maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2008

Kiedy pada na pysk po pracy?

Jason and Wiedźma

Bawi się photoshopem….:D

Dziwnie

2 komentarzy

Dziwnie pachnie w domu…
Rumiankowo.
Niby fajnie a jednak jakos tak …dziwnie.
Dzis w pracy Wiedzma glupawke zalapala.
Zrobila samolocik z torebki na kurczaka a potem komplet bizuterii dla Kazi ktora urodziny dzis miala.
Nie dobry objaw.
Czas zmienic prace chyba.
Tylko Wiedzma nie wie co tak naprawde chciala by robic, poza tym, z chcialaby byc mulimiliarderka i nie musiec pracowac dla pieniedzy.
Wiedzma wolalaby dla przyjemnosci.

***

Dzis rano znow byla mgla… a wieczor przepiekny sie zrobil.
Kiedy rano do pracy wstawalam, zobaczylam rozalone drzwi do schowka na piec.
Zostawilam notke dla Adasia i Tomka, ze ten ktory je zepsul ma je naprawic do mojego powrotu z pracy.
Wyglada na to, ze sprawca byl Nikodem.
Nikodem i Sandra wyjechali sobie dwa dni temu juz na dobre i podczas pakowania zostawili koszmarny balagan.
Slady rozlanej kawy w kuchni i korytarzu, rozwalone drzwi…ehhhh
Kiedy wrocilam z pracy Tomek byl w ferworze walki.
Wycieral podloge kiedy weszlam.
Zauwazylam ze polatal (nieudolnie ale jednak) polamana szafke na buty, ktora Adas po pijaku rozwalil.
Poodkurzal chate, pomyl podlogi, naprawil wylamany zamek do schowka na piec.
A wieczorem dal mi juz kase na czynsz, gdyby za tydzien znow wyladowal w delegacji…;>
Stara sie bo jutro przylatuje jego kobieta.
Zeby sie jeszcze tylko tak w kuchni nie panoszyl :D

Z Adasiem trzeba powaznie porozmawiac.

Wiedzma czasem miewa pragnienia.
Wyraza je czesto werbalnie przed swoimi znajomymi.
Reakcje bywaja rozne.
Czasem dostaje to co chce…od razu. Czasem musi poczekac troche ;) Zalezy jak bardzo chce.
Wiedzma jest czasem jak dziecko.
Jak sie jej zachce ‚cukierka’ to potrafi klatwa podrzucic, kiedy sie ow ‚cukierek’ w jej posiadaniu znalezc nie chce zbyt szybko.
Cukierki bywaja rozne.
Wiedzma ma specyficzny smak.
Ale nie cukierka Wiedzma ostatnio zapragnela.
Stojac pozna juz noca przed posiadloscia, w ktorej tymczasowo przyszlo jej zamieszkac, Wiedzma zaczela - niewerbalnie tym razem – wyrazac wlasne pragnienia.
A kiedy Wiedzma niewerbalnie rozmawia z ta druga Wiedzma ktora w  Wiedzmie sobie zyje, zdazaja sie sytuacje przedziwne.
Pragnienie bylo niewinne.
Wiedzme bowiem z natury sentymentalna, ujelo piekno nocy. Okolica spowita w nocnym mroku, oswietlana tu i owdzie pomaranczowym swiatlem latarni, wygladala przecudnie.
Spokoj nocy, cisza…Wiedzme wezbralo wiec na wspomnienia.
‚Piekna noc’ – pomyslala
‚Piekna’ – odpowiedziala Ta Druga Wiedzma w Wiedzmie Zyjaca ( w skrocie TDW)
‚Ehhh’ – Wiedzma westchnela
‚Ano Ehhh’ – odpowiedziala TDW
‚Pieknie tu. W tej Irlandii. Tak naprawde.’ – pomyslala Wiedzma
‚Pieknie. Zawsze chcialas tu przyjechac no i jestes.’ – odpowiedziala TDW
‚Brakuje mi tu kilku rzeczy co prawda…’ – pomyslala Wiedzma
‚Znowu sie zaczyna…’ – westchnela z rezygnacja TDW
‚Brakuje mi na przyklad mgly… Takiej jak Po Tamtej Stronie Lustra….Snujacej sie pasmami….Gestej…’ – rozmarzyla sie Wiedzma ignorujac uwage TDW
‚Takiej jak wtedy… klebiacej sie…I pojawil sie Lu…a krople tej mgly osiadaly na jego czarnym plaszczu jak diamentowy pyl…’
TDW przewrocila oczami.
Wyjasc trzeba ze TDW nie jest wogole romantyczna.
To kawal suki tak naprawde, ale Wiedzma ja lubi. TDW tez lubi Wiedzme. Dobraly sie w korcu maku ;P
I kiedy Wiedzma tak sobie wzdychala, TDW musiala chyba zakleciem jakims rzucic, co by swoja druga polowe troszeczke za uszkiem podrapac.
Kiedy bowiem nastepnego dnia Wiedzma zbudzila sie bladym switem o 7:00, okolice spowijala ciezka, gesta i biala jak mleko mgla, ktora sparalizowala niemal zycie miasteczka do samego poludnia.

