maelen blog

Twój nowy blog

Kot i Sokół

Brak komentarzy

Znalazlam go. Stal tuz za szklana szyba mojego serca. Cierpliwie czekal az rozbije jego tafle i pozwole mu wyjsc.
Teraz jego oczy smieja sie do mnie i mowia mi „A Ty mnie szukalas po calym swiecie”
Nie oddam go juz nigdy z ramion nie wypuszcze i calowac bede przed zasnieciem.
Otwarlam drzwi. Teraz mozemy przechodzic z jego swiata do mojego i juz sie nie bac. On mnie osloni od wiatru swoimi silnymi ramionami. Ja oplote go czarem ochronnym. Jestemy jak splatana winorosl. Nierozlaczni. A nasza milosc to zupelnie nowy rodzaj magii.
Tak bardzo kocham jego rubinowe oczy.
I dlugie, biale jak mleko wlosy. I ten usmiech magiczny i iskry ktore sypie co wieczor by zapalic niebo.
Zamieniam sie w kota i zasypiam mruczac na jego kolanach. Za pare godzin wstanie swit…znow pojdziemy przez zycie siejac zboza radosci, roszac kroplami szczescia wszystko co zyje…budzic pocalunkami kazdego ptaka i kazdy kwiat. Ja Kot i On Sokol.

Dracula

Brak komentarzy

Ten film zawsze mnie inspirowal.
Zawsze wzruszal. Jedyny film tego typu na ktorym leje lzy jak grochy.
Bo to najpiekniejsza milosna historia pod sloncem.
Bram Stoker spojrzal na schemat i dostrzegl w nim cos zupelnie innego, nowego…pieknego.
Fabula znana od stuleci. Watki zaczerpniete z faktow historycznych. Jak dotad ukazywano nam Hrabiego jako bezlitosnego, bezdusznego potwora. Tym czasem Pan Stoker ukazal nam jego ludzkie oblicze. Ja wiem ze historia z postacia literacka ma niewiele wspolnego, jednak po tej wizji jestem sklonna spojrzec na problem potworow w zupelnie inny sposob.
I niczego tak nie pragne jak doswiadczyc takiej milosci ktora przetrwa eony. I spotkac czlowieka, ktory przemierzy „oceany czasu by mnie odnalezc”. A ja bez wzgledu na to jak potworna byla jego przeszlosc i fizjonomia poczuje ta milosc ktora sprawi, ze stanie sie …

Boze, bredze dzis strasznie. Ale uwielbiam ten film. Takiej milosci mi trzeba.

DIDO

Brak komentarzy

I didn’t hear you leave
I wonder how am I still here
I don’t want to move a thing
It might change my memory

Oh I am what I am
I’ll do what I want
But I can’t hide
I won’t go
I won’t sleep
I can’t breathe
Until you’re resting here with me
I won’t leave
I can’t hide
I cannot be
Until your resting here with me

I don’t want to call my friends
They might wake me from this dream
And I can’t leave this bed
Risk forgetting all that’s been
Oh I am what I am
I’ll do what I want
But I can’t hide
I won’t go
I won’t sleep
I can’t breathe
Until you’re resting here with me
I won’t leave
I can’t hide
I cannot be
Until your resting here with me

A poza tym niedlugo minie rok od wielkiej przygody mojego zycia pod tytulem: Italia. I powiem krotko: Zrobilam to. Bo bylam przekonana ze spoznil sie na moj wyjazd celowo. Bo tamte laski z Gdanska byly atrakcyjniejsze odemnie, bo moze nawet wlasnie wtedy przezywal swoja przygode… Faktem jest ze zrobilam to i nawet wyrzutow sumienia nie mialam! Tylko teraz czasem mysle: A jesli on jest fair? A te wszystkie przypuszczenia to wytwor mojej chorej wyobrazni? To jak mam dalej zyc i miec swiadomosc, ze…zrobilam cos, czego nigdy nie chcialabym aby zrobiono mnie? Z drugiej strony, wtedy wlasnie nabralam przekonania, ze nie jestem taka zla i ze tylko ON jest tym z ktorym chce byc. Moze on jeszcze tego nie podziela, moze nigdy podzielal nie bedzie, ale ja jestem teraz w bardzo dobrym stanie ducha. Nie, nie jestem szczesliwa, bo szczescie to stan bez obaw i niepokoju. To co czuje to dobry stan ducha. I nikt nie dorowna temu jednemu mezczyznie z ktorym aktualnie jestem. Gdyby tak jeszcze tylko odrobina poczucia bezpieczenstwa przy jego boku…takiego emocjonalnego bezpieczenstwa. Bylabym znow u bram raju.

