‚Jest gorzej niz myslalem’ – Merlin w zamysleniu stukal smuklymi palcami o blat drewnianego stolu.
Lucius siedzacy bokiem do pol demona nie odrywal wzroku od skulonej w fotelu kobiety.
Wiedzma zapatrzyla sie w ogien huczacy w kominku.
Gdzies tam byla rzeczywistosc.
Gdzies tam za czarnym horyzontem…nie, gdzies tam a moze…kiedys tam, jakas rzeczywistosc istniala.
Zatem czym bylo to czego doswiadczala teraz?
Czula miekka skore fotela, w ktorym siedziala. Czula zapach planacych drewnianych klod. Zapach zywicy   i swiezo skoszonej trawy… Jareth…
Co teraz robil?
Moze Gerenth podarowal mu kobiete? Moze po tym wszystkim…zapomnial juz?
Ona chciala zapomniec.
chciala a jednoczesnie kazda czastka siebie pielegnowala te wspomnienia.
Tak wiele wtedy oddala…tak wiele doswiadczyla.
Westchnela i wygrzebala z kieszeni paczke Marlboro Gold.
Zapalila.
Nie baczac na to czy gospodarzowi sie to podoba czy nie.
Tymczasem w mezczyzni przy stole rozmawiali przyciszonym glosem.
Na widok papierosa Merlin westchnal ciezko i czerwony blysk zalsnil w jego czarnych oczach.
‚Jest gorzej niz myslalem’ – powtorzyl – ‚Od ciebie Luciusu zalezy co dalej. Moge ja powstrzymac od zadymiania mojego domu, ale tobie nie spodoba sie metoda’
Zerknal z ukosa na bialowlosego szukajac mimowszystko aprobaty.
Lucius milczal. Twarz mial sciagnieta.
‚Dobrze.’ – powiedzial w koncu dobitnie – ‚Skoro tylko to moze pomoc…sprowadz go.’
Merlin prychnal.
‚Nie tego sie spodziewalem.’ – powiedzial z nieukrywana ironia – ‚Niestety, musze cie zmartwic.’
Wyprostowal sie, jakgdyby przeciagajac od niechcenia.
Lucius spojrzal pytajaco na Merlina.
‚Nie moge go tutaj sprowadzic.’ – odpowiedzial pol demon
‚Nie mozesz?!’ – zapytal z drwina w glosie Lucius – ‚Ty?’
‚Nie chce.’ – odparl krotko Merlin – ‚Mam juz serdecznie dosyc placzacych sie tutaj istot, z nie tego czasu i przestrzeni. Jeszcze jednego mi nie potrzeba. Ledwie udalo sie

zamknac Bramy…’
Ostatnie zdanie dodal jak gdyby do siebie, ledwo doslyszalnie.
‚Jesli sie nie myle to nie Ty je zam…’ – wypalil czarodziej
‚To nie istotne!’ – przerwal mu Merlin – ‚To przez nia i przez jej piekielne przyjaciolki cale to zamieszanie. Tylko ze wzgledu na lad ktory probuje zachowac toleruje was

wszystkich tutaj…’ – Warknal Merlin a czerwony blask w jego oczach rozjarzyl sie zlworogo.
Lucius jednak nie wygladal na przejetego wybuchem swojego towarzysza.
Spojrzal na niego uwaznie i pochylajac sie nad stolem powiedzial cicho.
‚Z calym szacunkiem, drogi przyjacielu – Kiedy wreszcie przestaniesz sam siebie oszukiwac? Nas nie da sie oszukac juz od dluzszego czasu.
Mozesz wladac czasem i przestrzenia, ale kto inny wlada twoim sercem i chocbys sie nie wiem jak na to pieklil i nadymal, nic nie poradzisz.’
Przerwal i oparl sie wygodnie.
Merlin wygladal jak gdyby go zamurowalo. Patrzyl z nienawiscia na bialowlosego czarodzieja, lecz chwile pozniej wzrok mu zlagodnial a czerwony blask w jego oczach przygasl.
Usmiechnal sie nawet lekko. Smutno.
‚Musialbys moj drogi Luciusu przezyc tyle lat co ja i w tak doborowym towarzystwie jakie mam ja i zrozumialbyc dlaczego…Ta smiertelniczka…ja…to poprostu…’ – wzruszyl

ramionami.
Spojrzal W stalowe oczy czarodzieja i ze smutnym, przepraszajacym zdawac by sie moglo, usmiechem powiedzial – ‚Nie sprowadze go tutaj, bo to zachwieje bramami po raz kolejny.

Zbyt duzo w nim magii…’
Nie wiedzial czy twarz Luciusa wyraza bardziej ulge, czy rozczarowanie, dodal jednak patrzac w oczy przyjaciela – ‚Ale moge znow wyslac ja.’
Strach. To uczucie wyraznie teraz przemknelo po twarzy bialowlosego, wiec Merlin szybko uniosl dlon by czarodziej mu nie przerwal i powiedzial:
‚Nie martw sie, ona wroci. Ta podroz odbedzie sie na zupelnie innych „zasadach” niz poprzednio. Tym razem to ja bede kontrolowal sytuacje.’
A widzac, ze czarodziej ma powazne watpliwosci dodal dosadnie – ‚To jedyny sposob. I moj warunek.’
Lucius lustrowal twarz przyjaciela, jak gdyby szukajac ukrytych pulapek tego planu.
Merlin usmiechnal sie.
‚Zobaczysz, wroci odmieniona.’ – powiedzial
‚W to nie watpie.’ – mruknal pod nosem Lucius spogladajac znow na skulona postac w fotelu przed kominkiem.
‚A moze o to zagramy?’ – zaproponowal Merlin z przewrotnym usmiechem i na stole pojawila sie z nikad szachownica. Lucius ze zdumieniem spostrzegl ze krol ma srebne dlugie

wlosy, czarny plaszcz ze srebrnymi zapinkami i laske ze srebrna glowka w ksztalcie weza, hetman zas spoczywa w przepastnym fotelu i ma sylwetke kobiety, ktorej wlosy sa

kruczoczarne. Kobieta w dloni sciska cos na ksztalt ognistej kuli. Tuz obok  czarnowlosej krolowej – hetmana, stoi silnie zbudowany, plowowlosy goniec z wilcza skora zarzucona

na plecy, zas drugi goniec do zludzenia przypomina wysokiego czarnowlosego wampira
Oszolomiony czarodziej spojrzal na towarzysza – ‚Tego zestawu jeszcze nie widzialem’