maelen blog

Twój nowy blog

„Magii mi potrzeba. Zmieniacza czasu.
Dlaczego doba ma tylko 24h.
I znow musze leciec do pracy, ktora mnie wkurza.” – miotała się Wiedźma po mieszkaniu, próbując zaprowadzić jakiś ład w swoich rzeczach.
Efekt był jednak zdecydowanie odwrotny.
„Moja współlokatorka wyrusza sobie do Tunezji, a ja? Kiedy ja gdzieś pojade na jakieś wakacje?”
Mówiła do siebie, była całkiem sama…
Z goryczą cisnęła swoją starą kurtkę na krzesło.
Coś stuknęło głucho o drewno.
Wiedźma podeszła do krzesła. Powoli wsunęła dłoń do kieszeni kurtki…
„Ja nawet nie mogę…” – urwała monolog.  Wyciągnęła rękę z kieszeni.
„…do Chaty…” – na jej dłoni spoczywał zmatowiały, kryształ…
Był martwy.

Spotkanie

3 komentarzy

Dziwna rzecz. Czasem spotykam ludzi z moich opowieści.
TAk zwyczajnie, poprostu, jak gdyby byli od zawsze.
Tylko, że oni nie mają pojęcia, że mają swój odpowiednik w zupełnie innym świecie. Moim świecie. :)
Minęło już tyle lat.
Czasem kiedy patrzę w lustro, upływający czas mnie przygnębia.
Bo już nigdy nie będę taka jak byłam i już nie mam szans na to o czym zawsze marzyłam.
Było minęło, przeszło, nie udało się.
Ostatnio jakoś już nie zapominam, że mam tyle lat ile mam.
Trochę mnie to zaskakuje, ale daję radę.
Bo tam w środku dalej mam dwadzieścia, no może dwadzieścia i trochę. Ale na pewno nie tyle ile mówi moja metryka ;]

Ale mniejsza o mnie.

Moi drodzy. Kilka dni temu spotkałam bowiem żywy odpowiednik Luciusa Malfoya.
Luciusa który miał kiedyś dwadzieścia parę lat.
Zwracał sie do mnie w taki sposób, że mi dreszcze przebiegały po plecach.
Klasa, uprzejmość, nienaganne maniery, do tego wyczuwalny majestat.
Nie wiem kim był ten młody człowiek (poza tym, że pochodził z Węgier), nie wiem czym się zajmował na codzień, w jakich warunkach się wychowywał, ale tak królewskich manier nie widziałam jeszcze jak żyję.
Do tego ten uśmiech…:)
A może to jakiś syn Luciusa? ;>
Ciekawe co on robił na Węgrzech?

Nie mam kompa. Goscinne wystepy znowu. Windows poszedl sie… Nie wiem kiedy bede online :(

Tyle mogłabym napisać. Tyle opowiedzieć.

Dziś mija 5 lat odkąd przyjechałam do Irlandii.

‚Boje sie.’ – wyszeptała Wiedźma w ciemność nocy.
‚Wszystko wokół mnie znika. Rozpada się…zupełnie jak…tam… pamietasz? Nie, nie pamietasz. Nie było cie tam przecież…byłeś…zajety.
Znów się boję. I nie potrafię odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego to robię? Dlaczego burzę harmonię?
Dziwne to moje życie. Catty ma Severusa. Zawsze. Kiedy jest jej potrzebny, wystarczy że o nim pomyśli. Merle? Nawet Merlin potrafi znaleźć chwilę, by się pojawić i wesprzeć ją. Choćby tylko jakąś dziwacznie przesiąkniętą sarkazmem uwagą. A ja? Jest was trzech a ja nie mogę liczyć na żadnego z was! Nigdy!
Mario – wiadomo, jego wampiryczna wysokosc wiecznie ma inne sprawy na głowie, a po ostatnim incydencie, nadal jest na mnie obrażony. A przecież nie obudziłam tego demona specjalnie!
Ty – obowiązki rodzinne, taaa…
Jareth? Być może mogłabym liczyć na niego, gdyby nie fakt, że w tej postaci na nic mi się on zda!!!
Znów jestem sama… Słyszysz?!’
Odpowiedziała jej cisza.

Przeprowadzam się na nową chatę. Wszystko rozstrzygnie się jutro. Trzymajcie kciuki bo mam dziwne wrażenie, że coś się szykuje…

Yule 2009

Brak komentarzy

Znów wyrzucono nas z servera. Bo zmiany wprowadzaja…Ehhh w sumie i tak dobrze, ze nas Wojt nie wyrzucil ot tak poprostu, tylko poinformowal, ze „nie bedzie czynne”. Mowa o Forum Slytherin.
Nie mamy domu, a to miejsce tyle dla mnie znaczy.
Poznałam tam wspaniałe osoby.
Choć kontakt z nimi sie prawie pourywał, na zawsze mają ciepłe miejsce w moim sercu.
Lucius zniknal, podobnie jak Mario i Jareth, choć ten ostatni nie odnajdzie sie raczej w naszym swiecie.
Lu i Mario zas zawsze chodzili wlasnymi drogami, tylko teraz jakos tak smutno mi bez nich.
Byli wszystkim co mi pozostalo z tamtego zycia.
Czuje sie dryfujaca w przestrzeni, bez kierunku, bez celu.
Nie mam juz nadziei , ze jeszcze kiedys spotkam moich przyjaciol. Juz nie licze na to.
Jesli sie spotkamy, bede bardzo szczesliwa, jesli nie – nie bede rozczarowana.
Mysle o Was moje kochane, o Was wszystkich.
Happy Yule!

