Dziwna rzecz. Czasem spotykam ludzi z moich opowieści.
TAk zwyczajnie, poprostu, jak gdyby byli od zawsze.
Tylko, że oni nie mają pojęcia, że mają swój odpowiednik w zupełnie innym świecie. Moim świecie. :)
Minęło już tyle lat.
Czasem kiedy patrzę w lustro, upływający czas mnie przygnębia.
Bo już nigdy nie będę taka jak byłam i już nie mam szans na to o czym zawsze marzyłam.
Było minęło, przeszło, nie udało się.
Ostatnio jakoś już nie zapominam, że mam tyle lat ile mam.
Trochę mnie to zaskakuje, ale daję radę.
Bo tam w środku dalej mam dwadzieścia, no może dwadzieścia i trochę. Ale na pewno nie tyle ile mówi moja metryka ;]

Ale mniejsza o mnie.

Moi drodzy. Kilka dni temu spotkałam bowiem żywy odpowiednik Luciusa Malfoya.
Luciusa który miał kiedyś dwadzieścia parę lat.
Zwracał sie do mnie w taki sposób, że mi dreszcze przebiegały po plecach.
Klasa, uprzejmość, nienaganne maniery, do tego wyczuwalny majestat.
Nie wiem kim był ten młody człowiek (poza tym, że pochodził z Węgier), nie wiem czym się zajmował na codzień, w jakich warunkach się wychowywał, ale tak królewskich manier nie widziałam jeszcze jak żyję.
Do tego ten uśmiech…:)
A może to jakiś syn Luciusa? ;>
Ciekawe co on robił na Węgrzech?