Miasteczko studenckie. Co sie z tym wiaze?
Zasmiecenie ulic w okolicach weekendu siega 8 stopni w skali 1-10.
Tylko Dublin nas bije na glowe.
A miasteczko, pomimo, ze jest sypialnia okolicznych duzych miast, jest calkiem mile.
Mieszkam tutaj juz trzeci rok.
Za kazdym razem ruiny zamku budza we mnie dziwne uczucia.
Ni to sentyment ni zachwyt.
Zastanawiam sie, ile lat musi uplynac, by przestac zwracac na nie uwage?
Dziekuje temu ktory mnie stworzyl, ze dar patrzenia  na swiat w taki a nie inny sposob.
Za dostrzeganie drobnych rzeczy.
Kolorow, ksztaltow…zapachow.
I za wyobraznie.
Junior jej nie rozumie.
Ma inna.
Czasem mysle, ze mnie nie akceptuje. Musi mnie znosic, nie ma wyjscia, biedne dziecko.
Wracam myslami do tych dni kiedy mieszkalismy w Dublinie…
Musial zostawac caly dzien sam w domu. W mieszkaniu.
Ja musialam pracowac.
Jego jedyna rozrywka bylo ogladanie dzikich kotow buszujacych po podworku.
Ciezkie chwile przyszlo nam przezyc odkad znalazlam sie tutaj.
Sto tysiecy drog trzeba bylo przejsc.
Drugie tyle przed nami.
Trzy miesiace.
Potem znow zmiana domu.
Dokad tym razem?
I czy bedzie nas na to stac?
I tylko niebo nad Maynooth sprawia, ze jeszcze potrafi mi sie chciec.