‚Ja nawet nie pragnelam.’ – powiedziala skruszona Wiedzma – ‚Ja tylko powiedzialam, ze mi brakuje…’
TDW nie odpowiedziala.
Meski, aksamitny i dobrze znajomy glos wyszeptal jej za to do ucha: „Mowisz – masz.”

Cala prawda o Wiedzmie.
Dzis miala bowiem interview „piekna” B.
Zobaczymy co bedzie bo Wiedzma nie wytrzymala i zamienila slow pare z Panem C (tym od interview).
‚Co za duzo to nie zdrowo moj drogi ex-przyjacielu. I jesli chcesz zeby twoja pizda miala przejebane w pracy, namawiaj ja dalej na przejscie do Tesco.
Prowokujesz nie wlasciwa osobe.’
Wiedzma chiala o was zapomniec.
Sami sie prosicie o to, zeby wreszcie pokazac wam co znaczy zadzierac z Wiedzma.

Tak sie Wiedzma wyplywala, ze az sie przeziebila w koncu :(
Gardlo ja straszliwie boli.
Polozyla sie do wyrka i …
Zatesknila.
Zatesknila potwornie, bezgranicznie, gleboko, przepastnie…
Zatesknila do Lu.
Zatesknila do szkolnych lochow.
Do herbatki Profesora…
Do Grimmauld Place…

Nawet nie chcialo jej sie juz myslec, ze lokatorzy znow wyruchali ja z kasa.
Szkoda slow.

Jeszcze troche wytrzyma.
A jak nie wytrzyma to…wroci na Grimmauld Place.
Wolalaby dostac jakis maly, ciasny ale wlasny Spinner’s End.
Moze sie uda. Zobaczymy.

Ogień w wodzie

1 komentarz

Znaczy Wiedźma na basen się dziś wybrała.
Oj! Już dawno tak dobrze się nie czuła.
Woda podświetlona na szmaragdowo-zielony kolor. Półmrok. Spokój.
O 20:30 niewielu ludzi.
Kiedy się znudziła (na 5 minut) pływaniem, bardziej z ciekawości niż większej potrzeby udała się do Steam Room’u (znaczy…chyba się to pokój parowy nazywa po bardziej ludzku) gdzie gorąca para miała miękki miętowy zapach…
Dla rozrywki można było sobie potem wiadro lodowatej wody wylać na głowę.
Można było się też udać do wypełnionej czerwonym, delikatnym poblaskiem, sauny.
Wieczór uwieńczyła radosnymi bąbelkami w jaccuzzi. ;]
Poczym wróciła do pływania…pływania, pływania…Ehhhh….
Przecudnie.
Jutro znowu się wybiera.
Bo Wiedźma choć żywiołem ognia jest, to kocha wodę bardzo…
To taki niedobór witaminy wodnej chyba :)

Ma Irlandia całkiem przyjemne miejsca czasem :)

W niedzielę Wiedźma na rowerkach w siłowni jeździła i na bieżni wspinała się pod górę.
Może niedługo skusi się na solarium (w nadziei, że sztuczne UV nie spali jej na popiół jak to w przypadku Wiedźm- Wampirzyc bywa).
Wszystko to w jednym miejscu. Za jedyne 54 euro miesięcznie.
Lepsze niż paczka fajek :)
Może nawet lepsze niż sex? ;>
Hmmm…czy Wiedźma się czasem nie starzeje?

