biegali po domu w
gorączkowych przygotowaniach do wyjścia.

‘Hmmm…Kiedy dokładnie przypada Litha?’ – zapytała Wiedźma,
wpatrując się w stertę dokumentów piętrzących się na kolanach.

‘Nie wiem’ – odparł lakonicznie Mag i zajął się szperaniem w
internecie.

‘Sprawdzę’ – mruknęła Wiedźma i odkładając papiery na bok
sięgnęła do torebki po swój księżycowy kalendarz.

W duchu miała nadzieję, że zdąży sobie do tego czasu
zorganizować jakiegoś partnera.

Wiadomo bowiem, że jest to jedyna noc w roku, kiedy nie
powinno się być samemu.

Na dodatek, aby uwolnić dobre moce tego święta, wypadało
spędzić tę noc nie tylko na uroczych rozmowach, ale i na ‘cielesnych uciechach’
– jak mawiała jej Profesor od transfiguracji.

Wiedźma przewertowała kalendarz.

July…july…June…

Jest.

Data?

‘Merlinie! To…dzisiaj.’ – westchnęła i poczuła, że kręci jej
się w głowie.

Kolejny rok niepowodzeń, jak w pysk strzelił.

‘Taaa?’ – wykazał zainteresowanie Mag.

‘Mhm…’ – padła odpowiedź i nastąpiło wymowne milczenie.

„Co mam zrobić?” – pomyślała – „Przecież nie złapie nikogo
ulicy. Do knajpy na pogaduchy też nie mogę iść. Pracuje jutro. Ehhh…znów to
samo.”

Godzina robiła się coraz późniejsza i czas najwyższy było
udać się na spoczynek.

Wiedźma wiedziała, że mag przebywający tymczasowo w jej
skromnym domostwie, zabawi przed komputerem do późna, ale ona musiała wstawać
na drugi dzień.

Cóż, przynajmniej będzie czyjaś obecność pokoju, kiedy się
noc dokona.

Wzięła prysznic i zagrzebała się w pościeli.

Słychać było tylko miarowy szum wentylatora w komputerze
rytmiczne klikanie klawiatury.

Lubiła ten dźwięk.

Chwilę później usłyszała jak Mag wyłączył sprzęt i sam
usadowił się w swoim łóżku.

‘Jeśli masz dziś wieczorem jakieś życzenia, mogę je
spełnić.’ – usłyszała

Zamurowało ją.

Milczała chwilę nie wiedząc co odpowiedzieć.

Jakoś nie mogło jej przejść przez gardło: „Chce się z tobą
kochać, bo…”

Bo co?

Bo będę miała kolejny rok ciężkiego pecha?

Czy też bo…mam ochotę na to. Wiesz, że miałam ją zawsze.
Ciekawa jestem ciebie.

Pewnie wszystko na raz.

Ale przecież nie wypada.

‘Chciałabym, żebyś…Chciałabym się dziś do kogoś przytulić.’

Kiedy spojrzała mu w oczy już wiedziała.

W tym roku będzie inaczej.

Burning

Brak komentarzy

I don’t think I know you,
don’t think I ever will.
Am I in love with you,
Well I don’t know still.
It may sound strange but I’m warning you
I may not be that nice.

Maybe baby I’m a heartbreaker
heart breaker
heart of ice

But I’m burnin’
burnin’
‚cos you set my soul on fire.
Girl, I dont know what I’ll do.

‚Cos I’m burnin’
I’m burnin’
I’m burnin’ with desire.
Yes I’m burnin’ and it’s all because of you.

We can’t be together.
I’m not that kind of a guy.
I’ll be gone and lost forever,
and you won’t know why.

Don’t get me wrong, I’m only warning you,
you’d be on your own.
Maybe baby I’m a heartbreaker
heart breaker
heart of stone.

But I’m burnin’
burnin’
‚cos you set my soul on fire.
Girl, I dont know what I’ll do.

‚Cos I’m burnin’
I’m burnin’
I’m burnin’ with desire.
I’m burnin’ and it’s all because of you.
Because of you.

Yes I’m burnin’
burnin’
‚cos you set my soul on fire.
Girl, I dont know what I’ll do.

‚Cos I’m burnin’
I’m burnin’
I’m burnin’ with desire.
Yes I’m burnin’ and it’s all because of you.
Because of you

Wracajac dzis z pracy myslam. Zdarza mi sie ;]
Myslalam bo znow przyszedl moj wielki ex-przyjaciel do TESCO z ta pizda na widok ktorej otwieraja mi sie wszystkie ostre przedmoty, nie tylko w kieszeniach ale i w szufladach w domu.
Przypomnialo mi sie jak to mowil ostatnio, ze musi sie wyprowadzic (kurwa, obudzil sie krolewicz), bo ma nadzieje, ze to poprawi nasze stosunki. Pfffff…
(Bo musi ja ruchac systematycznie a nie nasze stosunki poprawic.)
I choc Pan Bog nie rychliwy ale sprawiedliwy, to wkurza mnie to czekanie na satysfakcje, kiedy wreszcie umoczy i bedzie do konca zycia zalowal, ze nie posluchal i zadal sie z ta pizda.
A zalowal bedzie. I to bardzo.
Jak juz kiedys wspomnialam, sa rzeczy na tym swiecie co do ktorych mam pewnosc. To jedna z nich.
Ale nie mam czasu czekac az on dojrzeje. Moje zycie jest wystarczajaco ‚busy’.
Pozatym nie potrzebuje przyjeciela, ktory mysli chujem i wypina sie na przyjazn, bo ma jakas nowa cipe na boku.
Idac zatem z pracy do domu myslalam o sobie.
O tym jaka jestem.
I o tym, ze tak naprawde jestem nieprawdopodobnie silna.
Choc czesto zycie powala mnie na kolana, ja sie dalej podnosze.
Zycie pyta wtedy: ‚Jeszcze nie masz dosyc?’
A ja choc obita wstaje z trudem i odpowiadam: ‚To wszystko na co cie stac?’
Czuje sie jak jakis Wiedzmin. Walcze z tym potworem o imieniu Zycie, ktory rozmnaza sie na milion malych bestyjek zwanych Codziennoscia.
I walcze z nimi.
Bo lepiej jest zginac z mieczem w dloni niz na kolanach blagajac o litosc.
Zycie nie zna litosci.
Kiedy zmruzysz oczy zobaczysz prawdziwa mnie.
Mam dusze w bliznach. Glabokich i starych, ale i sa swieze i ciagle krwawiace rany.
Mimo to moja zbroja wciaz blyszczy.
Powyginana i z licznymi sladami walki, ciagle jest.
I ja nie poddam sie nigdy.
Bede walczyc do konca.
Sama. Jak wiedzmin.
Jestem niesamowita osoba.
Wierna i lojalna wobec tych ktorzy na lojalnosc zasluguja.
Msciwa i okrutna wobec tych, ktorzy nie doceniaja mojej sily.
I jestem dobrym czlowiekiem.
Ci ktorzy tego nie widza niech spierdalaja. Nie sa mi potrzebni.
A Ci ktorzy stali sie moimi przyjaciolmi, maja we mnie przyjaciela zawsze. Do smierci i jeszcze dluzej.
Dajcie mi tylko sposobnosc to pokazac.
Choc nie zycze Wam sytuacji w ktorych musialabym byc Wam wsparciem.
Niech Wasze dni plyna spokojnie.
Ja bede walczyc dla Was.


  • RSS