maelen blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: grimmauld-place

Zapomnialam

1 komentarz

Zapomnialam ile zla jest wciaz na Grimmauld Place.
Zapomnialam dlaczego ucieklam z tego miejsca.
Choc z drugiej strony tak bardzo mi go brak.
I nie wiem czy to dlatego, ze tyle tutaj magii?
To nic, ze zlej, ale to zawsze magia.
Tak bardzo mi brak magii.
Lu pytal kiedys jak to sie stalo, ze jestem spokrewniona z Syriuszem. :)
Najpierw sadzilam, ze to wymiana ktora nam zrobiono sprawila, ze stalismy sie ‚polaczeni’. Potem jednak okazalo sie, ze lacza nas genetyczne wiezy krwi.
Matka Syriusza to siostra Alpharda, który byl ojcem mojej Matki.
Moja matka odziedziczyla po swojej ciotce wszystkie cechy charakteru. Co do jednej.
Pewnie gdyby Syriusz mial okazje ja spotkac bylby w szoku jak bardzo sa identyczne.
Pod kazdym wzgledem.
I za kazdym razem gdy odwiedzam Grimmauld Place ona daje mi to odczuc.
Nie ma nas na drzewie genealogicznym bo istnienie mojej Pani Black bylo ukryte przed swiatem z powodow ktorych jeszcze nie znam. Zreszta wiadomo jest ze Alphard zostal wyklety z rodu.
Zyla daleko od reszty rodziny.
Sadzilam ze moj ojciec to charlak.
I tu spotkala mnie niespodzianka.
To tez czarodziej.
Jednak czarodzieje urodzeni na wschodzie zadko trafiali do odpowiednich szkol.
I najwieksze odkrycie jakiego dokonalam w ostatnich dniach.
Moj maz byl Smierciozerca.
Podobnie jak cala jego rodzina.
Szok!
Musze porozmawiac z Luciusem.
Wyslalam juz sowe.
Burza uczuc nie pozwala mi w nocy spac.
Grimmauld Place.
Jestem tutaj juz zbyt dlugo.

W pokoju pachnialo jasminem.

‚Pamietasz moje stare mieszkanie na Grimmauld Place?’ zapytala Wiedzma Czarodzieja
Spojrzal na nia lekko zdziwiony i zdawac by sie moglo, zaniepokojony.
‚Oczywiscie’ odpowiedzial niepewnie
Wiedzma usmiechnela sie i napila sie herbaty z ogromnego, glinianego kubka z napisem Starbucks Edinburgh.
‚Tesknisz do domu?’ zapytal ja
‚Czasem’ spojrzala mu w oczy ‚Ale tak naprawde chyba do tych wszystkich drobnych rzeczy zwiazanych z tamtym miejscem’
Patrzyl na nia bez slowa, a ona mowila dalej zapatrzona teraz przed siebie. Zastanawial sie jakie obrazy przesuwaja jej sie teraz przed oczami i poczul to. Jej glos przeniosl go do tamtych miejsc. Zobaczyl.
‚Polmrok przedpokoju. Swiece. Moj stary zielony fotel. Moj dom byl w zapachu herbaty. Zielonej – jasminowej. Jak ta, ktora teraz pijemy. Koty mruczace na kolanach. Mgla w ogrodzie. Pamietasz jak jej krople osiadaly na twoim plaszczu? Jak lsnily sie wtedy oczy twoich wezowych zapinek plaszcza? Pamietam dotyk twojej koszuli na moim policzku. Pamietam zapach jesiennych lisci i smak wody ze strumienia w tamtym lesie… Pamietam sloneczne poranki w wielkiej kuchni Grimmauld Place. Pamietam promienie ksiezyca na twojej skorze kiedy spales…Wszystko to zaklete jest jakims sposobem w kubku herbaty. Zielonej – Jasminowej. Jak ta.’
Zapadla cisza. Lucius nie wiedzial co powiedziec tej najdziwniejszej z czarownic jaka w zyciu dane mu bylo spotkac.
Jakims dziwnym kaprysem losu dane mu bylo nawet dzielic z nia fragmenty zycia.
Spojrzala na niego. Juz nie pierwszy raz zdawala sie czytac w jego myslach, choc kiedys przeciez bylo zupelnie na odwrot.
Usmiechnal sie teraz do wlasnych wspomnien.
Tak malo wtedy jeszcze wiedzieli. Tak bardzo byli jeszcze niewinni.
‚Wiesz, ze nigdy nie bedzie tak jak bysmy tego chcieli?’ stwierdzila raczej niz zapytala
‚Nigdy jej nie zostawisz’ usmiechnela sie do niego, a kiedy chcial zaoponowac uniosla tylko dlon przerywajac mu ‚Ja nie mam zalu.’
‚Juz nawet nie jest mi smutno. Przeciez wiesz, ze ja nie nadaje sie do takiego zycia jakie odpowiada tobie, a i mnie raczej trudno sobie wyobrazic ciebie w innej roli.’
‚Co masz na mysli?’ zapytal wreszcie
‚Dla ciebie zycie to salony, sluzba, marmury, pokoje wielkosci stadionu do quidditch’a. Jakos nie moge sobie wyobrazic ciebie w malym bialym domku, jaki mnie sie marzy, albo w ogrodku w gumowych rekawiczkach pielacego chwasty.’ zachichotala
‚Moglbym…sprobowac’ powiedzial cicho
Spojrzala na niego powaznie
‚Nie moj drogi, wiesz dobrze, ze nie moglbys. A i ja dusilabym sie w ogromnych salach twojej posiadlosci. To sa JEJ klimaty.
Nie bedziemy mogli zyc razem. Zawsze pozostaniesz gosciem w moim domu, a i ja przeciez nigdy juz nie zloze ci wizyty.’
‚Mowisz tak jakgdyby to mial byc koniec…’
‚Nie mam chyba dosc sil by to zakonczyc, Lu. Chce tylko bysmy oboje byli swiadomi, ze nie ma dla nas wspolnego domu, nie ma dla nas wspolnej przyszlosci. I nie ma tak naprawde NAS. Jestem ja i jestes ty i chyba trzeba sobie juz to wreszcie uswiadomic, ze bedziemy juz zawsze osobno. Ty tam, ja…gdziekolwiek zawieje mnie jeszcze ten polnocny wiatr.’
Milczal. Jesli to milo byc zerwanie to chyba jeszcze go nie pojal, nie dopuscil do swiadomosci.
‚Czy mam juz wiecej cie nie odwiedzac?’ zapytal z wyraznym niepokojem w glosie.
Jeszcze nigdy nikt tak go nie omotal. Byl wrecz uzalezniony od przebywania w towarzystwie tej wiedzmy. Sama mysl ze to mogloby sie zakonczyc, byla nie do zniesienia.
‚Alez skad!’ powiedziala jednak zdecydowanie ‚Poprostu, nie mozemy byc razem’
Usmiechnela sie.
‚To ma mnie uspokoic?’
‚To ma uspokoic mnie.’ powiedziala.
‚Napijmy sie jeszcze herbaty’


  • RSS