Sean dzwoni, pisze…oszołom jeden.
W. się dziś odważył Wiedźmie cześć powiedzieć i nie umarł na miejscu wiec jest nadzieja, że Wiedźmie wkurwienie minęło.
D. miał dziś radosny dzień bo Wiedźma święcie przekonana, że wolne mieć powinna, zaspała do pracy. Mógł więc zadzwonić do niej i nawet nakrzyczeć na nią.
:)
Dwa razy. :)
I nie został przeklęty! :)
Jednak kiedy Wiedźma odwróciła się do niego nagle i wyszeptła namiętnym głosem: „Oh, krzycz na mnie jeszcze! To mnie podnieca!”
Uciekł spłoszony lekko.
Taaa wie, że z Wiedźmą to nigdy nic nie wiadomo. :D

Jutro praca 8:00-17:00; szybki obiad dla Juniora i basen…
Pływać, pływać,pływać,pływać,pływać,pływać,pływać,pływać,pływać,pływać,pływać,pływać,pływać,…..

Znowu noc

2 komentarzy

DZien jak co dzien.
Sean mnie dzis odwiedzil.
Rimante sie zachlystywala jaki to on jest ‚georgeous’.
To jej powiedzialam zeby go sobie wziela.
Nie chciala. Hmmm….
D. zachowuje sie jakby mnie bardzo nie lubil i przypomina sobie o mnie tylko wtedy, gdy juz naprawde nie ma nikogo, z kim moglby pojsc na przerwe.
Moje mlodociane dziecko zagustowalo w muzyce zespolu Archive i namietnie odsluchuje utwor „Fuck You”. Hmmm…
Smieci w naszym domu niedlugo nas zatopia bo nikt sie nie ruszy zeby je sprzatnac i wystawic kosz a ja sie zaparlam, ze ni chu… nie bede inwestowac w tych…no.
Chca mnie podwojnie kasowac za to ze mam dziecko?
No to zobaczymy.
Nowy wspollokator ma PRYWATNA scierke do naczyc i bron Merlinie by ktos jej dotknal.
Moj syn dzis zjebki dostal bo nie wiedzial.
No to ja bede miala PRYWATNE garnki i talerze i sztucce i w zasadzie wszystko co jest na wyposazeniu kuchni, bo to moje. Za moje pieniadze kupione.
Wtedy zobaczymy.
NIech no tylko sie wyprowadze, zobaczymy jak zaspiewaja.
Polowa mebli jest juz moja w tym domu.
Jeszcze musza mi odkupic toster i szafke na buty, ktora A. po pijaku rozwalil spadajac ze schodow.

Fajnie sie mieszka z ludzmi.

Motto na dzis: „I’m not antysocial. I’m just not user friedly!”

Dobranoc.

Chciałabym

1 komentarz

Żeby coś wreszcie ruszyło do przodu.
Byle nie za szybko bo od pędu robi mi się niedobrze na dłuższą metę. ;]
Chciałabym wreszcie mieć swój mały biały domek. I firanki w oknie.
Irlandzkie rolety sprawiają, że mieszkanie wygląda na niezamieszkane.
I chciałabym być niezależna i nie musieć ciągle mieszkać z obcymi ludźmi.
Niektórych się lubi, inni bywają obojętni.
Inni sprawiają, że nie chce się wracać do domu.

