maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2010

W pokoju pachnialo jasminem.

‚Pamietasz moje stare mieszkanie na Grimmauld Place?’ zapytala Wiedzma Czarodzieja
Spojrzal na nia lekko zdziwiony i zdawac by sie moglo, zaniepokojony.
‚Oczywiscie’ odpowiedzial niepewnie
Wiedzma usmiechnela sie i napila sie herbaty z ogromnego, glinianego kubka z napisem Starbucks Edinburgh.
‚Tesknisz do domu?’ zapytal ja
‚Czasem’ spojrzala mu w oczy ‚Ale tak naprawde chyba do tych wszystkich drobnych rzeczy zwiazanych z tamtym miejscem’
Patrzyl na nia bez slowa, a ona mowila dalej zapatrzona teraz przed siebie. Zastanawial sie jakie obrazy przesuwaja jej sie teraz przed oczami i poczul to. Jej glos przeniosl go do tamtych miejsc. Zobaczyl.
‚Polmrok przedpokoju. Swiece. Moj stary zielony fotel. Moj dom byl w zapachu herbaty. Zielonej – jasminowej. Jak ta, ktora teraz pijemy. Koty mruczace na kolanach. Mgla w ogrodzie. Pamietasz jak jej krople osiadaly na twoim plaszczu? Jak lsnily sie wtedy oczy twoich wezowych zapinek plaszcza? Pamietam dotyk twojej koszuli na moim policzku. Pamietam zapach jesiennych lisci i smak wody ze strumienia w tamtym lesie… Pamietam sloneczne poranki w wielkiej kuchni Grimmauld Place. Pamietam promienie ksiezyca na twojej skorze kiedy spales…Wszystko to zaklete jest jakims sposobem w kubku herbaty. Zielonej – Jasminowej. Jak ta.’
Zapadla cisza. Lucius nie wiedzial co powiedziec tej najdziwniejszej z czarownic jaka w zyciu dane mu bylo spotkac.
Jakims dziwnym kaprysem losu dane mu bylo nawet dzielic z nia fragmenty zycia.
Spojrzala na niego. Juz nie pierwszy raz zdawala sie czytac w jego myslach, choc kiedys przeciez bylo zupelnie na odwrot.
Usmiechnal sie teraz do wlasnych wspomnien.
Tak malo wtedy jeszcze wiedzieli. Tak bardzo byli jeszcze niewinni.
‚Wiesz, ze nigdy nie bedzie tak jak bysmy tego chcieli?’ stwierdzila raczej niz zapytala
‚Nigdy jej nie zostawisz’ usmiechnela sie do niego, a kiedy chcial zaoponowac uniosla tylko dlon przerywajac mu ‚Ja nie mam zalu.’
‚Juz nawet nie jest mi smutno. Przeciez wiesz, ze ja nie nadaje sie do takiego zycia jakie odpowiada tobie, a i mnie raczej trudno sobie wyobrazic ciebie w innej roli.’
‚Co masz na mysli?’ zapytal wreszcie
‚Dla ciebie zycie to salony, sluzba, marmury, pokoje wielkosci stadionu do quidditch’a. Jakos nie moge sobie wyobrazic ciebie w malym bialym domku, jaki mnie sie marzy, albo w ogrodku w gumowych rekawiczkach pielacego chwasty.’ zachichotala
‚Moglbym…sprobowac’ powiedzial cicho
Spojrzala na niego powaznie
‚Nie moj drogi, wiesz dobrze, ze nie moglbys. A i ja dusilabym sie w ogromnych salach twojej posiadlosci. To sa JEJ klimaty.
Nie bedziemy mogli zyc razem. Zawsze pozostaniesz gosciem w moim domu, a i ja przeciez nigdy juz nie zloze ci wizyty.’
‚Mowisz tak jakgdyby to mial byc koniec…’
‚Nie mam chyba dosc sil by to zakonczyc, Lu. Chce tylko bysmy oboje byli swiadomi, ze nie ma dla nas wspolnego domu, nie ma dla nas wspolnej przyszlosci. I nie ma tak naprawde NAS. Jestem ja i jestes ty i chyba trzeba sobie juz to wreszcie uswiadomic, ze bedziemy juz zawsze osobno. Ty tam, ja…gdziekolwiek zawieje mnie jeszcze ten polnocny wiatr.’
Milczal. Jesli to milo byc zerwanie to chyba jeszcze go nie pojal, nie dopuscil do swiadomosci.
‚Czy mam juz wiecej cie nie odwiedzac?’ zapytal z wyraznym niepokojem w glosie.
Jeszcze nigdy nikt tak go nie omotal. Byl wrecz uzalezniony od przebywania w towarzystwie tej wiedzmy. Sama mysl ze to mogloby sie zakonczyc, byla nie do zniesienia.
‚Alez skad!’ powiedziala jednak zdecydowanie ‚Poprostu, nie mozemy byc razem’
Usmiechnela sie.
‚To ma mnie uspokoic?’
‚To ma uspokoic mnie.’ powiedziala.
‚Napijmy sie jeszcze herbaty’

***

Brak komentarzy

W pustym, bialym mieszkaniu powoli zapadala noc.
Wiedzma stala przy oknie i spogladala na pograzone w mroku dachy i niedaleka wieze katedry.
Tyle razy juz przeszywalao ja to uczucie. Za kazdym razem czula je rownie intensywnie.
To bylo jej miejsce.
Pomimo ostatnich dziwnych zagmatwan emocjonalnych, mimo tych wszystkich kryzysow, wiedziala, ze to dobre miejsce.
Przyjaciolka powiedziala jej kiedys, ze to ten sam kraj, ktory pamieta, tyle, ze nie ma juz w nim magii.
I ten brak dokuczal jej najbardziej.
A miala byc znow w domu.
Tymczasem byla tak daleko od domu, jakgdyby przekroczyla granice galaktyki.
Z mroku za nia wylonila sie postac mezczyzny, Jego dlugie prawie biale wlosy, lsnily w blasku ksiezyca.
Podszedl do niej blisko. Nawet na niego nie spojrzala, tylko ufnie oparla plecy o jego tors. Objal ja i stali tak bez slowa dluga chwile.
‚Czy kiedys przestaniesz byc gosciem?’  zapytala cicho
‚Mam nadzieje’  odpowiedzial  ‚Lecz jeszcze nie tu. Nie teraz…’
‚Co mam czynic Lu?’ odwrocila sie w jego ramionach i spojrzala w stalowo szare oczy ‚Dokad mam pojsc? Ile swiatow jeszcze musze zobaczyc, by znalezc ten wlasciwy? A jesli go nie znajde? Co wtedy?’
Milczal.
‚Co wtedy bedzie Lu?’
Patrzyl przed siebie.
Nie chcial spojrzec w jej oczy, przeciz mogla wyczytac w nich wszystko.
‚Gdzie ja jestem Lu? Kim ja jestem…?’
Przytulil ja tylko mocniej.
Oparla policzek o jego jedwabna koszule. Poczula bicie serca i cieplo ciala przez chlodny material.
Nie miala juz lez by plakac.


  • RSS