Wiedzma nie zareagowala na charakterystyczny odglos
aportacji w korytarzu.

Kiedy jednak mezczyzna wszedl do jej pokoju spojrzala na
niego z wyrzutem.

‘Czy mozesz mi powiedziec co ty robisz?’ zapytal,
nie uzyskal jednak odpowiedzi. Podszedl do okna I zdecydowanym ruchem rozsunal  zaslony.

Wiedzma zmruzyla oczy, ale nadal milczala.

Bialowlosy czarodziej uklakl przy lozku na ktorym tkwila bez
ruchu.

‘Co robisz?’ zapytal lagodniej

‘Nic’ odpowiedziala zgodnie z doslowna prawda.

Od tygodni nie robila nic.

Poza oczywiscie wyjsciami do pracy, bo nie mogla sobie
niestety pozwolic na utrate zrodla utrzymania. To by ja zbyt wiele kosztowalo.

Po powrocie z pracy, zwykla jednak robic NIC.

‘Co sie dzieje?’ zapytal czarodziej

‘Nic’ padlo znowu

‘Tylko tyle bedziesz teraz mowic?’ zapytal lekko
poirytowany, a przynajmniej tyle poirytowania pozwolil sobie okazac.

Popatrzyla w jego stalowo szare oczy. Zrobilo jej sie
jeszcze ciezej na sercu, ale westchnela tylko.

Chciala zrobic mu scene, chciala nawyrzucac , ze zniknal na
tyle czasu, ze zostawil ja sama, ze pewnie byl u boku swojej zony, spelniajac
swoje cholerne malzenskie obowiazki, ze wszyscy ja zostawili w tym mugolskim
swiecie I ze sie zgubila. Ze juz nie potrafi odnalezc tamtej siebie I ze jej
magia juz nie jest jej. Ze juz wogole jej nie ma. Ze znow jest taka jak
dawniej. Jak ta ona ktorej tak nie lubila. Ta zwykla ona zapijajaca smutki I stress
zwiazany z praca w barze na rogu ulicy. Ta ona sprzed wielu lat…

‘Nie jest dobrze’ powiedziala jednak tylko

Zapomniala, ze on slucha nawet wtedy gdy nie padaja slowa.

‘To nie prawda’ powiedzial ‘Wszystko to, nie jest prawda’

‘Czy musze sie teraz tlumaczyc?’ – spojrzal jej w oczy – ‘Tak,
pewnie musze’

‘Nie musisz’ –przerwala mu zmeczonym glosem – ‘Nic nie jest
tak jak byc powinno I jak byc mialo. Ostatnie lata wywrocily nasz swiat do gory
nogami. Nierozsadnie bylo zostawiac mnie tutaj. Miales byc blisko. Blizej niz
przedtem, a oddaliles sie tylko. Szukalam gdzie indziej oparcia. Powinnam byla
jednak wiedziec, ze wy wszyscy jestescie tacy sami.’

Chcial jej przerwac lecz nie pozwolila mu.

‘Czarodzieje, Wampiry…ehhh, I jeden normalny Jareth, problem
w tym, ze jego swiat nie jest moim I vice versa. Gdyby tylko mozna znalezc
sposob bysmy mogli wspolnie…’

Zamilkla.

Spojrzala mu w oczy. Byly smutne.

‘Wiec teraz jest Jareth?’

‘Nie gluptasie’ powiedziala I dotknela jego policzka

‘To zawsze bedziesz ty. Nawet jesli nie bedziesz przy mnie
tylko przy niej. I nawet jesli przy mnie bedzie on.’

‘Nie chce tego sluchac!’ – oburzyl sie I wstal, chwycil ja
za rece I zmusil by wstala – ‘Wychodzimy’

Deportowali sie nim zdazyla zaprotestowac.

Otoczyla ich ciemnosc calkowita. Czern czerni. Po chwili
jednak miliardy gwiazd rozblysly jej przed oczami. Stopy zapadly w miekkie
podloze, ktore nie wydawalo zadnego odglosu stapania po nim.

Z oddali zblizal sie ku nim wysoki odziany w czern
mezczyzna.

‘Potrzebujesz terapii’ szepnal jej w ucho Lucius

Mezczyzna zblizyl sie I sklonil lekko glowe lecz nie
spuszczal z niej oczu.

‘Dawnosmy sie nie widzieli, Maelen De Witch’ powiedzial
aksamitnym glosem

‘Zaiste , Merlinie’