Poprostu.
Nadrabiam troche zaleglosci.
Nic nie pisze, bo juz mi sie nie chce wylewac tego wszystkiego.
Nic sie nie zmienia tak naprawde.
W pracy zwolnienia.
Ja wiem, ze jestem zajebista i niezastapiona i mnie nie wyleja, ale i tak nie widze jakos ostatnio perspektyw na rozwoj. Na pojscie do przodu.
Nie lubie za dlugo stac w miejscu.
Nudze sie ;]
I gnusnieje i zniechecam sie do wysilku potem…
Niech sie dzieje, niech daja mi nowe wyzwania, niech zmuszaja do myslenia…Ehhh….
W domu, tym Irlandzkim to samo.
Znaczy jak jest You-Know-Who’j to jestem wkurw… zdenerwowana. ;]
Nie mialam okazji wczoraj z nim porozmawiac o kasie bo gdzies szaleje po Irlandii. Moze wroci w piatek, albo i nie, lepiej zeby tak, bo czynsz sie zbliza.
I tak sobie pomyslalam, ze powiem mu, ze kuzwa nie mam zamiaru dawac mu sie tak rolowac.
Pol bez slowa (wrecz z jego inicjatywy to wyszlo) placi 1/3 rachunkow, a ten burak nie. Choc jego narzeczona miesiacami siedziala u nas i korzystala z pradu i ogrzewania, ja mialam placic podwojnie on nie.
I tu moj drogi you-know-who’jku sie zawiedziesz, bo ja sie dluzej dymac tak nie dam.
Teraz cala przyjemnosc po mojej stronie i jesli nie zaplaci swojej czesci ma tydzien na znalezienie innego lokalu.
No dobra dwa.
Ehhh…za miekka jestem.

Nie powinnam zapominac, o waznej zasadzie mojego zycia.
Nie ma sytuacji bez wyjscia tak jak nie ma rzeczy niemozliwych.

A’propos rzeczy niemozliwych wlasnie.
Kilka dni temu w naszym Tesco ‚Very Little Help’ ktos „utknal” klucz w zamku.
Taki klucz do zdejmowania tych ‚dinksow’, ktore piszcza jak sie wynosi za pazucha flaszke bourbona.
W zwiazku z czym polowa kasjerek latala do tych, ktore wczesniej ktos otworzyl, zeby zdjac to cholerstwo z towaru.
(Na 23 kasy, otwarte byly 4 sztuki tych magnetycznych yolks’ow)
Mamy na stanie ochroniarza Ciarana /Kirana/. Bydle takie, szafa trzy drzwiowa i ABS. 2 i pol metra 100 kilo zywej wagi.
D. na urlopie wiec Ciaran sie zabral za odzyskiwanie klucza.
Podczas prob wyciagniecia go z zamka, przybral klorki, ktorych nie powstydzilaby sie polska reprezentacja:)
Po czym poddal sie, stwierdzajac, ze nie mozliwe wyciagnac.
Na co przyszlam ja.
Mowie:
‚Dajcie spokoj, jak weszlo to i wyjsc musi. Nie ma rzeczy niemozliwych’
Oni na to:
‚Hahaha, hihihi, Kiran nie dal rady, a Ty dasz? Pffff… Jak go wyciagniesz, dostaniesz 10 euro’
Gdybym byla materialistka, powiedzialabym 50. Pewnie tez by sie zgodzili ;]
Ale wiedzialam, ze to juz by bylo bardzo nie fair.
Bo nieuczciwe jest zakladac sie o kase bedac wiedzma. ;]
Podeszlam do dinksa, kluczem pokrecilam, zamknelam klapke, otworzylam i…wyciagnelam klucz z zamka.
Mina wspolpracownkow: Bezcenna.
Za wszystko inne zaplacisz karta Mastercard, albo Laser… zalezy co masz  i ile jest na koncie  ;]

Ide zatem z tym odzyskanym kluczem i ratuje biedne kasjerki od zalatania sie na smierc, od kasy do kasy.
Podchodze do Ann O’Brian (przesympatyczna kobieta, ta sama, ktora przyjela problem klientki i zuzytych prezerwatyw…jakis czas temu opowiadalam)
Ann zmartwiona mowi do mnie:
‚Moj dinks jest zepsuty i wogole sie nie otwiera. Nawet sie nie mecz.’
Spojrzalam na nia i mowiac:
‚There’s no impossible things’
Wkladam klucz do zamka.
Fakt stawia opor dran jeden, ale wtedy szepcze cicho „otworz sie”
I nawet jezyka wezow nie musze uzywac, bo klapka odskakuje i jest otwarte.

Juz to powiedzialam dawno temu, ze w tym Tesco gdzie diabel nie moze tam napewno mnie wysla.
Teraz tylko podpisalam ten wyrok ;]

Inna historia z okresu swiatecznego.
Czas skladania choinki.
Te przyszedl wiec poprosilam go o rozpalenie w kominku bo piec zepsuty byl znowu.
Te zabiera sie za rozpalane ja rozkladam choinke.
Slysze jak tam przeklina ale malo skutecznie bo ogien stawial opor.
W koncu mowi do mnie.
‚No, pali sie. Ale cos slabo…’
Po chwili, chyba probowal zakpic ze mnie czy cos bo dodal dziwnie akcentujac slowo na ‚w’
‚Ty Wiedzma! Masz na to jakies zaklecie?’
Na to ja nie odwracajac sie od choinki mowie:
‚Tak. Innnsssseeennndioo…’
W tym momencie buchnely plomienie, az sama sie odwrocilam.
Te spojrzal na mnie i warknal:
‚Na drugi raz sama sobie rozpalaj’

Nie wiem co to bylo, ale lubie takie zbiegi okolicznosci ;]

Tyle z wesolosci.
Niewesolosci sa nastepujace.
Juniora czeka wizyta u lekarza.
Ja tez musze na przeglad bo brzuch mi dokucza…bardzo…
Pewnie to stres, nadwaga moze? ;> Przytylam kosmicznie.
Ale powiedzialam sobie, ze otyli sa wiekszymi optymistami wiec sobie nie zaluje. ;]
Zawsze lubilam sie oszukiwac wiec prosze o niewyprowadzanie mnie z ewentualnego bledu.

No i bilety do Polski drogie jak jasny gwint.
Urlop mam w lutym i chyba nie uzbieram na ten ticket.
Wysle Juniora. Jego sprawa wazniejsza.

Pozatym jest super.
Piec dzis naprawili. Zamowilam kolejne 500 litrow oleju bo przez listopad i grudzien ktos nam spuszczal ze zbiornika.
No kradl poprostu.
Teraz mamy zasrubowane i jakos nie paruje ten olej ogzewajac niebo chyba ;>
Piec tez inaczej pali wiec zobaczymy, ale jak na razie wylozylam znow swoja kase, bo reszty ekipy nie ma w domu.
Pol kase przyniesie, jak kartke na lustrze zostawie, a jak you-know-who’jek mnie wkur…zdenerwuje, to poleci stad jak rakieta.
I nie martwie sie, ze na chwile bedzie pusty pokoj.
Ktos sie znajdzie.
Jeszcze tylko 3 miesiace i trzeba bedzie decydowac dokad sie przeprowadzic…
Niestety.
Ten dom mnie nie lubi.
Ja go tez przestaje.
I wspomnien w nim za duzo.