maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2008



„”Towarzyszę na różnych imprezach typu bankiet, wesele, kolacja. Mogę wyjechać w podróż. Inne rozwiązania dostępne przy odrobinie fantazji”. Takich ogłoszeń w sieci jest wiele. Ich autorzy mają ok. 25-30 lat, dobrą aparycję, atrybuty męskości. Za wszystkie usługi biorą duże pieniądze. Ich klientkami są samotne zamożne kobiety, które są gotowe zapłacić za wszystko, nawet za seks.”

To tytuł debaty na naszym blogu…
Sprzedaja sie kobiety, sprzedaja sie mezczyzni…
Wszystko jest na sprzedaz, bo zawsze jest ktos, kto zaplaci.
Dlatego coraz mniej prawdziwych zwazkow.
Wszyscy jestesmy zwiazkofobami.
Latwiej zaplacic za kilka godzin sexu, niz ponosic odpowiedzialnosc za zyciowa relacje z drugim czlowiekiem.
Goniac za pieniedzmi, robiac jakies dziwne kariery zapominamy, ze na koncu umieramy sami.
Nie mamy czasu na rodzine.
Ci nieliczni, ktorzy zdobyli sie na malzenstwa wiedza jak ciezko ciagnie sie ten wozek.
I czy sa sobie oddani w 100%? A moze spelniaja swoje fantazje z panem/pania za pieniadze? A w domu udaja ideal?

Panowie sprzedajacy swoje ciala…
W dzisiejszych czasach, kiedy kazdy chce sobie tylko zrobic dobrze to chyba nic dziwnego, prawda?
‚W Irlandii kazdy jest singlem’ – mawia moj znajomy.
Ile zwiazkow tytaj rozpadlo sie na moich oczach to juz historia.
Dla przygody, pieniedzy, bo tak…

Co mysle o meskiej prostytucji?
To samo co o damskiej.
Nikogo nie oceniam. Sa sytuacje w zyciu ludzi o ktorych mi sie nie snilo.
Sa stany krancowej desperacji. Jest tez glupota.
Mamy rownouprawnienie w koncu.
Moze panowie zaczna bardziej nas doceniac jesli sami sprobuja jak to jest isc do lozka z kims kto nas nie kocha. Kto uzywa jak jednorazowej szczoteczki do zebow i wyrzuca.
Kto nie szanuje, tylko robi sobie dobrze, zostawia kase na stoliku i wychodzi.

Takie byly moje zwiazki…
Powinnam byla brac za to kase. Przynajmniej bylby jakis zysk.

Ludzie maja coraz mniej moralnosci.

Sad but true.

Wszystko jasne

1 komentarz

Jeden nieodebrany telefon.
Jedno zignorowane zaproszenie.
Jedno spojrzenie.
Wszystko jasne.
Inni potrzebuja tlumaczen, wyjasnien.
Mnie wystarczy tyle.
Znacie mnie przeciez.
Wiecie, ze ja wiem.
Rozumiem.
A jesli ciagle czepiam sie waszych istnien to tylko dlatego, ze mi na Was zalezy.
Ale kiedys sobie odpuszcze.
Nic na sile.