6-go września Tomek robił urodzinowego grilla.
Poszłam „na Wspólną” choć nie miałam wielkiej ochoty oglądać W. i jego pizdy. (sorry za wulgaryzmy ale ja o taj piździe inaczej nie powiem, bo nawet określić ją mianem osoby jest ciężko)
Pojawili się oboje i od razu walneli pokazówę wchodząc sobie niemal do grdła.
Nie rozumiem ludzi, którzy publicznie się nawzajem obmacują.
Smiech mnie ogarniał, bo ona pozwalała mu się macać i cały czas zerkała na mnie.
Podniecało ją to, że ja tam jestem, czy jak?
Ale zmyli się, kiedy S. do mnie podszedł. Objął, szeptał do ucha, pocałował.
W sumie wieczór spędziliśmy rozmawiając ze wszystkimi dookoła a momentami on podchodził do mnie i zachowywał się tak jak byśmy byli BARDZO blisko.
Nic mu nie mówiłam, o W. i tej piździe. On chyba faktycznie czyta w myślach.

Kilka tygodni temu spotkaliśmy się z S. w knajpie. We wspólnym gronie znajomych.
Wiedziałam, że jest człowiekiem o zbliżonych poglądach i guście podobnym do mojego.
Ucieszyłam się kiedy przyszedł.
Zaczeliśmy rozmawiać i nagle okazało się, że mamy podobne, niezwykłe, paranormalne doświadczenia.
Przegadaliśmy cały wieczór, aż ludzie sie zaczynali interesować o czym my tak intensywnie rozmawiamy.
Trudno jest jednak im powiedzieć o czym. Nie rozumieją, nie doświadczyli, uważają Cię potem za wariata.
Zmyliśmy się z knajpy przed północą. Odprowadził mnie do domu i skończyliśmy w moim ogródku nie mogąc przestać gadać.
Umówiliśmy się na kolejną ‚sesję’ :) po moim powrocie z urlopu.
Widzieliśmy się potem właśnie na urodzinach T.
Nie mogliśmy się jednak spokojnie nagadać, bo Jo się przyczepiła do S.
Zarzuciłą mi niedawno, że odbijam jej kolegów.
Śmieszne.
Poprzewracało jaj się w główce od pewnego czasu.
Sądziłam, że zrywając z A. osiągnęła jakiś poziom dojrzałości. Przestałą być roztrzepaną małolatą.
Widzę jednak, że nie.
Jej wielka nowa przyjaciółka Sy. ma na nią niedobry wpływ.
Jo stała się wulgarna jak Sy.
Przychodzą czasem do mnie w gości, gadają wtedy jedna przez drugą.
Jakimiś grypsami które są tylko dla nich zrozumiałe i wybuchają obydwie głośnym śmiechem.
Pytają mnie ‚co się stało? dlaczego jesteś smutna?’
Co mam im powiedzieć?
‚Sorry, że mam „mniejsze” problemy niż wy obrzucające się mięsem, rybami i co tam macie w tej swojej pracy?’ – bo głównie o tym są ich opowieści.
Jaki głupi numer która, komu zrobiła.
Aha no i o wszystkich facetach, którzy teraz lecą na nie i o tym jakie to one są sexy i hot.
Przepraszam Was kobiety ale wyjebane mam na to.
Cieszy mnie, że jesteście tak zadowolone, ale nie obarczajcie mnie nadmiarem tych informacji.
D. pracuje na ochronie teraz.
Mało ze mną rozmawia.
Przychodzi rano tylko i mówi to swoje: ‚No dzień dobry nie?’
Widzę, że woli nie spędzać ze mną zbyt wiele czasu.
Może i dobrze.
Lubię go i mogło by mi to tylko zaszkodzić.
Więcej epizodów między nami nie było i raczej nie bedzie, bo ja już nie kiwnę palcem.
:) Kiedy nim kiwam oni lecą jak muchy hehehe…a w sumie nie jestem piekna.
Wiem, mam niesamowitą osobowość. :)
Jestem ponad tych wszystkich facetów którzy mnie kręcą niestety.
Nie są mnie warci.
Nie wiem dlaczego wybieram akurat takich.
Popsuło mi humor kiedy się dowiedziałam, że na miejsce D. przychodzi nie kto inny jak właśnie W.
Byłam zła, bardzo.
Dlaczego akurat do nas się przenosi?
Miałam nadzieję, że nie będę go musiała za często oglądać a wychodzi na to, że teraz to nie tylko jego przyjdzie mi znów widzieć codziennie.
Ta pizda będzie przecież go odwiedzać.
Chciałabym żeby znikła.
Chciałabym mój mały biały domek i dwa koty na parapecie (bo jeden kot czuje się samotny)
Chciałabym mieć kuchnię tylko dla siebie.
Chciałabym mieć znów zaczarowane okno.
Chciałabym mieć mały ogródek i sadzić w nim znów zioła.
Chciałabym znów zrobić powidła jarzebinowe. I ze śliwek węgierek (UWIELBIAM!)
Chciałabym móc znów robić świece i rzucać zaklęcia kiedy tylko przyjdzie mi ochota.
Chciałabym mieć swój pokoik i żeby moja Sis mogła częściej u mnie bywać.
Chciałabym znów móc spotykać się z moimi kochanymi wiedźmami. Przy świecach i winku i whisky marmolade na śniadanie…
Tęsknie do nich okrutnie.