1 komentarz

Zycie jest bardzo podle…

Noc.
Kolejna trudna noc po udanej akcji. Zresztą jak cokolwiek może być udane w tym wojennym piekle? Wróciliśmy wszyscy, i to z pewnością należy uznać za szczęście. Mniej lub bardziej poturbowani fizycznie. Jednakowo ciężko okaleczeni psychicznie. Nie wpływa na nas zbyt dobrze ta przestrzeń ponad nami i pod nami, wokół nas… Znów straciliśmy jeden oddział. Na szczęście „Asy” jak na razie to prawdziwe asy i wracamy w komplecie. Nikt z nas nie trafił tu za urok osobisty. Ale nikt z nas nie jest też potworem, który by bez zmrużenia okiem przyjmował do wiadomości fakt, że gdzieś tam przed chwilą rozwaliło pół eskadry. Nie przywykłam jednak do widoku martwych ciał. Czy to naszych czy pijaw. Choć wolę te drugie. Chyba powinnam się napić, ale nie wolno nam łazić nocą po campusie.
Do dokoła wszyscy śpią. Słychać miarowy oddech Wong`a. Jego szczęśliwa koszulka cuchnie już tak potężnie że nie można koło niego siąść. Ale jest niezwykłym fachowcem. Trzeba uszanować jego małe dziwactwa. Bez takich drobiazgów jak wiara w łut szczęścia, fetysze i talizmany nie przetrwalibyśmy tak długo. Na przeciw niego śpi West.
Natan pewnie śni o Kyleen. Czy kiedyś ją odnajdzie? Czy kiedyś będą żyć normalnie, mieć dzieci? Czy wszyscy będziemy kiedyś żyć normalnie? Czasem mam wrażenie że to wszystko jest koszmarnym snem, z którego nie potrafimy się obudzić. Natan jest dziwnym facetem. Czasem to jego zapatrzenie w gwiazdy w poszukiwaniu Kyleen doprowadza mnie do szału. Chwile kiedy zamyka się w sobie, patrzy gdzieś niewidzącym wzrokiem sprawiają że odnoszę wrażenie, że tak naprawdę to on nas wszystkich nienawidzi i najchętniej wystrzelałby nas i uciekł z stąd. Samotny pieprzony strzelec. Fakt jest świetnym nawigatorem, oko też ma jak nikt ale nie jest niezastąpiony… no cóż może i jest. Bez niego nie bylibyśmy tym kim jesteśmy. Jego determinacja na polu walki jest godna pozazdroszczenia.
Shane. Jest kapitanem. Nie lubię jej choć staram się jak mogę. Czuję jak zabiera mi powietrze. W tym zawodzie nie ma miejsca na prywatne sympatie. Służę pod nią z dumą. Jest wspaniałym kapitanem. Pójdę za nią w najgorsze piekło, ale… nie każcie mi tego tłumaczyć. Phoos, jest zbyt nerwowa. Ale i tak świetnie sobie radzi. Niezastąpiony łącznościowiec. Złamie każdy zafajdany nadajnik. Dzięki niej już parę razy Asy uszły z życiem. Mnie jeszcze z nimi nie było…
Do koła czarny kosmos. Dzień i noc to jedno. Mimo to najgorsza jest noc. Pewnie nie zniosłabym tych nocy gdyby nie…Coop. Chyba nadajemy na tych samych falach, choć to podobno nie możliwe pomiędzy ludźmi i „in vitros”. W naszym przypadku to fakt. Czuję się coraz bardziej związana z tym facetem. Nie wiem czy on jest tego w pełni świadomy. Ciągle łazi za Vansen. Robi do niej maślane oczy i zapomina o całym świecie kiedy ona wchodzi do kantyny. A mimo to codziennie po odprawie wieczornej podchodzi do mnie i nic nie mówiąc przytula mnie mocno. Wieczorem kiedy wszyscy kładą się spać, on przychodzi do mojego kącika siada na łóżku i rozmawia. Czasem opowiada o własnych odczuciach, czasem po prostu opowiadamy sobie dowcipy, innym razem siedzi obok mnie i nic nie mówimy. Już parę razy kiedy miałam jeden z tych okropnych koszmarów, przychodził do mnie w środku nocy kładł się na koji i zasypiał przy mnie. Z całej eskadry nikt nie okazał mi tyle ciepła co ten człowiek. Gdyby nie on noc by mnie zabiła. Pewnie dlatego wszyscy zostawiają sobie małe lampki zapalone w swoich kojach. Najgorsza jest kompletna ciemność.