Nie moge sie doczekac.
Wieje polnocny wiatr…

Nie lubie

Brak komentarzy

Kiedy uderzaja we mnie emocje innych ludzi…
Znow odbieram smutek kogos, kto jest dla mnie…kims waznym, w jakis sposob.
I nie umiem ulzyc w tym bolu.
Nie jestem nikim waznym…nie jestem az tak waznym kims, by moja obecnosc pomogla.
A ten ktos nie ma pojecia, ze ja wiem.
Widze i czuje jego bol.
Chcialabym, zeby ona potrafila go kochac.
Zeby dala mu sprobowac tego szczescia.
Zeby choc przez krotka chwile byl dla niej tym kim ona jest dla niego.
Chcialabym tego bardzo.
Przestalby tak cierpiec…choc przez chwile.
A mnie przestalaby bolec bezsilnosc.
Tak wiele mozna wyczytac z oczu drugiego czlowieka.
Kiedy ona mowi, ze ma nowego faceta…
Sekunda.
W jego oczach widac wszystko.
Usmiecha sie.
A ja czuje jak go boli…
Niech ktos mnie nauczy jak sie przed tym bronic!
Jak wylaczyc tego typu polaczenia.
Nie lubie kiedy cierpia przyjaciele.
Nie chce widziec.
Nie chce czytac w nich tych emocji.
Nie chce wiedziec o nich wszystkiego z jednego spojrzenia w oczy.
Nie patrze juz w oczy ludziom ktorych obsluguje, bo ich emocje tez do mnie docieraja.
Zmeczona jestem tym co dostaje.
Setki oczu codziennie…
Bogini daj mi sile…
I gdzies mam juz to, ze jestem wyjatkowa.
Nie chce tego.
Chce normalnie zyc!
Chce spojrzec w oczy drugiego czlowieka bez strachu, ze dowiem sie o nim zbyt wiele.
Ze dowiem sie rzeczy, ktorych wiedziec nie chce. Nie obchodza mnie!
Wiecie dlaczego nie spotykam sie z Wami? Dlaczego nie przychodze na spotkania do Roosta?
Za duzo mnie to wszystko kosztuje. Nie moge.
Zamykam sie w domu, w pokoju. A kiedy rozmawiam z Wami patrze w okno lub przed siebie.
Mam dosyc!
Znow boli mnie glowa.
Jeden wieczor.
Jedno spotkanie i znow czuje, ze otwarlam na chwile Bramy Chaosu….

Różności

2 komentarzy

W pracy dużo…pracy ;]
Ludzie kupują jak szaleni. Jakby koniec świata się zbliżał czy coś.
Zaabsorbowani zakupami notorycznie gubią dzieci. Orientują się dopiero …na parkingu! < ściana >
Ciekawi mnie, ilu zorientowało się dopiero po przyjeździe do domu? Albo w drodze…

Masakra!

Śnią mi się dziwne rzeczy.
Prześladują mnie podtarzali gwałciciele.
Nie docierają do nich żadne argumenty.
Zwykle śniło mi się, że z takimi walczyłam i kopałam im dupy.
Teraz uciekam.
Uciekam nie jak człowiek. Uciekam jak zwierze. Tak jakby moim naturalnym sposobem poruszania się było chodzenie na czterech łapach…
Biegam szybciej.
Dziwne uczucia zostają kiedy się budzę.
Śnił mi się D.
Ale i po nim uczucia dziwności pozostały.
D we śnie jadł kolację… ;>

Innym razem śnił mi się jakiś blondyn.
I to było miłe.
Ale nie pamietam detali.

Zwariować można. ;]

Halloween

2 komentarzy

Wczorajszy wieczór. Ludzie w maskach, fikuśnych sukniach…ja w pracy. Przebrana tym razem za pracownika Tesco. ;]
Nie ważne.
Nie było mnie duchem podczas tego Halloween.
Nie było mnie.
Nie było jak to zwykłam w ostatnich latach robić, dyni i pajęczyn… znaczy, mam naturalne. Nawet w jednej pająk drzemie już zimowo. Duży taki.
Coś mi chyba jest bo zwykle oka bym nie zmróżyła gdyby takowy kręcił się po pokoju. Tym razem pozwalam mu zimować niemal nad moim łóżkiem.
Dopóki nie zbliża sie w moją stronę, może zostać. Ale jeśli zrobi choćby jeden krok to wylatuje!
I nie trudźcie się opisywaniem mi tu koszmarnej rzeczywistości, kiedy to ów stwór o zbyt dużel liczbie nóg, by uchodzić za coś naturalnego, schodzi w nocy ze swej pajęczyny by biegać mi po twarzy i wtykać te kosmate odnóża do mojego nosa na przykład. Nie działa. Po zaśnięciu liczy się tylko moja faza REM.
I dopóki nie został złapany na gorącym uczynku, wszystko jest ok.