:)

Brak komentarzy

Jestem tutaj jeszcze. Wcale nie zapomniałam o tym miejscu. I moi chłopcy też się przypominają. Niedługo spotkam się z Lu. Już niedługo.
Tam na Grimmauld Place. Tam gdzie wszystko się zaczęło.
Tutaj jakoś trudno.
On nie lubi tutaj przychodzić.
Nie to miejsce i nie ten czas chyba.
Mario i Jareth są też blisko. Wyczuwam ich choć nie dostrzegam.
Jeszcze chwila. Jeszcze rok i znow będzie jak kiedyś…

Łicz: No to idę jeszcze na fajkę i uciekam do domu.
Karol: Nie palisz po drodze?
Łicz: Nie bo potem mam zadyszkę.
Karol: I nie możesz uciec przed gwałcicielami?
Łicz: Raczej nie mogę ich dogonić.

Lucius wszedł do pokoju.
Wiedźma przerzucała właśnie stertę starych ubrań do wielkich worków.
‚Znów się wyprowadzasz?’ – zapytał z wesołością w głosie
Spojrzała na niego ciepło. Inaczej.
Zdziwił się i rozejrzał dyskretnie w poszukiwaniu źródła jej dobrego nastroju. Od kilku dobrych miesiecy Wiedźma tylko warczała, prychała i zgrzytała, zarówno na niego jak i na dwóch pozostałych panów – Wampira i Wilka (z czego akurat Lucius Malfoy cieszył się w duchu).
Wilk (jak nazywał go Lucius po cichu) kulił się wrecz w sobie kiedy Wiedźma kierowała na niego swój zgryźliwy humorek, Wampir zaś wzruszał ramionami, śmiał się perliście i znikał na kilka dni.
W pokoju nie było jednak niczego co mogło być przyczyną zmiany. Przeciwnie, zalegały w nim sterty starych papierów, szmat, ubrań, firan, zabawek, skrzynek i paczek. W powietrzu unosił się też przykry zapach długo nie wietrzonego mieszkania i kotów.
Spojrzał na Wiedźmę badawczo i zapytał niepewnie:
‚Coś się stało?’
Podeszła do niego i nie baczac na brudne ręce złapała go za poły białej jedwabnej kamizelki.
Uśmiechnęła się tak, że przestał zwracać uwagę, iż kamizelka kosztująca małą fortunę nosi teraz ślady czarnych palców.
‚Dostałam Grimmauld Place’ – wyszeptała
‚D-dostałaś?’ – zdziwił się – ‚Od Państwa Black?’
‚Tak.’ – wyszeptała znowu, jak gdyby to była tajemnica
‚No musiałam trochę zapłacić prawnikowi, ale oni podpisali…’ – wczepiła się w niego bardziej
‚Grimmauld Place jest moje…’
Poczuł się dziwnie.
Cieszył się dla niej, ale to zmieniało wiele jego planów…

Brak komentarzy

‚Nosisz naszyjnik?’ – zdziwił się Lucius
‚Wiesz, rzeczy się zmieniają’ – powiedziała Wiedźma i wsunęła medalion w kształcie trumny za dekolt.
‚Pokaż, pokaż…’ – powiedział jednak czarodziej i bezceremonialnie odsunął jej rękę
Chwilę obracał małą trumienkę w palcach, uchylił wieko i …
‚Ty chyba nie myślisz poważnie?’ -zapytał z przerażeniem w głosie
Nie odpowiedziała.
Chwycił ją za ramiona i ścisnął tak, że poczuła ból. Syknęła więc z niezadowoleniem.
‚Dlaczego?’ -zapytał -’Czy nic juz dla Ciebie nie znaczę?’
Pytanie było z gatunku tych ‚nie fair’ wiec spojrzała na niego z wyrzutem i z westchnieniem odpowiedziała:
‚Dobrze wiesz, że to nie prawda. Ale…’ -zawahała się – ‚Ja nie chcę umrzeć…’
‚Przecież masz dopiero…’ – poderwał się chwytajac ją znów za ramiona. Wyszarpnęła się.
’38 lat? Dopiero? Powiedziałabym JUŻ! Za chwilę bedę miała 40, potem być może 50…będę stara schorowana, niedołężna i umrę! Nie rozumiesz? Ty postarzejesz się dopiero za jakieś 40 lat! On…’
‚A wiec to dla niego?!’ – zagotował się Lucius
‚Nie!’ – odwarknęła -’Zrozum, że ja już nigdy nic nie zrobie dla jakiegoś faceta. Ani dla Ciebie ani dla Niego! Robie to dla mnie!’
‚Nie wiesz w co sie pakujesz, nie masz pojęcia o niebezpieczeństwie ani o tym kim się staniesz.’
‚…’
‚Co z twoim synem?’ – zaatakował a jej oczy się zwęziły
‚Nie mieszaj go do tego. Byc moze, kiedy nadejdzie czas on zrobi to samo co ja’
‚A jeśli nie?Pomysl o jego przyszlosci, o…’
‚Na razie nie ma przyszłości..’ przerwała mu. -’Teraz już idź…’
‚Przykro mi’ – powiedział czarodziej. Odwrócił się i odszedł powoli.
‚Mnie tez’ – szepnęła w ślad za nim i przesunęła palce po srebrnym wisiorze.
Poczuła leciutką wibrację.
Odwróciła się w kierunku przeciwnym do tego w którym odszedł czarodziej i zniknęła w mroku.
W powietrzu za nią unosił się jeszcze przez chwilę subtelny zapach.
Zapach wabiący wampiry.


  • RSS