Do Asów trafiłam w grudniu 2064 roku. Oni znali się już rok. Trafiłam tu za swój upór i „niesubordynację”. No i dlatego że potrafię zestrzelić 49,9 na 50 punktów. Nie wiedziałam że przydzielą mnie do nich. Moja ex-eskadra „44″ była już jak rodzina. Miałam tam przyjaciół i wrogów (jednego wroga- „piękną” Viv). Widziałam jej tryumf gdy dostałam przeniesienie. Oj, ale była impreza! Jeszcze szumiało mi w głowie kiedy kazano mi zameldować się na pokładzie transportowca. Wysiadłam na „Saratodze”, dźwigając swój podróżny worek, a w głowie szalały pająki tupiąc niemiłosiernie. Od skoków podczas startu z ziemi mdliło mnie jeszcze a musiałam wyglądać na profesjonalistę. Stanęłam na trapie i spojrzałam dokoła. Na mostku pełno ludzi, tuż przy transportowcu pełno ludzi. Spojrzałam po twarzach. ” Tak, to oni! Asy ” Pułkownik uśmiecha się szeroko, podchodzi:
- Witaj, na pokładzie Saratogi. – i zwracając się do stojących w pobliżu żołnierzy- Asy. To wasza nowa towarzyszka niedoli. Kapral Ann „Mae” Lucas.
Podeszłam razem z pułkownikiem do stojących w szeregu i obserwujących mnie „Asów”. Pułkownik przeszedł do prezentacji:
- Kapitan Shane Vansen.
Uścisk dłoni, lekki uśmiech.
- Sierżant Dominique Danphoose
Uścisk dłoni, szczery uśmiech jednak pełen współczucia wzrok.
- Starszy sierżant Paul Wong
Uścisk dłoni i wesoły uśmiech. Nawet jego oczy się uśmiechały.
- Kapitan Natan West
Uścisk dłoni. Bez uśmiechu.
- Starszy sierżant Cooper …
Urwał.
- Gdzie do cholery jest Hawks?!- wrzasnął pułkownik i rozejrzał się po hali.
- Shit. – Zaklęła pod nosem Shane i warknęła do Phoos – Znów będzie miał przerąbane?!!
Na mostek wpadł zdyszany człowiek. Przeskoczył barierki i wylądował tuż koło Natana. Trzasnął obcasami i stanął wyprostowany jak struna poczym przyjął „spocznij”. Pułkownik nie krył niezadowolenia. Ale nie przerwał prezentacji.
- Starszy sierżant Cooper Hawks
Uścisk dłoni. Jeszcze przyspieszony oddech i lekkie zdziwienie w oczach.
- Kapitan Vansen pokaże Ci kajuty kadetów. – Zwrócił się do mnie pułkownik- Witaj w domu. Bądź, jak kto woli- w piekle.
Wskazał mi schody prowadzące do przejścia i sam ruszył za mną. Mówił coś o eskadrze, kłopotach z pijawami. Jednak tupanie w mojej głowie przybrało tak na sile że nie wiele byłam w stanie zapamiętać.
(byc moze c.d.n.)

Choc nie wiem czy codziennie dokonam wpisu.
A zatem opowiem Wam o tym czego nie mowie nikomu… moze powinnam zalozyc bloga pod innym nickiem? Ten juz zna sporo osob. Ale, niech tam! Co bedzie to bedzie. Jak na poczatek wystarczy, mysle. Choc nie taki wstep chcialam napisac…nic to. Do zobaczenia wkrotce.


  • RSS