Kazia z którą pracowałam na deli wraca do Polski.
Jej facet powiedział jej, że jak dla niego jest wolna…(gdzieś to już kiedyś słyszałam…;>)
Ja też wyczekuję zmiany.
Czuję dziwne podniecenie na myśl, że ma się coś zmienić.
Na początku to był strach. Teraz raczej ekscytacja.
Nie lubię czekać.
Social Welfare też sobie leci w pręta.
Ani widu ani słychu jakiegoś odzewu z ich strony.

Marzy mi się spokojny kąt. Własny, z którego nikt mnie nie wyrzuci.
I gdzie czynsz nie będzie tak kosmiczny…
Marzy mi się własna kuchnia…tak tęsknię do Grimmauld Place…
Do zielonej wyświechtanej kanapy i żółtych kubeczków na kawę…
Do brzóz za oknem i lasu za płotem…
Do Potworów i ciągłej obecności magii…
Lu nie lubił tego.
Teraz nie ma już nic.
Nie ma mnie.
Zjada mnie codzienność.
Od rana do nocy muszę myśleć o wszystkim.
O innych, którzy nawet przez 5 sekund nie pomyślą o mnie.
Bo gdyby nie ja, oni byli by w tzw. kaczym kuprze!
Zgubili by się w 5 minut.
Nie znają danych bankowych, nawet numeru landlorda.
Gdyby coś mnie spotkało…na przykład uprowadzenie przez UFO, wylądowali by na bruku.
Niczym się nie przejmują.
Pol jest nowy, więc dopiero się wkręca. Nie chce uchodzić za wścibskiego, by wypytywać o różne detale. Jeścze mogłabym pomyśleć, że mi nie ufa czy coś.
Ale Tomek?
Raz sugeruje, że ja na nim zarabiam, bo nie wydaje mu się prawdopodobne, że płacę 1200 euro za dom. Teraz ma zapłacić 22,90 za prąd, kiedy ja płacę 53,00 i już kręci nosem.
Daję głowę, że kiedy przyjdzie do kupna następnej partii oleju, będzie coś kombinował.
Do tego potrafi się przyczepić do wszystkiego. Osatnio piekłam kurczaki. Chodził i żebrał wręcz bym go poczęstowała.
W końcu mówię: „no dobra, weź sobie jeden malutki kawałek”
Wziął ładnie wypieczony, ugryzł i mówi: ” Bleee, surowe”
Miałąm ochotę dać mu w pysk.

I Junior.
Znów się przeziębił. Odemnie chyba złapał.
Kaszle, siąka nosem biedactwo.
Czasem dopadają mnie takie krótkie, ostre, myśli…
Co będzie z tym dzieckiem, gdyby mnie się coś stało?
Jest kompletnie sam.
Ma tylko mnie tutaj, ja mam tylko jego.
Nie mamy tu rodziny, a on na dodatek ma już tylko jednego rodzica.
Moja mama nie przyleci po niego…zbyt schorowana.

Otoczyłam nas mnóstwem przedmiotów, by nie czuć się cały czas na walizkach, ale nasze życie to już tylko ciągła podróż.
Nie wiem ile jeszcze, jak daleko trzeba nam podróżować, jak długo…?
Dlatego natychmiast odganiam czarne myśli.
Mnie nie może się nic złego stać.
Poprostu nie może i już.
Nikt z nas nie ma lekko.
Przyjaciele z mnóstwem własnych problemów, o powadze których nie mam najbledszego pojęcia nawet.
A rodzina?
Nigdy tak naprawdę nie było jej przy mnie.
Dlaczego ma być teraz kiedy fizycznie jestem jeszcze dalej…


  • RSS