Wiedzma siedziala za ogromnym drewnianym stolem w Merlinowej kuchni. Srebrny sztylet w jej dloni lsnil ostrzegawczo.
Wiedzma obracala go bezwiednie w palcach, cudem unikajac skaleczenia.
‚Profesorze?’ – odezwala sie nagle – ‚Jak mam zapanowac nad gniewem?’
Mistrz eliksirow podniosl na nia uwazne spojrzenie, potem szybko zerknal na srebrny sztylet.
‚Jak to robisz, ze potrafisz byc tak…zimny?’ – zapytala i spojrzalana niego.
Ich oczy spotkaly sie i nie musial odpowiadac. Ona juz wiedziala.