„Magii mi potrzeba. Zmieniacza czasu.
Dlaczego doba ma tylko 24h.
I znow musze leciec do pracy, ktora mnie wkurza.” – miotała się Wiedźma po mieszkaniu, próbując zaprowadzić jakiś ład w swoich rzeczach.
Efekt był jednak zdecydowanie odwrotny.
„Moja współlokatorka wyrusza sobie do Tunezji, a ja? Kiedy ja gdzieś pojade na jakieś wakacje?”
Mówiła do siebie, była całkiem sama…
Z goryczą cisnęła swoją starą kurtkę na krzesło.
Coś stuknęło głucho o drewno.
Wiedźma podeszła do krzesła. Powoli wsunęła dłoń do kieszeni kurtki…
„Ja nawet nie mogę…” – urwała monolog.  Wyciągnęła rękę z kieszeni.
„…do Chaty…” – na jej dłoni spoczywał zmatowiały, kryształ…
Był martwy.