Tymczasem wczoraj miałam rozmowe z jednym panem posłem irlandzkim.
Mamy spotkanie w następną sobotę.
Zapytam go o status rezydenta i może o…własny interese w tym kraju.
Jest w moim mieście jedno miejsce. Czeka na mnie chyba.
Tuż przy zamku…zrobie zdjęcie to Wam pokażę.

:(

1 komentarz

Płaczę sobie.
Tulę do siebie czarne kocie futro i płaczę.
Ja nie chcę wracać. Moje Grimmauld Place…
Moje Chowańce…
Moje nocne z Luciusem rozmowy…przeżyłam tutaj miłość swojego życia tak naprawdę.
Z najbardziej nierealnym mężczyzną świata. :)
Znów to zostawiam…jak wtedy przed laty, kiedy dałam się porwać tej blond włosej przygodzie…
Tym razem boleśniej, realniej…
I kiedy widzę, że moja magia nadal tu jest…płaczę, bo na własne życzenie wyruszyłam w świat.
I już nie potrafię się zatrzymać…
Czas płynie…jak łzy.

Testament

4 komentarzy

Pomyślałam, że dobrze jest zrobić coś takiego.

Powinno się chyba zacząć od tego, że jest się świadomym…czy zdrowym na umyśle? Jakoś tak.

No to jestem, w jakimś tam stopniu przynajmniej.
Wiadomo, że wszystko co posiadam należy do mojego syna.
Chciałabym tylko prosić, żebyście pomogli mu moi drodzy przyjaciele, zabrać wszystko co posiadamy po Drugiej Stronie Lustra i przenieść na Grimmauld Place.
Mój Magic Stuff oddaję w rece mojej Sis. Niech Ci dobrze służy. ;]
Laskę Luciusa przekazać pragnę w rece mojej drogiej Catty.
A Merle może znajdzie coś ciekawego w moim księgozbiorze.
Wedle uznania Juniorowego, bowiem syn mój może się uda kiedyś w ślady swej matki ;P

Ale w sumie nie o rozdawaniu myślałam.
Bardziej zależy mi na tym by uszanowano moją ostatnią wolę co do pochówku.

Jeśli odejde z tego swiata w sposób prozaiczny (znaczy taki, że zostaną po mnie jakieś zwłoki)
chcę zostać spalona. Ogień to mój żywioł.
Możecie mnie sobie postawić na półeczce.
Jeśli jednak zdecydujecie pochować moje prochy w ziemi, nie przyciskajcie mnie żadnym kamieniem.
Nie chcę pomników.
Chcę by zamiast kamiennej płyty na moim grobie rosła Jarzebina.

I zamiast kwiatów, przynieście mi Jarzębinowe kiście.
Mogą być Jarzebinowe kwiatostany.
No dobra i czerwone róże.
Róże i jarzębina.
A nad grobem poproszę o odtworzenie mojej ulubionej piosenki.
„Who wants to live forever” – Queen

I pamietajcie. Opuszczę tylko to ciało. Ale wrócę w innej postaci.
Bo życie na ziemi to najpiękniejsze co mogło nam sie przytrafić.


  • RSS